KingPin Piwne Freaki Pracownia Piwa

KingPin & Pracownia Piwa. Till Dawn India Pale Ale.

KingPin & Pracownia Piwa. Till Dawn India Pale Ale.

Dziś opowieść o tym jak ufoludek spotkał się z białym człowiekiem i balowali do białego rana. Od zmierzchu. Całą noc. Bez oszczędzania się. Bez zasłaniania rodziną, czy niedzielnym kościółkiem. Ostro. Na skraju zerwania filmu. Ale od początku. Zaczęło się od zwykłego „siema”, prostego podania ręki. Ufoludek był pierwszy. To on zagaił. „ejj? Biały? Chodź na piwo”. Wyglądało to mniej więcej tak jak na obrazku.

5a9b234248_taki_jestes_cwaniak_

I poszli. Poszli na piwo. Na świecie nie ma osoby, która wychodzi na piwo i wraca po piwie jednym. Po dwóch też nie. Wypili więc tych piw niemało i stwierdzili, że mało. Że zbrakło. Że uwarzyć coś trzeba. Dorobić piwa. IPY jakiejś. Bo jak piwo to IPA. I tutaj znów inicjatywę przejął ufoludek. Zielonołapy. „Jak to IPĘ, zwykłą?” Dorzućmy coś. Dowlamy. Zasypmy. Zmieszajmy. No i namieszali. Trawa cytrynowa, zest limonki oraz imbir. To dodatki do fest nachmielonego piwa.

Ekipy były na naprawdę dobrej bani. Cała noc to nie przelewki. Do świtu. Stąd zdziwienie. Zdziwienie jak dorwałem to piwo. Że nie spieprzone. Że nie skażone pijacką wizją. Że wszystko w nim w porządku. Że wzorowo, jak we wzorze na pole koła. Wiecie? PiErkwadrat. Bursztynowe, pięknie pieniące się piwo. Już po podważeniu kapsla widelcem piwo zalało zapachem całe otoczenie. W pełni zalało. Jak samopoziomujący się grunt na podłodze. Jak woda zalała popowodziowe auto sprowadzone z Niemiec. Żywiczny, tropikalny aromat z nutami limonki. Są też cytrusy. Aromat nie tak rześki jak myślałem. Uznajmy, że był żeśki przez ż. Tak będzie dobrze. Intensywny, jak skurczybyk. Mega mocny. Fajny.

W smaku dzieje się równie wiele. Chmielu tu nie żałowano. Zaczynając od tyłu. Goryczka jak już złapie, to nie puści do kolejnego łyka. Mocna. Ziołowa. Wzmaga ją skórka limonki. Świetna. Tego od IPów powinno się wymagać. Stawiać za wzorzec. PiErkwardrat, wiecie? Piwo jest dość pełne. Czuć podstawę słodową. Ale świetnie kontrowaną nutami od chmielu. Dodatkami w postaci trawy cytrynowej i skórek limonki. Impr też tu jest, lecz na szczęście nie dominuje. Całość upchana została do małej butelki 0.33. To jedyny minus tego piwa. Wychyliłem je w kilku łykach i zapłakałem rzewnymi łzami. Że mało. Dlaczego? Ufoludek z białym pobalowali całą noc, a biednym ludkom dają małą buteleczkę pyszności? Coś nie halo. Wincyj. Wincyj chcemy.

avatar
Napisane przez

Majk