Jan Olbracht Piwne Freaki Witbier

Jan Olbracht. Piotrek z bagien. Earl Grey Imperial Witbier.

Jan Olbracht. Piotrek z bagien. Earl Grey Imperial Witbier.

To jest styl, to jest gracja. Elegancja. Haszysz, koka, hera, jakby to zaśpiwała pewna czarnowłosa małolatka. Tyle barw, tyle snów. Wśród barw idzie Piotr. Piotrek w zasadzie. Z bagien. Upojony. Upalony. Bergamotką, herbatą, skórkami pomarańczy i chmielem. Ma taką fazę, że nie wie gdzie idzie. Oczami widzi, że jest na rybach, lata z wędką za szczupakiem. Widzi też słupy. Z prądem. Wysokiego napięcia słupy. Prąd kojarzy mu się dobrze. Z fazą. Z odlotem. Idzie tak ten Piotrek przez pola, lasy. Idzie w na wschód, mija Piotrków, obwodnicą. Po prawej widzi zajazd. „Krokus”, czy jakoś tak, od kwiatka zwany. Kwiaty, kojarzą mu się dobrze. Z odlotem, z fazą. Palone w sziszy kwiaty dają radę. Trzeba tylko wiedzieć jakie kwiaty palić.

Zasnął, więc Piotrek w „Krokusie”. Przyśniło mu się piwo. Jedno z jego ulubionych piw. Piw, którego składnikami tak ładnie „ululał” się poprzedniego dnia. Witbier mu się przyśnił. Ale jakiś taki inny. Mocniejszy, potężniejszy. Przelany do szkła wyglądał jak Witbier. Zwykły taki. Jasno złoty, z gęstą, zbitą, białkową pianą. Ale coś mu się we śnie nie zgadzało. Coś go zaskoczyło. Pozytywnie. Bardzo pozytywnie. Piotrek powąchał wyśnione piwo. Pachniało kolendrą, skórką pomarańczy i zbożem. Pachniało czymś jeszcze. Mało tego. Ten zapach dominował. Dominował piotrkowy sen. To bergamotka. Znów. Palił ją wczoraj. Dziś czuje ją w piwie. Herbata Earl Grey. Gorzka skórka pomarańczy. To one. To one są przyczyną. To one są bohaterkami snu.

W pierwszym łyku jest gęstość. W końcu to Witbier niestandardowy. Imperialny. Jest zboże, czuć go. Pszenica też jest. Senny lot w „Krakusie” trwał, a w smaku pojawił się banan. Lekki, delikatny. W dalszej fazie (faza, ach jak to słowo tu pasuje), smak zaczynają dominować cytrusy i herbata. Goryczka lekko szczypie w gardło. Piwo wcale nie należy do mega pijalnych. Jest wielowymiarowe. Trzeba się nad nim skupiać, a to Piotrkowi wcale nie było na rękę. Jego szare komórki miały problem ze znalezieniem jedna drugiej. Niestety. Las. Tylko las w głowie pozostał. Obiecał sobie, że wróci do tego piwa. Zapamiętał go jako bardzo wyraziste. Intensywne.

PS. W „Krokusie” polecam deskę grillowanego mięcha i pierogi. Świetne.

avatar
Napisane przez

Majk