Dania Piwne Freaki Russian Imperial Stout

Mikkeller Beer Geek Dessert

Mikkeller Beer Geek Dessert

Weekend minął nam wszystkim pod znakiem wyjadania dzieciom słodyczy. Każdy z nas z zazdrością zerkał na tony łakoci wręczanych naszym (lub nie naszym) pociechom przez wszelkiej maści opłaconych przebierańców w czerwonych kubrakach i doczepioną brodą. Kto nie podkradł dziecku choćby małego M&M’a niech pierwszy rzuci kapslem.

Jako, że jestem rozpieszczonym jedynakiem, to postanowiłem uprzyjemnić sobie te dwa dni słodyczowej męki. Dwa dni bolały mnie bardzo, bo odkąd nagrywam filmy i widzę się w internecie, to postanowiłem zrzucić drugi podbródek. Nie stać mnie na kamerę o szerszym kącie obiektywu, więc stwierdziłem, że trzy miechy na sałacie wyjdą taniej. Słodycze poszły na bok. Ale jak wszyscy wiemy piwo to nie słodycz. Nawet takie, które na etykiecie ma napis „Dessert”. Jeśli o etykiecie. Poziom różu skojarzył mi się z paznokciami Jolki Rutowicz. Różnica jest taka, że u Jolki róż ten jest żenujący, a na etykiecie Mikkellera, w tym szaleństwie jest metoda. Kicz z etykiety ma w sobie coś uroczego.

Piwo zwie się „deser”. Na butelce pączuś, lizaczek i ogólnie słodycz. 11% alko zapaliło mi w mózgu czerwoną lampkę, że słodziutko wcale nie będzie. Aromat piwa potwierdził, że mózgowa lampka pali się nie bez powodu. Kakao, gorzka czekolada, zapach świeżej mocnej kawy. Do tego wanillia i ładny, lecz mocny alkohol. Całość pachnie intrygująco, lecz na pewno nie jest to różowe, słodziutkie pitu, pitu.

W smaku, nie inaczej. Kawowa goryczka i grzejący w przełyku alkohol. Do tego gorzka czekolada, praliny. Piwo jest mniej gęste niż się spodziewałem. Jak wydaje się na piwo ponad dwie dyszki polskiej waluty, to człowiek chce nacieszyć się nim jak najdłużej. Są tego plusy. Plusy w postaci zmieniających się wraz z temperaturą trunku odczuć. Gdy „deser” był chłodny, to kojarzył mi się raczej z kawowym stoutem. Wraz z ogrzaniem jego charakterystyka szła się w kierunku owoców w alkoholu. Pod koniec degustacji dałbym sobie dwupodbródkową głowę uciąć, że w smaku i aromacie pojawił się orzech włoski. Dość intensywny. Bardzo fajny, złożony trunek. Cieszę się, że go skosztowałem 🙂

Całą powyższą paplaninę mógłbym zawrzeć w dwóch zdaniach.

  1. Kupując to piwo, masz gwarancję niecodziennej, długiej  degustacji, gdzie piwo zmienia się jak kobieta przed i po „tych dniach”
  2. Etykietę piwa można spokojnie odkleić i dać córce wmawiając jej, że to najnowszy plakat do domku dla Barbie.

 

Browar: Mikkeller (uwarzone w Lervig)

Styl: Imperial Stout

Wysokość ekstraktu: bd

Zawartość alkoholu: 11 %

IBU: Kawowo alkoholowa goryczka.

Piana: Bardzo gęsta. Nietrwała. O ładnej, mlecznej barwie

Barwa: Czarne, nieprzejrzyste.

 

avatar
Napisane przez

Majk