Jak Piwa codzienne

Jak sparować pączusia z piwem?

Jak sparować pączusia z piwem?

Dziś tłusty czwartek. Wszyscy leżą na kanapach i wciskają w siebie kolejne pączusie. Idąc z pomocą pokazujemy jakie pączusie pasują do jakich piw. Co by ten dzień był jeszcze piękniejszy.

Aby poprawnie sparować pączusie z piwem, potrzebujemy w jakiś logiczny sposób podzielić dostępne na rynku pączusie. Na szybko i leniwie można by podzielić pączusie na:

-wykwintne i drogie

-tanie gnioty z Biedry

 

To jest jednak podział niewystarczający, więc musiałem poświęcić zagadnieniu kolejne półtorej minuty, by pączusie podzielić tak:

1.Malutkie pączusie z renomowanych piekarni z warszawskiego Nowego Świata, Chmielnej lub zawierające w dżemie kręcone włosy Magdy Gessler. 

Pączusie te kosztują majętek, więc wybór piwa do parowania staje się sprawą ciężką. Dla ułatwienia przyjmę, że nie nazywamy się Paris Hilton, więc z pieniędzmi jakoś tam liczyć się musimy. W związku z tym, dokupujemy sobie do takiego pączusia Portera. Każdego z dostępnych. No może prócz okocimskiego, czy łodzkiego, bo za słodkie. Cała reszta wejdzie jak w masło, a gdy okaże się że pączusia jemy w towarzystwie raczej „ą”,”ę”, to wtrącamy przy każdej możliwej okazji, że porter leżał u nas w piwnicy od 1989 roku.

2.Pączusie z osiedlowego sklepu. Nie drogie, nie tanie. Zwykłe. 

Tutaj jest najłatwiej. Pączusie z punktu drugiego stanowią 96,8% wszystkich jedzonych dziś pączusi. Nieważne, czy jesteś ministrą i kupiłaś pączusie czekając  na rządową limuzynę. Możesz być również „swoim chłopem”, na co dzień operującym dźwigiem przy budowie kolejnego bloku na obrzeżach miasta. Zwykły pączuś przyjmie się z każdym piwem, jakie do niego spasujesz. Może to być Harnaś, choć naukowo udowodnione jest, że pączuś paruje się lepiej z Harnasiem „poósemnie chmielonym”. Może to być również IPA. Zarówno ta z „Podróży Kormorana”, jak i wytrawna, w stylu „Modern Talking” z Pinty. Pączuś zwykły, jest swojski jak typowy Polak. Przyjmie wszystko co jest piwem, nie będzie narzekał.

3.Pączusie, gnioty. Do nabycia w dyskontach i hipermarketach. 

Jaśnie rządzący „z metra cięty” prezes określił kiedyś kto robi zakupy w takich miejscach (czy to jednak „rudy z Chile” był? Oni jacyś tacy wszyscy podobni). Określone jest jasno, że w sklepach takich kupuje biedota i margines, czyli jakieś 97,2% społeczeństwa. W żaden sposób nie zgadza się to liczbowo z punktem 2, ale pamiętamy, Polska to kraj tak wspaniały, że całe społeczeństwo, wcale nie musi tutaj dawać sumarycznie 100%. Może dawać tych procent choćby 198. Też będzie dobrze. Trochę, jak na Białorusi. Tam w referendum pytającym o poparcie dla władzy wyniki rozkładają się następująco: ZA 97%, PRZECIW 11%.

No dobra, bo zboczyłem z tematu. Jeśli sytuacja ekonomiczna zmusza Cię do robienia zakupów w takich miejscach, to na piwo nie wydajesz również więcej niż 1,39. Wyjątkiem jest tutaj Budweiser za 1.79, ale to import, więc można. Tutaj sprawa jest prosta. Kupujesz 3 pączusie, za sumę 2.97zł. Pozostałe 7.03 wydajesz na trzy VIP’y w plastiku i za „dychacza” masz bal co najmniej do środy popielcowej.

4.Pączusie, które kochamy. Na co dzień. Uznajmy, że płci żeńskiej. 

Nic prostszego. O ile nie jesteś debilem nadużywającym przy swej wybrance słowa „pączuś”, „foczka”,  czy „słonica morska”, to sprawę masz łatwą. Kupujesz oblubienicy Framboise’a, Kriek’a, czy inny belgijski sok z bąbelkami, a sobie pozwalasz na RIS’a za 30 peelen.  „Pączuś” Ci tego nie wypomni. Rozpłynie się w smaku i aromacie swego belgijskiego trunku, wspominając wystrzelony przed chwilą koreczek ukryty pod kapslem.

Zdróweczka. Pamiętajcie, przy parowaniu pączków z piwem musicie zachować umiar. W pączkach.

avatar
Napisane przez

Majk