Piwne Freaki Porter Bałtycki

Komes Porter Bałtycki w płatkach maczany

Komes Porter Bałtycki w płatkach maczany

Jakby to powiedział Miś Uszatek. Ulala. A może to był Tygrysek? W sumie to nawet lepiej by było dla opowieści gdyby był to Tygrysek, bo piwo o którym dziś napiszę, to jest to co Tygryski lubią najbardziej.  Dziś przed Szanownym Państwem piwo, które nalane do szkła darzy nas piękną ciemno (bardzo) brunatną barwą. Piwo posiadające piękną, gęstą i drobniutką pianę. Piana jest tak drobniutka, że jakby nią płacić za bilet w komunikacji miejskiej to kierowca liczyłby to 3,2 PLN ze dwie godziny.

Ale to nie o wyglądzie mówił Miś Uszatek. Do spóły (tak uznajmy) z Tygryskiem jarali się aromatem tego piwa. Jarali się czekoladą, wanilią, delikatną winnością. Jarali się dojrzałymi suszonymi owocami. Jarali się wreszcie lekkimi nutami drewna. Wyczuwalnymi bez problemów, ale nie walącymi parkietem jak to czasem bywa. Piwo to pachnie tak fajnie, że człowiek już myśli, że to wszystko na co je stać.

A tu skucha. To nie wszystko na co stać to piwo. W smaku piwo pokazuje dodatkowy pazur. Mamy tu owoce. Wiśnie, śliwkę. Wszystko dojrzałe. Nawet podsuszone. Mamy znów drewno. Agresywniejsze niż w zapachu. Ale nie zabije Was. Spokojnie. Nawet gdyby było blisko zbrodni, to nie martwcie się. Z pomocą przychodzi wanilia. Przyjemna. Słodkawa. Piwo sprawia wrażenie pełnego. Przyjemnie rozlewa się w ustach i zakleja podniebienie.

Całości dopełnia delikatna goryczka. Goryczka, która w połączeniu z nutami palonymi i lekko rozgrzewającym alkoholem zamyka całe to piwo klamrą. Klamrą, na której ktoś napisał

Ależ to zajebiste piwo jest

 

avatar
Napisane przez

Majk