Chmielogród Piwne Freaki Pszeniczne Ale

Kilka słów o dwóchnożnych lekarzach

Kilka słów o dwóchnożnych lekarzach

O co chodzi z tą nazwą? Trzypalczasty? Pomimo, że jestem polonistycznie niedojebany to mi się jakoś kupy nie trzyma. Posejdon w ręku trzyma trzyząb, czy trójząb? No ale nic to. Słowny onanizm zostawmy profesorowi Miodkowi, bo on jest w tym kraju wybitnym od tego specjalistą. Znaczy od słów. Od onanizmu mamy inną gwiazdę, Lwa-Starowicza .

Wróćmy do piwa. Trzypalczasty (nie mogę, kurwa, hehehe) Goblin zerka na nas z etykiety tak złowrogo, że gdybym był lekarzem gastrologiem to pokazywałbym tę etykietę swoim „zatwardzonym” pacjentom. Posrali by się ze strachu jeszcze w gabinecie. Miałbym co prawda dużo sprzątania w robocie, lecz moja lekarska chwała niosła by się przez kraj niczym chwała profesora Religi po premierze filmu „Bogowie”.

Jak już spuścimy wodę i umyjemy ręce po przygodach wywołanych etykietą możemy nalać Goblina do szkła. Piana, która wylezie ze szkła jest zajebista. Wzór piwnej piany. Wyłazi wysokim kominem ze szkła. Jest zbita i twarda tak, że w niedzielę przed pojechaniem po słoiki do domu użyję jej do zgolenia mojej hipsterskiej brody i januszowych wąsów.

Piwo ma niesamowicie ciemną barwę, lecz i ciekawą, zawiesistą konsystencję. Od razu widać, że w Chmielogrodzie rządzi czyste zło, a piwowar nosi koszulkę z trupią czachą na plechach (brrrrr) …

Po ponownym spuszczeniu wody i umyciu rąk piszę dalej. Ja wspomniałem w powietrzu unosi się czyste zło. Unosi się również bardzo bogaty żywiczno leśny aromat wydobywający się ze szkła. Świetny zapach. Choć na moment pozwala mi zapomnieć o strachu przed goblinem, dając odpocząć moim kiszkom.

W smaku jest podobnie jak w aromacie. Po języku rozlewa się żywiczny las. Nie czuć tutaj owoców. Zresztą. Jedyne owoce jakie widziałem kiedyś w lesie to cytryny. Widziałem je jak się zatrzymałem w lesie na fajeczkę. Na tym samym parkingu śniadanko jadła rodzinka. Zrobili sobie przerwę w podróży ze ślunska do Władysławowa na wczasy. Na kocyku leżała kiełbaska, cebularzyk, chlebuś. Był twaróg z cebulką i szczypiorem. Leżała również cytryna, która za moment wylądowała w herbatce z termosiku. Więc da się, ale nie w tym przypadku.

W Chmielogrodzkim lesie ani cytryny, ani innych owoców nie doświadczyłem. Piwo to jednak od pierwszego do ostatniego łyka zachwyciło mnie swą palonością i aksamitnością w każdym łyku. Dodatkowo każdy łyk zakończony zostaje fajną żywiczną goryczką, co mi osobiście bardzo odpowiada. Na prawdę świetny trunek i polecam go wszystkim, a zwłaszcza niewidomym, gdyż takowi nie będą się męczyli z nazwą piwa, a także oszczędzą na papierze toaletowym nie musząc oglądać przerażająco złego goblina z etykiety.

By zamknąć jadowitą klamrą ten wpis podpowiem, że wspominanie w morskich opowieściach o kanalizacji i ściekach jest dość niefortunne, gdy targetem tego piwa jest ułamek społeczeństwa ze skrzywieniem mózgu. Skrzywienie to powoduje, że zdarza się degustowane piwo wylać właśnie do wspomnianej kanalizacji, co jest oznaką nie tylko mózgowej dysfunkcji, lecz także dezaprobaty ogólnie pojętych wrażeń związanych z degustowanym napojem.

_DSC0404

Browar:  Chmielogród

Styl: Black American Wheat

Wysokość ekstraktu: 14,5

Zawartość alkoholu: 6,1%

IBU: 45

Piana: Wspaniała. Bardzo trwała. Wręcz bliska ideału.

Barwa: Czarne. Nieprzejrzyste

Temperatura: 10 st. C.

Cena:  8,9 zł

avatar
Napisane przez

Majk