Mikkeller + Three Floyds – BooGooP

W życiu spotykają nas różne niespodzianki. Kiedy prosząc męża o to, żeby Was zaskoczył w odpowiedzi słyszycie „też kiedyś byłem kobietą”, lub wtedy gdy spacerując z psem w październikowym deszczu ślizgacie się na czymś co na pierwszy rzut oka wydaje się być błotem, ale podążający za Wami gówniany odór z każdym krokiem uświadamia Wam co innego.

Są też miłe niespodzianki. Na przykład kiedy po półrocznej klubowej tułaczce po największych dyskotekach europy idziecie do lekarza z przerażeniem bojąc się HIV,a ten oświadcza, że po prostu złapaliście mendy. Lub gdy oglądając filmiki z wypadkami made in Russia dziecko jakimś cudem wychodzi cało spod płonącej cysterny.

Mnie dziś spotkał ten drugi rodzaj niespodziewajki, choć nic tego nie zapowiadało. Najpierw syn przed zaśnięciem postanowił, że zamiast pójścia spać znacznie fajniejsze jest wkurwianie ojca znoszeniem do pokoju coraz to nowych książek Clarksona, z których i tak nie nie rozumie. Potem mój aparat doszedł do wniosku, że posiadanie naładowanej baterii jest zbyt mainstreamowe, a on będąc produktem koncernowego Sony ma dość podążania za trendami bo wewnątrz czuje się hipsterem. I ekologiem.

Newerdeles przed 23.00 czasu polskiego udało mi się otworzyć Boogoopa. Piwo, będące Barley Winem jest bękartem mariażu Mikkellera oraz Three Floyds (nie mają ślubu kościelnego). Są to stosunkowo małe i nikomu nieznane browary, więc nie będę o nich zanudzał.

Pierwsza zaskoczka pojawiła się po pierwszym syknięciu odpinanego kapsla. Nigdy wcześniej nie poczułem aromatu piwa zanim w ogóle zdjąłem kapsel. Znacie to uczucie, kiedy siedząc w biurze/autobusie/kościółku puścicie cichego piarda będąc na 1000 000% pewnymi, że nikt nie wyczuje? I nagle trafia do Was odór rozkładającego się od wewnątrz ciała? Miałem tak samo, ale w tym pozytywnym sensie. Nie spodziewałem się czegokolwiek wyczuć skoro kapsel nadal tkwił na swoim miejscu, a jednak uderzył mnie aromat tak silny jak… jak… jak nie wiem co. Albo wiem. Jak chuj!

Druga sprawa to smak. Piwo ma 10,4% alkoholu. To więcej niż ma większość win oraz nalewek!Takim woltażem nie gardzi nawet Pan Prezydent Aleksander Kwaśniewski. Mimo wszystko ani w zapachu ani w smaku nie czuć w ogóle alkoholu. Zdajecie sobie sprawę z tego jak mocne to piwo dopiero kiedy spływa Wam po przełyku (o ile nie jesteście dość mocno przetrzebioną przydrożną prostytutką, której przełyk przypomina rurkę zrobioną z dziurawego emmentalera) i rozgrzewa Was od środka (tutaj analogii do prostytutki nie podaję, gdyż jest zbyt oczywista*). Najpierw dominują słodkie biszkopty, które na krótko ustępują goryczkowym cytrusom. Następnie z tyłu języka pojawia się poczucie wyraźnej goryczki, które po przełknięciu znów pozostawia wrażenie, że właśnie zjedliśmy bitą śmietanę, miód, albo po prostu łyżeczkę cukru. Zupełnie jak w „Szklanej Pułapce” – dzieje się sporo.

Trzecią niespodziewajką jest fakt, że piwo kupowałem pod koniec zimy i przestało na półce kilka długich miesięcy, a od samego butelkowania mógł minąć nawet rok, a ono dalej bucha feerią aromatów. Mamy biszkopty, mamy sporo cytrusów i lekką wanilię. Pachnie to wszystko jak najcudowniejsze ciastko na świecie z którym (powiem to bez wstydu, choć z lekkim niepokojem) ma się ochotę uprawiać seks. Coś na styl American Pie. Na wszelki wypadek jednak uprzedzając pytania wszystkich „śmieszków” uspokoję, że nie moczyłem fiuta w pokalu, ani nie siadałem na butelce.

Takie piwa jak to wręcz proszą się o to, żeby usiąść z nimi choć na chwilę i skupić się na tym co wyczuwamy zamiast wlewać w siebie szybkie, pyszne i łatwo przyswajalne łyki. W zamian za taką „przerwę w szybkiej najebce” dają nam całe mnóstwo różnych spostrzeżeń i odkrywają cały swój potencjał. Pomimo tego, że nie było taniutke (co najmniej 3,70 zł/PLN) każdemu życzę, żeby sprawił sobie takowe przynajmniej raz na kwartał. Tym ckliwym zakończeniem mówię wszystkim Szczęść Boże oraz „Jarosław! Polskię Zbaw!”

P.S. Po 40 minutach to piwo ciągle odkrywa przede mną nowe smaki! Cytując niemieckiego pornola: Das ys fanastiś.

*Prostytutka połyka ciepłe…, to ją rozgrzewa…, bla bla bla. Jeśli dalej nie rozumiesz analogii wejdź na www.roksa.pl i dowiedz się więcej. (Powyżej 75 zł/h stanowczo przepłacasz)

Misio Kororowy

Browar: Mikkeller & Three Floyds

Styl: Barley Wine

Wysokość ekstraktu: Z pewnościa nie 12 blg

Zawartość alkoholu: 10,4%

IBU: Na pewno nie 12.

Piana: Mocna. Pozostaje do końca w postaci lekkiego kożucha, co przy tej zawartości alkoholu jest wyzwaniem. To nie kobyle caco.

Barwa: Miedziana.

SONY DSC
Boogoop
avatar
Napisane przez

Misio Kororowy