Imperial IPA Jan Olbracht Piwne Freaki Saison

Jan Olbracht Rzemieślniczy – Piotrek z bagien – Imperial Saison IPA

Jan Olbracht Rzemieślniczy – Piotrek z bagien – Imperial Saison IPA

Piotrek po dłuższych feriach wygrzebał się ze swojego bagna. Z bagien znaczy. Wylazł. Wylazł i to od razu ze świetnym piwem. Sezą jakiś, czy coś. Sezą jak sezą, ale to jest nie dość, że sezą imperialny, to jeszcze sezą ipa. Szczyt piwnej hipsterki i to mi się w pełni podoba. Sezą nalany do szkła już pokazuje, że sezonem zwykłym nie jest.

Nie dość, że pięknie brzoskwiniowy, z fajna czapą piany, to pachnie jeszcze skubaniec. Pachnie balonówką. Turbóweczką, co to jej gimby nie znają. Pachnie przyprawami jakimiś. Kolendrą też trochę. I goździkami. I bananem może też? I chmielem też pachnie. Wszystko to z bagien. Wylazło z Piotrkiem i pachnie mi ze szkła świetnie. Intensywnie. Mocno.

W smaku bardzo spodobała mi się pełnia. Piwo jest lepkie, aksamitne. Do tego brzoskwiniowo słodkie. Znów jest balonówka. Są przyprawy. Takie jak to w belgach. Jest znów goździk. Jest chmiel. Dużo więcej tego chmielu niż w zapachu. Mamy tu fajne cytrusy, mamy też goryczkę. W stylu skórki grejpfruta. Goryczka świetnie wojuje ze słodyczą tego piwa. Jak w MMA jakimś. Ale w MMA pod warunkiem, że jesteś na trybunach i jest Ci miło. Bo jak jesteś w MMA na ringu i Cię po pysku leją, to nie.  To nie jest wtedy to uczucie, które przy piciu tego piwa. Piwo to jest miłe. Nic tu Cię po pysku nie wychłosta. Nie założy Ci dźwigni na ramię. Nic Cię nie będzie bolało. Chyba, że mózg. Od analizowania tego wszystkiego, co odczuwasz pijąc tego Piotrka. Słodycz, delikatna kwaskowość, goryczka, pełnia, niskie wysycenie. Te wszystkie balonówki i banany. Ameryka. Dużo tego. Fajne. Złożone. Złożyłem je więc w kilka łyków i wypiłem. Tak mi smakowało.

avatar
Napisane przez

Majk