IPA SRIPA

Czy będąc synem księdza z nieprawego łoża ma się prawo do mówienia do wszystkich per bracie i siostro? Lub czy będąc Żydem, albo murzynem ma się prawo do pomstowania na rasistowskie prześladowania pomimo tego, że wojna skończyła się 70 lat temu, a od śmierci Luthera Kinga minęło prawie 50 lat? Czy czując się Ślązakiem ma się prawo do tzw. „ukrytej opcji niemieckiej”?

Być może i tak, ale ten blog jest o piwie, więc na postawione przez siebie pytanie odpowiem – A kogo to obchodzi?

O ile odpowiedzi są nieistotne w kontekście poniższego wpisu o tyle pytania na której miałyby odpowiadać już tak.

Otóż browar „Kraftwerk” uwarzył piwo o nazwie „Panzerfaust”, która to nazwa w Polsce (a piwo z tego co wiem eksportowane nie było) kojarzy się Polakom prawie tylko z II WŚ. Wprawdzie nie ma tak złych skojarzeń jak Hitler, krematorium, albo nie daj Boże Żyd, ale kontekst jest jednoznaczny. Pojawia się pytanie po kiego ciula poszli w tym kierunku?

Niezależnie od tego czy nazwa kojarzy nam się z nazistowską bazuką, czy ze średniowieczną krzyżacką pięścią to piwo tak czy inaczej nijak z nazwą nie współgra. SRIPA za to jak najbardziej i na tym trzeba było poprzestać, bo piwo po prostu nie jest ani pancerne, ani żelazne*, ani na pewno tak groźne jak holocaust.

Parametry wyglądają ciekawie, bo z 16% ekstraktu panowie uzyskali aż 6,7% alkoholu co dla tych, którzy lubią łest kołst stajl ajpiej zapowiada ciekawą ucztę. 

Próbunek zacznijmy od aromatu, który jest słabszą stroną tego piwa. Po głębokim wdechu nosem (osobom z czopującym katarem polecam dwugodzinne dłubanie w zatokach) na pierwszy plan wychodzi o dziwo słód. Jest to oczywiście aromat bardzo przyjemny, ale czy w IPie pożądany na pierwszym planie? Następnie pojawiają się delikatne nuty chmielowe, ale nie amerykańskie, tylko zwykłe ziołowe. Nie bez powodu użyłem zwrotu „o dziwo”, bo do produkcji piwa użyto aż ośmiu odmian chmielu amerykańskiego.

Na powyższych doznaniach można właściwie zakończyć wąchanie, bo jedyne co więcej możemy wciągnąć nosem to piana, która fajnie do końca utrzymuje się w postaci białej kołdry i ładnie oblepia szkło. 

Koronkuje.

Jest fajny „lejsink”. 

W smaku dzieje się nieco więcej. Mamy solidną bazę słodową, która jednak nie jest słodka, ani męcząca. Po jakimś czasie pojawia się bardzo solidna goryczka, która udowadnia, że mimo wszystko nie żałowano chmielu przy warzeniu. I znów nie jest to goryczka olśniewająca czy orzeźwiająca, ale bardzo solidna i uczciwa. 

Wydaje mi się, że Panzerfaust padł ofiarą tej samej epidemii co dwoje niedorobionych dzieci z Doctora Brew, a mianowicie rozbuchanych oczekiwań spowodowanych współpracą z Kopyrem czyli po prostu najzwyklejszym w świecie marketingiem. Ciśnienie na to, żeby spróbować tych piw spowodowało, że oczekiwania wzrosły znacznie powyżej poziomu wszystkich tych produkcji. Żadne z nich nie było tragiczne, ani do wylania, ale też żadne z nich nie zasługiwało na takie trzepanie się nad nimi jak to miało miejsce przed premierą. 

Ja sam kiedy będę miał ochotę na solidne i wytrawne IPA z pewnością do Panzerfausta wrócę. Fajniej jednak by było gdyby faktycznie zmienili nazwę na SRIPA.

Browar: Browar Kontraktowy Kraftwerk uwarzono w browarze BOSS Browar Witnica

Styl: IPA

Wysokość ekstraktu: 16 blg

Zawartość alkoholu: 6,7%

Piana: Drobnopęcherzykowa

Barwa: Złocista, bursztynowa

Temperatura: 12 st. C.

Cena: 8.5 PLN

* Dla dociekliwych: żadnego diacetylu nie było, a nuty żelaziste bardzo niewielkie i po krótkim czasie zniknęły z nosa i podniebienia. 

SONY DSC

 

avatar
Napisane przez

Misio Kororowy