Jak

Jak spożywać alkohol?

Jak spożywać alkohol?

Aby nikogo nie bolały dupy, przy czytaniu poniższego przymrużamy lewe oko, bo i my pisaliśmy z przymrużonym prawym.

Oczywistym jest, że wszyscy przez 365 dni w roku jesteśmy alkoholowo świętsi od Franciszka. Co jakiś czas otwieramy piwo. Centymetrem mierzymy jego pianę. Za pomocą naparstka i przedziurawionej prezerwatywy mierzymy jego gęstość i sprawdzamy jak piana klei się do szkła. Po tym wszystkim wąchamy, niuchamy, ciumkamy dziubkami nad wysublimowanym smakiem i goryczką. Po jednym piwie (najlepiej 0,33) grzecznie myjemy nasze najnowsze IPA glass i kładziemy się do łózia nie zapominając o położeniu rączek na kołdrze.

Nawet, gdy przyjdzie nam wyjść do ludzi, to nie zapominamy o naszej świętości w spożywaniu alkoholu. Idealnym pretekstem, by wyjść do ludzi i pokazać naszą świętość jest noc sylwestrowa i towarzyszący jej uroczysty bal.

Rozkładając sylwestrową dobę świętego alkoholowo piwosza na odcinki kilkugodzinowe, wygląda ona mniej więcej tak:

g. 18-20 pudrujemy pupę (co poniektórzy pudrują dwie, tą na dole i tę na szyi) pamiętamy jeszcze o tym, że piwo pijemy wyłącznie z wyższych pobudek. Piwo pijemy jakby w oderwaniu od alkoholu. W ramach beforu postanawiamy zdegustować (w połączeniu z nacieraniem się) Krieka z Lindemansa.

g. 21-24 wpadamy na bal. Jesteśmy po Krieku, dwóch ajpach i porterze bałtyckim. Ten ostatni wypiliśmy, bo na dworze jakoś tak chłodno, a dodatkowo mieliśmy ochotę na ostatnie w tym roku węchowo smakowe uniesienie. W pierwszym okresie balu wszyscy wokoło są jacyś tacy sztywni. W odróżnieniu do nas, czyli największych żartownisiów, w dodatku najpiękniejszych na balu. Lekko zmętnionym (po czym? uczulenie jakieś?) wzrokiem rozglądamy się wokoło w poszukiwaniu jakiegoś trunku leżakowanego w beczkach, czy kwaśnego sour’a. Nie odnajdując go, ze smutkiem pijemy pierwszego drinka (chuj, że pół na pół w szklance). Drink jest manifestacją naszej świętości. Nie tkniemy czystej wódki. Spożywanie alkoholu i jego skutki są poza nami. My tylko degustujemy piwa. Dla smaku. Alkohol to zło.

g.00-2 całe szczęście, że drinki nie klepią. W okolicach szóstego drinka zaszkodziła nam sałatka. Rzygając pod stół, z politowaniem zerkamy na wszystkich wokoło, którzy to w naganny sposób łoją wódę bez zapojki. Całe szczęście, my się dziś nie upijemy. Nas to nie dotyczy. Tylko ta pieprzona sałatka.

g. 2-3 rzyganie po sałatce ma to do siebie, że pozostawia w ustach mały niesmak. Dlatego zanim pójdziemy zrobić nikczemną awanturę kucharkom, personelowi i organizatorowi balu postanawiamy wypić dwa drinki na przepłukanie ust. Całe szczęście, że nie pijemy wódy, jak reszta. Kultura ponad wszystko. Gdy nasz jakże jasny i zrozumiały przekaz dotyczący sałatki i zatrucia nie trafia do tępej obsługi musimy reagować. Gdyby reszta, biorąc z nas przykład, nie chlała wódy bez zapojki, to już na pewno ktoś wpadłby na ten pomysł wcześniej. Chcąc uratować innych uczestników balu przed zatruciem rozpoczynamy wyrzucanie wszystkich dań przez najbliższe okno. Jakie jest nasze zdziwienie, gdy okazuje się, że zmuszane grawitacją talerze, patery i wazy lądują na przejeżdżającym obok radiowozie. Na nic zdaje się tłumaczenie niebieskim panom, że my jesteśmy trzeźwi. My nie pijemy alkoholu. My Franciszki. My rączki na kołdrze.

g. 11 (w Nowy, trzeźwy jak każdy, Rok) z komendy odbiera nas szwagier. Skurwiel wygląda jakby pił cztery dni. Przekrwione oczy, w mordzie kapeć. Nie zna chłop umiaru. Nie to co my. My z alkoholem nie mamy nic wspólnego. My rączki na kołdrze…..

 

 

avatar
Napisane przez

Majk