American Pale Ale Piwne Freaki

Osowa Góra. Bydgoski Apacz.

Osowa Góra. Bydgoski Apacz.

To chyba jakiś świeży Browar. Oooo, Sowia Góra. W Bydgoszczu! Powiedziałby znany i lubiany śmieszek, zwany ministrem Rostowskim. Tak czy siak. To musi być jakaś fajna inicjatywa, bo wypiwszy kilka ich pierwszych piw, jestem w niebo wzięty. Pizga tu trochę w tym niebie dziś, ale cieszę się nie mniej.

Debiutancko wrzucę dziś do internetów Bydgoskiego APAcza, czyli American Pale Ale. Lubię ten styl. Lubię go w lecie, jak lampa pali z nieba. Lubię go też dzisiaj, jak zmarzłem, bom wniebowzięty, a tu wysoko zimno jak w lutym. Idzie luty, podkuj buty, a piana na piwie śliczna. Całe piwo śliczne. Ciemnozłote, lekko zmętnione. Perfekcyjne. Coś jak zapach. Nie trzeba zbytnio podchodzić nosem do szkła by wyczuć jak mocno chmielowy jest aromat Apacza z Bydgoszczy. Owoce tropikalne i cytrusowe, las i żywica. Trawa i lekka słodycz. Świetnie. Mocno. Intensywnie. Zapachu nie da się w żaden sposób porównać do choćby spieprzenia się na gębę ze schodów. No nie da się i już. Jest za fajny, za miły. Za rześki, choć znam przypadki, że po spieprzeniu się ze schodów delikwent wstawał orzeźwiony jak nigdy. Zostawmy to. Zapach świetny.

Coś jak smak. Tego oczekuję od American Pale Ale. Ma nie być zbyt pełno (pisze się tak o tym, że ma nie być wielkiej pełni?). Ma być rześko i pijalnie, lecz goryczka też ma mi powiedzieć, że to nie byle pierwsze piwo z Kiosku Ruchu. Tutaj to wszystko się sprawdza. Całkowicie. I ta goryczka. Lekka na tyle, by piwo wypiła mała dziewczynka, lecz zaznacza się na tyle, by zadowolił się nią stu kilowy chłop popijający APAcza między łykiem oleju z diesla, a gryzieniem kabli. Pyszne piwo. A już Wam mówię, że kolejne próbowane piwa z Osowiej Góry gorsze nie są. Będzie o czym pisać.

avatar
Napisane przez

Majk