Browar Ninkasi Scottish Export Styl piwa

Ninkasi – porwana, zgwałcona i pobita bogini

Ninkasi – porwana, zgwałcona i pobita bogini

Każdy, kto ma zalążki choroby alkoholowej wie do kogo należy imię Ninkasi. Oprócz tego, że takim imieniem zwracają się do siebie kasjerki z Lidla to przypisano je także sumeryjskiej bogini. 

Nikt jednak nie wie (oprócz wyznawców sumeryzmu czyli czczenia wielomilionowych kolonii chrabąszczy), że Ninkasi była córką boga Enki. Kim był ten bóg? Pozwólcie, że odpowiem za sumeryzmanian

Enki narodził się mniej więcej wtedy, kiedy upadło Debalcewo. Wokół sporo się działo, więc Enki uznał, że miłością jego życia będzie nuda. Konsekwencją tego były różne dziwne zachowania. Kiedyś wział udział w wyścigu samochodowym startując w nim pieszo. A jedynym zadaniem zamówionej przez niego dziwki było utulenie go do snu. Bardzo lubił jeść masło na którym kładł pół kromki chleba i nie lubił zakłócać  tego duetu jakimikolwiek innymi akcentami. Bardzo lubił podobnie smakujące piwa. 

Po jakimś czasie z kazidordczego związku jego lewego jądra i kolana urodziła się córka – Ninkasi. Enki jako bóstwo postanowił przelać w nią to co miał najlepsze i wzmocnić to stokrotnie. Obwołał ją „boginią piwa i wina”, a powinien „masła, nudy i homeopatii”

Upłynęły miliony lat, na ziemi powstało życie, a później Janusz Palikot. Pewni ludzie postanowili na cześć bogini Ninkasi otworzyć browar i przelać w niego to, co ich patronka miała najlepsze.

W USA postanowili wspiąć się na wyżyny piwowarstwa i robić piwa pod szyldem Ninkasi Brewing Company, które słusznie były chwalone przez ludzi na całym świecie.

W Polsce zaś wyznawcy Ninkasi po otwarciu swojego browaru zdecydowali się do każdego swojego piwa wkładać jak najmniej składników jakich wymagał dany styl i dodatkowo po 3 kg masła.

Tak oto powstały piwa z polskiego browaru Ninkasi, które prezentują poziom skoków Roberta Mateji sponsorowanego przez OSM Piaski – chujowy, ale stabilny. Każde z nich smakuje jak wykastrowane do granic możliwości z nutką Lurpaka. AIPA miała aromat cytrusów i żywicy mniejszy niż świąteczna choinka obwieszona suszonymi skórkami pomarańczy ustawiona u sąsiada w szafie. Scottish Export zaś powinien nazywać się „Westchnienie Enkiego” bo doskonale odzwierciedla jego ulubione danie i filozofię życiową.

Polskie Ninkasi popełniło świętokradztwo połączone z dewastacją. Pożyczyło sobie nazwę od świetnego browaru z USA i od bogini piwa po czym wypuściło twory, których patronem powinien być ten pan:0_0_1273924498_Czlowiek_Skurwiel_przez_rastafarayyy_middle (Kopiowanie)

 

a jedyną nagrodą jaką powinny one zdobyć jest złoty medal na Chmielakach w kategorii RLC czyli „Robienie Ludzi w Chuja”. Wszystko bowiem w tym piwie namawia do zakupu: etykietka jest ładna, buteleczka oryginalna, nazwa chwytliwa. Tylko, że Polkasi zapomniało, że w całej tej zabawie w otwieranie browaru chodzi o to, żeby piwo było smaczne. 

Browar:  Ninkasi

Styl: Scottish Export

Wysokość ekstraktu: 12,8 blg

Zawartość alkoholu: 5%

IBU: -44*

Piana: średniopęcherzykowa

Barwa: Ciemnomiedziana

Temperatura: 12 st. C

Cena: Za wysoka

SONY DSC

 

 

 

avatar
Napisane przez

Misio Kororowy

  • Szwagier

    O kurwa grubo poleciales z tematem,ale racja chujowe piwa trzeba omijac szerokim lukiem,po tej recenzji raczej tego nie sprobuje.Pozdro

    • Kororowy Gąsior

      prawda jest taka, że poprzednie degustowane, to też była mleczarnia maselniana. Jak już coś idzie w obieg za kasę, to niech poziom jakiś trzyma. My nie trzymamy blogiem, ale przynajmniej kasy za to nie chcemy 🙂