Kraftwerk Piwne Freaki Porter Bałtycki

Kraftwerk. Jolly Roger

Kraftwerk. Jolly Roger

Kraftwerk. Niegrzeczni chłopcy wystąpili w telewizji i stali się nieco grzeczniejsi. Nieco tylko, bo Ślązaka łatwo nie zmienisz. Tak samo jak nie zmienisz klekotu diesla odpalanego w mróz, czy porannego śpiewu koguta u cioci na wsi.

Pierwszym piwem pod nowym szyldem był „Złoty deszcz”. Kwaśny, przepraszam. Nie piłem, bo mnie żołądek boli. Piłem za to kolejny wytwór spod nowego szyldu. Opadnięty porterową gorączką sobotniej nocy wychyliłem „Jolly Rogera”.  Prosto z beczki. Do buteleczki. Z buteleczką do domku, by w luźnych majteczkach móc spróbować i spisać wnioski.

Przelane do szkła jest ładne, jak to piwo. Ciemne. Ślepy lub mieszkający w jaskini napisałby, że nie przeniknione. Opłaciłem ostatnio zaległe rachunki za prąd, więc włączyli mi światło. Pod światło bez większych problemów widać brązowe przebłyski. Spoko. Jeszcze przed degustacją słyszałem opinie, że piwo jest za bardzo karmelowe i wania alkoholem. Dwie sprawy, nic nie wania. Alkohol jest wyczuwlany, ale jak na ponad 9 woltów, to nie przesadzałbym z oskarżeniami. W zapachu jest słodko, ale nie przesadzajmy, bez problemu da się wyczuć tutaj nuty suszonych owoców, czy palonych słodów.

W smaku jest lekko wytrawnie, przez co piwosze nie skalani spirytusem, czy denaturatem mogą pomylić tę wytrawność ze słabo ukrytym alkoholem. Nie prawdą to jest, bo alkohol ukryty jest ładnie, a piwo wydaje mi się fajne i zbalansowane. Dodatkowo jego charakter idzie w słodką stronę, co osobiście w porterach lubię.

Gdzieś w tle mamy tu wanilię, mamy również czekoladę. Nasycenie jest dość niskie, ale nie wiem, czy to nie wina przetaszczenia buteleczki przez miasto na przednim siedzeniu samochodu.

Bez pasów. Naprawdę nie ma się czego przyczepić, więc czepialstwo zostawmy obie na trunku gorsze od tego, a jest ich całe multum.

Bardzo smaczny porter.

avatar
Napisane przez

Majk