Dania India Pale Ale Piwne Freaki

Mikkeller 330ml do nieba

Mikkeller 330ml do nieba

Ci Duńczycy to mają jednak łeb. Oni połapali się już jakiś czas temu, że lada moment z Polszy ludzie będą spierdalali w lukach bagażowych tirów. Połapali się i uwarzyli właśnie takie piwo. Do spierdalania w ciężarówkach nawiązujące. Co prawda z 300 mil zrobili 330ml, no ale i tu i tu droga prowadzi do nieba, więc się nie czepiamy.

To piwo, to prócz przepowiedni, oczywiście i ukłon w naszą stronę. W stronę Polaków. Wszystkich. Tych lepszego i gorszego sortu. A zwłaszcza tych, co tworzą scenę craftową. Scenę piw rzemieślniczych. Scenę piw, co to niektórym u nas się wydaje, że jest chujowa. Nam się wydaje, a Zachód patrzy z niedowierzaniem. Z podziwem. No. Więc Duńczycy z Mikkellera popatrzyli, podziwili i uwarzyli dla nas piwo.

330ml do nieba, to IPA. Zwykła. Sesyjna. Do picia na co dzień. Oczywiście sporo w sieci polało się na to piwo hejtu, a ja zupełnie nie wiem dlaczego. Barwa? Piękna, jasne złoto. Piwo jest zmętnione i przypomina sok z żółtego grejpfruta lub cytryny. Wygląda świetnie. Piana? Mega. Wysoka, drobna i bardzo trwała. Opadając klei wszystko w około i tylko szkło mego ipa glassa z krosna powstrzymało ją od zaklejenia wszystkiego w kuchni i salonie.

Zapach? Weźcie dowolnego cytrusa (może być z ryneczku Lidla), wyciśnijcie z niego sok i powąchajcie? Już? No to właśnie jest to. Może ze szczyptą drożdży i słodu. Ale to raczej tło dla bardzo intensywnych cytrusów.

Smak? No tutaj jest troszkę inaczej. Piwo staje się mniej cytrusowe, a bardziej słodkie. Lekko trawiaste. Smak zaczyna dążyć w stronę owoców bardziej tropikalnych, czy biszkoptowej słodowości, a całość uzupełnia fajna, ziołowa goryczka. Tak czy siak, piwo jest wyśmienicie zbalansowane. Jest mega pijalne i rześkie. Wypiłem je z wielką przyjemnością i nie wiem skąd te opinie, że jest słabe. Nam to się chyba wydaje, że wszystkie piwa mają urywać dupę. Raczej nie. Niektóre po prostu się pije. Są dobre i mega pijalne. Nie urywają nic, ale jakby każde wypite danego dnia piwo miało mi coś urwać, to już dawno nic by ze mnie nie zostało. A tak jestem, ucieszony, dzielę się z Wami kolejnym fajnym piwem. Zajebiście.

Na koniec zostawiłem najlepsze. O ile Duńczykom nie pomieszało się coś z nazwami i recepturą, to chmielem przeważającym w tym piwie jest chmiel Lubelski. To tłumaczy ziołowo trawiastą goryczkę, ale zastanawia mnie aż tak potężne uderzenie cytrusów. Czyżby to tylko chłyt marketingowy i Lubelski w chmieleniu na aromat nie brał udziału? Nie wiem, nie znam się i pewnie długo jeszcze się znał nie będę. Piwa piję hektolitrami. W produkcji piwa jestem lewy, jak lewa noga Lewego, co co prawda mogłoby oznaczać, że nie jest źle, ale byłoby to kłamstwem 😉

avatar
Napisane przez

Majk