Piwa codzienne Witbier

Krinitsa Kult Weißbier.

Krinitsa Kult Weißbier.

Grażyna!!! Spójrz za okno. Na termotetr spójrz!! Babo gruba, coś Ty mi za piwo przywlekła do domu. Ja wiem. Ja wiem, że chciałaś dobrze. Ja wiem, że byłaś w Leclercu i Ci się etykieta spodoała. Że Niemiecka myślałaś. Z zachodu. Ja wiem, że dobrze chciałaś. Lecz babo gruba, TO PIWO JEST Z BIAŁORUSI !!! Ty nie myśl więcej, a idź do kuchni. Żeberka byś upiekła. Kumple na Małysza wpadają wieczorem.

Janusz był wściekły. Przecież nie poczęstuje chłopaków z zajezdni tym czymś. Mętne to. Pieni się jak oszalałe. Chłopaki od razu powiedzą, że ich popsutym piwem poczęstował. Wziął wściekły Janusz butelkę do ręki i czyta. WeiBbier. ???!??@?. W szkole miał ruski, więc ni w ząb nie czai. Co to za znak. B z krechą u dołu. Limit na internet w Orendżu wyczerpany, więc Grażynę trzeba wołać. Kupiła, niech się martwi jak to gówno przetłumaczyć.

Weissbier, nieuku. Grażyna odeszła nie ukrywając dumy z faktu, że wpadły jej kolejne punkty do domowego rankingu wyższości nad tym śmierdzącym chłopskiem. Piwo białe, rzuciła na odchodnym, bo pokrążyć cepa na kanapie doszczętnie.

Siedział więc Janusz zamurowany. W ziemię go wgniotło. Skąd ona wie takie rzeczy? Na pewno Zdzich jej podpowiada. Adorator pieprzony. Wkurzył się jeszcze bardziej na samą myśl o tym dziadzie. Pachnieć mu zaczęło. Bananem jakoś? Chlebem? Co za diabeł? Grażyna coś kombinuje? Żebra miała piec. By siłę kumple mieli. Dmuchać. Adasiowi pod narty dmuchać. Wspólnie z całą Polską. Leć Adam, leć jak najdalej.

Pachnie mu też czymś kwaśnym. Czuł już gdzieś ten zapach. W lemoniadzie może? Z cysterny na rogu sprzedawanej? Ładnie mu to pachnie. Nie przyzna się oczywiście kumplom. Cztery piwa sam wypije przed ich przyjściem, a nie przyzna się na pewno. Nie pokaże im tego zabrudzonego trunku, co to koło piwa nie stało. Wziął pierwszy łyk, a tam kontynuacja aromatu. Kwaskowy posmaczek. Delikatnie czuć  w gębie chlebek. Rześkie. Przyznać musi Janusz. Przed kumplami się nie przyzna. Sam przed sobą może. Nikt nie słyszy.

Sącząc łyk po łyku, wziął się piwosz za czytanie etykiety. Bodła go w oczy ta Białoruś. Do czego to doszło, że go własna baba truje specyfikiem od Łukaszenki. Poraziło go czytając. Krystyna. Co robi na butelce to imie? Jak on ją kochał. Jaki ona ma tyłek. Całe życie kocha się w Krystynie spod czterdzieści jeden. Niestety, teraz już platonicznie. Krystyna wyszła za mąż, a dla niego małżeństwo rzecz święta. Nie tak jak dla Grażyny i jej adoratora. Zdzicha pieprzonego. On widzi jak oni na siebie zerkają w kościele. Na sumie.

Krinitsa, nie Krystyna. Nie potrzebnie zaprawkę robił. Setkę żołądkowej strzelił po robocie. No dwie. Góra. Trochę mu się mieszać te napisy na butelce zaczęły, więc dopił szybko piwo. Wysokie jakieś, wąskie szkło mu Grażyna dała. Nie kufel, jak zawsze. Śniło mu się, że smakowało. Śniło mu się też, że ten smak z lemoniady to goździk.

Grażyna przysłuchiwała się chrapaniu męża z bólem serca dolewając do marynaty pod żeberka piwa, które bardzo jej smakowało. Wypiła go już kilka butelek w ciszy. Przy serialu. Gdy Janusz miał nocną zmianę na tramwaju. Dolała resztkę piwa do marynaty i wyrzuciła do kosza pustą butelkę. Pustą butelkę po Imperium Prunum.

avatar
Napisane przez

Majk

  • wojtek

    Świetny tekst, zresztą jak zawsze. Od początku czyta się z bananem na gębie i zastanawia, w którym momencie dostanę po ryju jakimś tekstem. Koniec najbardziej zaskakujący :D, przypomniał mi jedną historyjkę z własnego życia. Kiedyś żona zadzwoniła, czy mógłbym się urwać z pracy bo musi coś tam z domu wziąć. Niestety nie mogłem. Zadzwoniła po godzinie: poprosiłam brata, przyjechał po mnie. W podziękowaniu dałam mu jedno twoje piwo z lodówki (i tutaj muzyka jak z horroru). W lodówce mam raczej same crafty, ale jest tam między butelkami jeden rodzynek. Rodzynek, który czekał na ten odpowiedni wieczór degustacji. Rodzynek, którego długo szukałem i wydałem na niego sporo. I w myślach mówiłem sobie: nie nie. na pewno tego nie dała bo widać było po butelce, że to rarytas… myliłem się. Żona: dałam mu ten w tej dziwnej butelce z brzydką etykietą. Fu@# Mikkeller

    • Kororowy Majk

      żony takie są 🙂

  • olek

    straszne pierdolenie…
    a o piwie coś napiszesz?