Jak Piwne Freaki

Jak żyć pijąc craft?

Jak żyć pijąc craft?

Bez piwa „rzyć” się nie da. O tym zostało już napisane i jest to nie podważalne tak samo, jak podważenie kapsla rzęsą sensu większego nie ma. No ale zdecydowana większość z nas problem ma zgoła odmienny. Jak żyć pijąc piwo? Ustalmy na wstępie. Żyć popijając harnasia, taterkę, leszka, arguska, vipka to jeszcze się jakoś da. Ale życie popijacza (nie pijaka przecież) piw rzemieślniczych to już wcale takie łatwe nie jest. Sądzia Anna Maria Wesołowska prosi zawsze o dowody na podstawioną tezę. Proszę Wysoki Sądzie. O to one:

1) Pijemy mniej a częściej

No ciężka to sprawa. Tutaj przytoczę historie znajomka, co to mu żonka głowę suszy, że „dziś znów pijesz piwo? wczoraj przecież piłeś”. I nie ma dla tejże żonki żadnego znaczenia, że znajomek wypił wczoraj BrewDoga 0,33L, po czym poocierał się tylko o jego etykietę, dał buziaka kapselkowi i poszedł grzecznie spać. Takowy dzień jest wedle jej opinii równoznaczny z dniem inauguracji Euro 2012, gdzie znajomek ów mówiąc delikatnie przesadził z wypitymi w strefie kibica „wareczkami”. Dotoczył się do domu obwieszczając na progu niegrzecznie: „przyszedł czas na Ciebie moja foczko..”. Wedle żony znajomka oba te dni w identyczny sposób przybliżają go do stania się klasycznym pisarzem Jerzym, bohaterem głośnego filmu Wojtka Smarzowskiego.

2) Mamy comiesięczne dopłaty do abonamentu za komórkę

No bo jak to? Jedziesz sobie busem po słoiki do domu lub nową linią metra w stolicy i co? I nie wejdziesz na Insta? Nie zajrzysz co nowego u Kopyra? A jak już jesteś blogerem piwnym jak Misiek to w ogóle przypał. Musisz co dwie minuty zerkać na Fejsa, na Gugle, na Insta i Twittera, czy ilość lajków zgadza się ze średnią w danym miesiącu i czy dziś będzie można zasnąć spokojnie. Zasnąć mając poczucie, że głoszone „święte słowo piwnej rewolucji” dotrze do wystarczającej liczby zagubionych wśród półek w Żabce piwnych Januszy. A operator nie śpi. Grosik do grosika, fotka do fotki. Każda minuta streamu jutube. Na bilingu wszystko wyjdzie.

3) Mamy problemy z zakupami.

I nie chodzi tutaj wcale o tak błahe problemy jak częsty brak dostępności piw, które chcielibyśmy wypić. Nie chodzi również o to, że musimy po piwo szorować często na drugi koniec miasta. Problemem nie jest również to, że gdy już nasze piwa pojawiać się zaczynają w większych i dostępniejszych sklepach, to odechciewa nam się pić zakupionego tam piwa, bo kojarzy nam się ono ze wzrokiem kasjera / kasjerki mówiącym: „Pojebany człowieku, wydajesz na jedno piwo tyle, ile ja zarabiam w trzy godziny uczciwej i ciężkiej pracy”. To też nie jest problem. Wiecie co jest problemem? Problemem jest paragon za zakupy w kieszeni kurtki. Kurtki mają to do siebie, że trzeba je czasem prać. I wtedy może dojść do tragedii. Mniejszą tragedią jest, gdy paragon wyleci w praniu i zapcha warte kilka stówek filtry. Większa tragedia może się zdarzyć, gdy (niepotrzebne skreślić): mąż, żona, partner, partnerka, babcia, wujek, córka lub chrześniak (szwagra nie ma na liście zamierzenie, bo szwagier nie groźny) postanowi przed praniem wyjąć wszystko z kieszeni. Zerknie na paragon, a tam 117 zł za 8 piw. Koniec. Kaput. Ja nie mówię tutaj o potłuczonych w szale nerkach, czy sińcu na czole po patelni, bo to jesteśmy w stanie przeżyć. Mówię tutaj o dożywotnim argumencie strony opróżniającej kieszenie. Argument będzie brzmiał: „Za drogo? A przypomnieć Ci ile Ty na piwo wydajesz?” . Argument będzie wykorzystywany w dowolnym momencie roztrwaniania Waszego wspólnego (lub nie) majątku. Boli nie?

4) Problem kolekcjonerski

Tutaj sprawa również nie jest prosta. Wiecie co rzemieślnicza brać produkująca piwo robi na wszelkiego rodzaju eventach piwnych? Ich celem nie jest sprzedaż piwa. Nie jest też dobra zabawa. Oni jeżdzą tam, by ustalić taktykę w temacie utrudniania życia kolekcjonerom. Przykładowe taktyczne spotkanie Saksa i Fałata przebiega tak:

S: „Słuchaj, co dodajecie do kleju, by Wasze etykiety nie odchodziły z butelek?”

F: „Kurwa, dodawaliśmy kapkę butaprenu, ale sukinkoty skrzyknęli się na browar.biz i nauczyli się je mimo wszystko ściągać bez uszczerbku”

S: „O kurwa, i jak już zedrą, to pewnie uwarzone piwo do naszych butli leją!”

F: „No pewka, piwowary pieprzone. W dupach się poprzewracało”

S: „Ciężkie to czasy. My to już w ogóle dupy dajemy, nasze etykiety złażą jak masło, ale mamy inny plan na tych cwaniaków domowych. Nasze etykiety są prawie przezroczyste, przez co chujowo wyglądają zdjęte z butelki!! BUM! Hahahah”

F: „Michał. Wy to macie łeb! My raczej pójdziemy w stronę Koźlaków z Ambera i będziemy zadrukowywali butelki. Cwaniaki żyletami nie zedrą. Piwa domowego nie naleją !!”

i tak to właśnie wygląda 😉 😉

Na koniec zostawiłem argument 0. Trochę kontrowersyjny, ale co mi tam:

0) Częściej niż kiedyś skupiamy się na tym co pijemy.

O sobie nie napiszę, bo nie wypada pisać o sobie w internetach, ale by uzmysłowić co chcę przekazać opowiem Wam historię o pewnym gościu, co to miał HiFi audiofilski odlot. Gość oglądał sobie filmy, oglądał koncerty, słuchał muzyczki na swoim starym i wysłużonym zestawie Denona. Wszystko było git. Pewnego dnia postanowił rozbudować swój audiofilski sprzęt. Zakupił full pro zestaw głośników 5.1. Nieopisane było jego szczęście, gdy z nowiutkich idealnie rozstawionych głośników popłynęły pierwsze dźwięki. Jednak wraz z rozbudową sprzętu zaczął chłonąć wiedzę na temat dźwięku i jego zachowań w pomieszczeniach, rodzajach kodowania dźwięku i wpływie tych kodowań na jego jakość. Pierwszy nowo nabyty koncert mu nie podszedł. Jakoś za miało miał basów niż powinien wg. opinii w sieci. Przy najnowszej części Transformersów jakoś to nie brzmiało tak jak trzeba. Chyba tylne głośniki działały zbyt cicho w stosunku do frontów i efekty nie były zadowalające. Muzyka? No jakoś dziwnie brzmiał koncert Ramsteina w 5.1. Że niby jak to? Że słuchacz koncertu stoi na środku sceny? I że niby co? Te ognie piekielne co to wyskakują na „Du Hast” to palą go po jajkach? Znajomy freak oglądał piwo (tfuu, filmy) nadal. Lecz łapał się na tym, że bardziej niż fabuła, kręci go śledzenie zachowania dźwięku w jego pomieszczeniu. Umysł mącą mu przemyślenia, czy aby na pewno Sub dobrze działa…. rozrywka z tym związana stała się taka jakby mnie rozrywkowa.

Problemów jest znacznie więcej, ale na dziś wystarczy. Może powstanie jakaś seria na ten temat. Zobaczy się.

Tak więc. Ku pokrzepieniu tych niepijących piwa z własnej woli lub przymusu. To nie jest tak, że Wy macie przejebane 😉 Wy to dobrze macie !!! Wasze zdrowie !!

avatar
Napisane przez

Majk