Bez kategorii

Jak żyć w upalny dzień

Jak żyć w upalny dzień

Lato w pełni, za oknem 11 stopni i deszcz. Przyszedł więc idealny moment na poradnik, który uratuje setki istnień ludzkich umierających co roku na skutek apokaliptycznych upałów przetaczających się nad naszym regionem świata. Gdy natura da się ponieść emocjom i przez przypadek w środku lata na termometrach zobaczycie niebagatelne 30 stopni w cieniu, to nie popełniajcie samobójstwa, ani zbiorowego gwałtu na krowach. Nie musicie również dawać na tacę 5 zeta, zamiast dotychczasowych pięćdziesięciu groszy. Wszystkie powyższe działania nie dadzą Wam zupełnie nic. Możecie jednak ujść z życiem wykorzystując jedną, dwie lub wszystkie na raz poniższe porady.

1. Zamykamy się w lodówce w godzinach 11-18

Rozwiązanie bardzo przyjemne, lecz niestety trudne do wdrożenia w życie. Upały najczęściej nakładają się w czasie z wakacjami. A jak wiemy wakacje to czas, gdzie w domu prócz nas (najczęściej bezrobotnych) przebywają nasi bracia/siostry/dzieci/dziadkowie (niepotrzebne skreślić). Cała ta bezużyteczna chmara ludzi w wakacyjnej nudzie sięga co chwile do lodówki celem wyjęcia wody, lodów, kiełbasy, czy cebuli. W takich okolicznościach nie da się chłodzić w spokoju, bo nie dość, że upał z dworu wpada do lodówki, to jeszcze włącza się w niej nieszczęsne światło, które po godzinie spędzonej w lodówce możemy mylnie postrzegać, jako światło w tunelu do lepszego świata.

2. Wyjeżdżamy do rodziny na Ukrainę

Wszyscy zdajemy sobie sprawę z dwóch rzeczy. Pierwsza jest taka, że każdy Polak mieszkający na wschód od Odry posiada jakąś rodzinę na Ukrainie. Drugą sprawą jest, że na Ukrainie nawet w lipcu jest -27 stopni Celcjusza, więc plan wydaje się być doskonały. Musimy tylko uważać, by nie pożarł nas jeden z polujących na ulicach Kijowa niedźwiedzi polarnych. Musimy również pamiętać, że na Ukrainie popija się raczej wódeczkę, więc na czas schładzania się u rodziny zapominamy o piwach rzemieślniczych i katowaniu ludzi amerykańskim chmielem.

3. Idziemy do Żabki po kratę Grodzisza

Jeśli uda nam się przebyć drogę z kartonu w którym mieszkamy do Żabki bez objawów porażenia słonecznego, ani poparzeniem skóry drugiego stopnia, to później jest już tylko z górki. Jedyne co musimy robić to wstawać do lodówki po kolejną buteleczkę tego wspaniałego trunku. Oczywiście nie zważamy na to, że w lodówce siedzi nasz brat/siostra/dziecko/dziadek (niepotrzebne skreślić) z objawami zaawansowanej hipotermii. Spokojnie wlewamy w siebie kolejne Grodziskie słuchając jak trawa za oknem pęka z upalnej suszy.

4. Jeździmy samochodem od stacji do stacji. 

Tutaj sprawa jest również bardzo prosta, a dodatkowo, gdy dobrze wybierzemy stacje benzynowe, to możemy stać się pierwszymi w Polsce posiadaczami miliona punktów PayBack. Cel realizujemy poprzez wskoczenie do samochodu i włączenie klimatyzacji na full. Ponieważ klimatyzacja działa najbardziej wydajnie podczas jazdy, to jeździmy wesoło samochodem, a jedyną stycznością z upałem na jaką się narażamy to tankowanie samochodu. Ale tutaj bym nie histeryzował. Przy dobrej logistyce, udaje się rozplanować to tak, że tankujecie tylko nocami.

5. Zatrudniamy się na ratownika na szkolnym basenie

Lipiec i sierpień to najlepszy czas, by zatrudnić się na ratownika na szkolnym (oczywiście krytym) basenie. Z męską dumą przyjmujemy na klatę spojrzenie dyrektora szkoły, który ma nas za największych idiotów. Bo przecież w wakacje na basenie nie ma dzieci, więc kogo mielibyśmy pilnować. Ten nędzny dyrektor nie zdaje sobie sprawy, że ma do czynienia z naszym napoleońskim planem przetrwania upału. W momencie, gdy zrzekasz się pensji mówiąc, że popilnujesz dzieci społecznie, dyrektor całkowicie zapomina o swoich zastrzeżeniach co do Twojej przydatności i zatrudnia Cię na dwumiesięczny okres próbny. Akurat do końca sierpnia. Upały nam nie straszne.

Genialne w swej prostocie? Do dzieła więc. Nie dajmy się zabić upałom.

avatar
Napisane przez

Majk