Jak

Kilka „prawdziwych prawd” o krafcie? Odcinek 1, nie wiadomo, czy ostatni.

Kilka „prawdziwych prawd” o krafcie? Odcinek 1, nie wiadomo, czy ostatni.

Z kim pić piwo kraftowe?

Ogólnie, to nie bardzo jest z kim pić takie piwa? Na dzielnicy raczej nie, bo tam naród ciemny, łoi tatrę zamiast pinty. W gimnazjalnym kiblu z kumplami się tego nie napijesz, bo po primo drogie to w ciul i szkoda hajsu, a po duo, pali w gębę i na hejnał, w przerwie wypić się nie da. Chyba, że w przerwie obiadowej, ale wtedy to lepiej na fajeczkę skoczyć, za winkiel. Z laską też nie wypijesz, bo powie, żeś alkoholik myląc ekstrakt z voltażem. No lipa jakaś. Jest jeszcze szansa, że nie będziesz się wywyższał i spotkasz się z ziomkami nie patrząc nikomu w szkło. Nie nagabując, nie wymądrzając się. Szansa jest jednak tak nikła, że nie będę tej sytuacji tutaj opisywał. To nie wypada. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Jak pić piwo i się nie wymądrzać? Blee. Fuu. Nie da się. Nie przystoi. Jeśli już myślisz, że jesteś elitą elit, Krzyśkiem Jeżyną, zostaje Ci umówić się ze znajomymi, którzy, tak jak Ty gardzą wszystkim co nie ma na etykiecie wypisanego IBU.

Jak spożywac piwo kraftowe na wyjściu?

Spotykacie się w pubie. Koniecznie drogim, najlepiej w centrum dużego miasta. Każdy przychodzi ze swoją szklanką. Tfuuu, „W Imię Ojca i Syna”, specjalnie wyprofilowanym w celu spożywania piwa szkle sensorycznym. Zamawiacie najdroższe z piw i szukacie w smartfonach, co o danym trunku powiedział jutuber Koper. Jeśli Koper powiedział, że w aromacie jest Kopyr, to cmokając głośno mówicie, że czujcie Kopyr. Jeśli Koper powiedział, że w smaku są liście jałowca, święcie bronicie tej tezy. I tak siedzicie sobie ze znajomkami w knajpie. Bardzo modna jest rozmowa, a niezliczonej liście wad w piwie. Każdy szanujący się „piwny znawca” umie obudzony o północy wymienić minimum siedemnaście wad w piwie. A obudzony po drugiej w nocy, umie ich wymienić dziewiętnaście. No. Wracając da waszej posiadówki w knajpie. Jak skończy Ci się limit transferu w Iphone i nie da rady oglądać już Kopera, to przechodzisz ze znajomkami do drugiego etapu Waszej nasiadówy. Prześcigujecie się w diagnozowaniu kolejnych wad w kolejnych piwach. Zupełnie nie przejmując się faktem, że po szóstym już dziś piwie, nie bardzo ogarniacie co znajduje się w szkle. Ważne by odpowiednio głośno wygłaszać tyradę na temat diacetylu, deemesu, aldehydu, kartonu, metalu, gwoździ, próchnicy, śledzia, czy farby olejnej. W ogóle. Co do cholery te piwowary robią w tych browarach, że każde piwo ma aż tyle wad. Ostatnią uwagę wygłaszacie tylko pod warunkiem, że nie jesteście akurat na premierze piwa. Jeśli jesteście na premierze piwa, to robicie sobie selfi z piwowarem i resztą ekipy browaru, po czym chwalicie każde ich piwo uśmiechając się od ucha do ucha.

Jak spożywac piwo kraftowe w domu?

Piwo kraftowe można, wbrew modzie i pozorom spożywać w domu. Nie polecam, ale można. Zabronić przecież nie mogę. W zaciszu, przy meczu, na kanapie, na kiblu lub w szafie. Gdzie kto woli. Można pić je ze szklanki, oblizując się soczyście po każdym łyku. Można robić sobie na klacie białe kropki. To proste. Bierzecie palca i wkładacie do piany. Potem robicie kropki na klacie. Głupie. Wiem. Nie piszę, że musicie. Piszę tylko, że można. Kto Wam zabroni. W domu jesteście. W szafie. U siebie. Nikt nie zabroni Wam także zerkać co o piwie mówi Koper, czy pisze Majkel z Szyszek. Nikt nie zabroni zerknąć do sieci i poczytać co o piwie na portalach dla piwnych zboczeńców. Rejbir, czy coś. Nikt nie zabroni. Ale lepiej nie. W domu nie. To nie wypada, a i foteczki z piwowarem się nie zrobi. Wiedzą o wadach znajomkom nie pochwali.

Problem dnia następnego.

Jeśli pijesz piwo rzemieślnicze to masz przesrane. Każdy wieczór spędzony w multitapie, czy w domowej szafie kończy się porankiem na kiblu. To drożdze. Nieodfiltrowane i niespasteryzowane szczepy dzikich drożdży na co dzień mieszkających w najciemniejszych zakątkach zatęchłych belgijskich piwnic robią Ci w kiszkach rewolucję. Ramię w ramię z drożdżami odbyt drenażują Ci chmiele. Amerykańskie. Niby chmiele, bo te wszystkie amerykańsko owocowe tropikocytrusy, to sok jest. Dolewany do piwa. Jeszcze w browarze. Nie w knajpie, bo to obciach. Jaki normalny chmiel dałby w piwie zapach i smak owoców. Prawdziwy, normalny chmiel to daje zapach marihuany. Dlatego porządne piwa, te z importu, przechowuje się w zielonych butelkach. No. Więc zamiast spędzać poranek po ludzku, z bólem głowy i zimnymi dreszczami, Ty spędzasz go na kiblu. Łeb Cię boli. To od IBU, dziwnej, nieznanej nikomu skali. W wolnym tłumaczeniu IBU to Jednostka Porannego Bólu Łba. Tak, tak. Im większa cyfra na piwie, to łeb będzie bolał bardziej. O dupie nie wspominając. Bo najczęściej im więcej IBU, tym dolanego soku jest więcej. Chmieli, huehue. Amerykańskich niby. Tych od drenażu. Od goryczy.

To był pierwszy i być może ostatni odcinek serii. Jeśli przeczytałeś tekst z przymrużeniem oka, to dobrze. Jeśli po przeczytaniu, rozbolała Cię dupa, to gorzej, choć może też dobrze 😛

avatar
Napisane przez

Majk

  • Krzysiek

    Genialny wpis! Bardzo mi podszedł 🙂

    • Kororowy Majk

      Dzięki 🙂

  • KiepuR

    Wybieracie się do Wrocka na festiwal ?

    • Kororowy Majk

      Niestety. Jeszcze nie w tym roku.

  • kamos

    Mega pozytywny wpis,zdecydowanie kontynuujcie tą serie 🙂 Zróbcie może taki cykl w kontekście tematyk: festiwali,typów krafto-pijców,biegunki premier z browarów czy też anegdoty pod tytułem ” Galaktyka Piwnix została zaatakowana przez złą kompanię piwowarską,uratować może ją Kaptan Kopyr” 😉