Nepomucen Piwa codzienne

Nepomucen. Nachmielona

Nepomucen. Nachmielona

Grażyna!!!! Z nami koniec!!! Zrobiłaś ze mnie idiotę!!
Tymi słowami Janusz wszedł do domu po ciężkiej zmianie w Podlaskim Stowarzyszeniu Pojazdów Dwuszynowych. Ciężka zmiana, to czasem dobra zmiana. Dobra, bo na tej właśnie zmianie Janusz czcił z kumplami dwudziestolecie pracy w PSPD. Wiadomo, jak uczta, to i kolegów trunkiem trzeba poczęstować. Zacnym jakimś. Poprosił, więc Janusz żonę, by kupiła mu kratkę dobrego piwa. Takiego fest. Nie za drogiego, ale by Heńki i Zdziśki wiedzieli, że on w dobrych piwach gustuje. Że ma gest. Że nie skąpi na piwo kumplom swym od szyny.

Jak już wszystkie chłopy zjechali do zajezdni, zaparkowali swe dwuszynówce w garażach, rzucił Janusz mydłem pod prysznicem, by przykuć uwagę wszystkich zgromadzonych. Gdy wszystkie chłopy skupili swój wzrok gdzieś w połowie drogi między mydłem, a januszowym zadem, ten rzekł: „Zapraszam Was chłopy na dobre piwo. Takie, jakiego jeszcze nie piliście. Lubię Was chłopy, popijemy dziś” i z wyraźnym zwolnieniem ruchów schylił się po upuszczoną zaczepnie kostkę palmoliwa oliwkowego.

Zasiedli chłopaki wśród smarów i starych tramwajowych podkładów. Janusz rozdał zmrożone kufle. Z Cześką się dogadał. Bufetowa na zakładzie zgodziła się wystawić na mróz schab bez kości kupiony dla szefa, celem schłodzenia kufli. Niech wiedzą kumple Janusza, jak się szlachta bawi. Jak on piwo popija. W zmrożonych. Jak w TV.

Widząc ładną zieloną butelkę, ładną etykietę piwa, w Januszu rosła duma. On już wiedział, że rozwalił system. Że pełna pula jest jego. Wiedział, że mu punkty na zakładzie wzrosną. Wiedział, że w chłopakach już puchnie. Zazdraszczają mu tego, jakie piwa pija. Jaką ma żonę świetną. Troskliwą.

Zazdraszczali mu do momentu, aż Zbych nie poczytał etykiety na butelce. Po chuj on to robił? Dlaczego. Dlaczego wyczytał, że to co piją to woda. WODA. W.O.D.A. Woda z chmielem. Bezalkoholowa.

Zbych plunął tak, że obryzgał nowy tramwaj. Z Włoch tramwaj zamówili w PSPD. Nie można polskich zamawiać? Swoich wspierać? Nie ważne. Zapluł się Zbych na wieść, że pije wodę z chmielem. Dobrą bardzo. Chmielową. Pyszną i rześką. Jednak od początku mu to waliło owocami jakimiś. Żywicą. Lasem. Nie tak jak zwykłe piwa. Takie jak zna. Podobały mu się nawet te dziwne smaczki. Ta rześkość. Fajnie się to piło. Ale bez alkoholu? Bez sześciu kresek woltażu?

Janusz? Czyś ty ochujał? Potruć nas chcesz? Wodą? W kolegów?

Janusz wiedział, że to koniec. Janusz wiedział, że zrobiła mu to specjalnie. Grażyna. Pewnie teraz turlają się ze śmiechu. Ze Zdzichem, adoratorem pieprzonym. On tego tak nie zostawi. Wybiegł z zakładu PSPD siny. Siny ze złości. Wpadł do domu i krzyknął: Grażyna!!!! Z nami koniec!!!

baner-wpis

avatar
Napisane przez

Majk

  • Radosław Milewski

    Kolegom nie powiedziałem, że kupuję. Żonie pokazałem etykietę, bo już widziałem ten wzrok jak otwierałem butelkę. Uśmiechnęła się. Po kryjomu dolałem setę czystej i mi weszło. Jak robiłem kolejne zamówienie to pochwaliła. Siedzę, piję, dolewam, jesteśmy szczęśliwi. Brawo Nepomucen. p.s. Polecam Hopiniadę z Browaru Jana.