Jak

Jak parować Wielkanoc z piwem?

Jak parować Wielkanoc z piwem?

Ludzie dzielą się na tych, którzy otwarcie piją przy wielkanocnym stole i na tych, którzy robią to skrycie. Otrzymaliśmy od Was setki tysięcy maili w którym piszecie do nas m.in.: „Droga redakcjo, będę jadł żurek. Z czym go sparować?” lub „Matka znów kupiła 8 kg białej kiełbasy. Czym najlepiej zapić to gówno?”

W związku z tym publikujemy wynik naszego wczorajszego odlotu. Postanowiliśmy wybrać pięć piw i sparować je z czterema wielkanocnymi potrawami. Nie ma opierdalania się. Każde piwo zostało spróbowane wraz z każdą potrawą. Najczęściej dwuetapowo (choć kiełbaska degustowana była jednoetapowo, bo mieliśmy tylko po jednej 🙁 ), czyli jedzenie popijamy piwem, następnie piwo zagryzamy potrawą. Co z tego wyjdzie? Sami zobaczcie.

_dsc0523

 

W roli piw występują:

_dsc0532 _dsc0529
_dsc0528 _dsc0531
_dsc0533 _dsc0530

 

Okocim Wielkanocne – to tak bardziej dla beki (oraz dlatego, ze można je kupić w każdej żabce, więc dla tych którzy zapomnieli się zaopatrzyć: oto jest). Kupił je oczywiście nie kto inny jak Prosiak znany w świecie ze swego zamiłowania do Januszy, Krystyn i wszystkiego co wszechpolskie.

Pinta Grodziskie – tutaj nasz polski rodzynek w stylach piwnych. Janusze twierdzą, że to szynka wpadła do kompotu. Koneserzy się nad nim onanizują. Nasz cichy faworyt poniższych eksperymentów.

Perła Koźlak – perła wśród koźlaków. Gdyby ten koźlak umiał ruchać, to na świecie żyłyby same kozy (ku radości panów z ISIS). Jest tak zajebiście męski, że nie ma kozicy co by mu się oparła. Nasycony strasznie i aż się boję go łączyć z jajem. Lekko wyłazi z niego alkohol, ale jak na 7% nie ma bidy.

Podróże Kormorana AIPA – klasyk wśród piw nowofalowych. Swym aromatem rozpychał się łokciami podczas robienia zdjęć tak, że nawet jaja w majezonie zastanawiały się co to śmie zagłuszać ich jedyny słuszny w Święta zapach. Mamy obawy, że w smaku może być podobnie. Mamy nadzieję, że chociaż piardy będą pachnieć jajem, a nie jakąś tam żywicą.

Żywiec Porter – leżakowany na półce w Stokrotce. Prosiak oczywiście twierdzi, że lepsze niż Vanilla Porter zza oceanu, ale on ma nie pokolei pod sufitem, więc przymknijmy na to oko. Wiadomo, że są portery lepsze, ale są i gorsze, więc idealnie nada się do parowania z kiełbachą Pikok z Lidla, która też jest jadalna, lecz ikoną w swym stylu nigdy nie zostanie.

Na zdjęciach przewija się również WeizenBock z Kormorana, ale niestety wiosenne hormony tak uderzyły Misiowi do głowy, że w olbrzymim podnieceniu złapał go z półki w przekonaniu, że jest on RauchBockiem. No nic. Wybaczamy mu, a największym przegranym tej padaczkowej pomyłki jest sam WeizenBock, który był tak blisko udziału w tym wielkim wydarzeniu, lecz trzy koźlaki jednego wieczora, to o i tak o dwa za dużo. WeizenBock nie dostąpił więc zaszczytu zatańczyć z żurkiem.

W roli jedzenia występują:

Jajo – jakie jest jajo każdy wie. Z powodu smrodu nikt nie chce go obierać ze skorupy przy gościach,  ale nas to od zawsze dziwiło. My najchętniej nacieramy się żółtkiem w okolicach wielkiego postu, zaduszek oraz pachwin.

Biała kiełba – zwana w środowiskach wegetariańskich szatanem wielkanocnego stołu. Na śniadanie zawsze przychodzi w otoczeniu smażonej cebuli, co dodatkowo dodaje jej demoniczności i cholesterolu.

Żurek wielkanocny – szerzej znany jako gasiciel kaca. Dobry żur musi być kwaśny, jak mina żony, gdy mąż wraca nad ranem z popołudniowej wyprawy do warzywniaka po seler.

Babka wielkanocna – No to co zrobił Misio z Żoną i Synem to majstersztyk. Babka była naprawdę zajebista w smaku. No coś niesamowitego. Ostatnią tak dobrą babkę jedliśmy wspólnie dwa dni wcześniej, lecz wówczas babka występowała w postaci bułeczek drożdżowych 😉

Pamiętając, że Prosiak pisze na czarno, a Misio na pedalsko, oraz żeby nie rozwlekać tego na 3 dni wrzucamy naraz nasze spostrzeżenia.

Okocim Wielkanocne: 

Etykieta przypomina na myśl mazurską chatę, gdzie przycupnął znajomy bociek i gdzie bursztynowy świerzob… Nudne jak Pan Tadeusz. I nagazowane jak Telimena na młodego Tadka.

  • jajko w majezonie – Piwo po nim zaczęło smakować na słodko, ale to pewnie kwestia kwaśnego majezonu i ogólnie pojebanego smaku piwa sezonowego, które to nie bardzo wiadomo, czy jest nagazowanym miodem, czy skwaśniałym sokiem.
  • kiełba – Kiełba chujowo zimna, (opieprzałeś się z fotkami to i zimna!) a popita piwem sprawia jakieś gorzkie wrażenie. Jeśli to ma tak dalej wyglądać, to wyjścia są dwa. Pierwsze to wyjść na balkon i skoczyć na głowkę. Drugie, to liczyć, że to kwestia chujowego browaru i będzie już tylko lepiej. Wg mnie jeśli ktoś nie lubi białej kiełby (a jest ktoś taki?) bo uważa ją za zbyt nudną, to wielkanocne z pewnością ją urozmaici
  • żurekWiecie jak uatrakcyjnić dwa kilogramy tłuszczu? Dodać do nich sutek. Na takiej samej zasadzie działa połączenia Wielkanocnego z żurkiem. Kiedy do cienkiego Wielkanocnego dodać wyrazisty żurek, to ten drug na szczęście nic nie traci, ale ten pierwszy sporo zyskuje. Mi zaś po drugiej łyżce żurku (tym razem jako zapojka do piwa) odbiło mi się siarczyście bąbelkami. To nie jest dobre uczucie.
  • babka – no to, to już cyrk w ustach. Podczas memłania babki w ustach czuć wyraźny alkohol. Święta będą zimne, więc może to i lepiej?. Po chwili, w ustach robi się gorzko, a to chyba nie o to w babce chodzi.

Podsumowanie jest takie, że piwo sezonowe wielkanocne nie nadaje się do łączenia z wielkanocnymi potrawami. A tak bez ściemniania. Piwo sezonowe wielkanocne nie nadaje się do niczego. Nie kupujcie go na wielkanocne śniadanie, chyba, że chcecie przypunktować u babci, że szanujecie tradycje i przynajmniej nazwa na etykiecie próbuje nawiązać do śmierci i zmartwychwstania Jezusa. (to właśnie za takie piwa powinni ludzi ukrzyżowywać)
Grodziskie:

  • jajko – Ogólnie Grodziskie sprawia wrażenie, że jajko (majonez zwłaszcza) pozbawia go wszelkich walorów smakowych niczym przeciwnik Nejmana podczas spotkania w damskiej toalecie.
  • żurek – jedyna szansa na ciepłą kiełbę dzisiejszego wieczora to ta z żurku. I tutaj jest fajnie. Grodzisz nie traci na walorach. Fajnie wychodzi z niego wędzoność. Chcesz walnąć Grodziskie u babci? Popijaj nim żurek. Z żurkiem współgra idealnie i wygląda jakby było przedłużeniem zupy. Lepiej jednak nie mówić matce, że jej zupa smakuje jak piwo. Wówczas nie tylko Jezus tego dnia będzie ukrzyżowany.
  • kiełba – Jest nieco gorzej niż po żurku, ale to chyba kwestia cebuli i pieprzu na który natrafiłem zębiskiem. Zawiodłem się, ale jest lepiej niż z jajem. Grodzisz dodaje kiełbie delikatnej wędzoności, a jednocześnie w ogóle nie zabija jej smaku.
  • babka – grodzisz nie zrobił na babce żadnego wrażenia. Przeleciał przez podniebienie zostawiając delikatną wędzonkę, ale szybko babka wylazła na wierzch i go zakrzyczała swą słodkością. Jak w życiu. Jak w życiu.

Podsumowując. Piwo Grodziskie jest idealne do połączenia z żurkiem. Smakuje to niczym sos czosnkowy w kebabie wcinanym na dworcu głównym w Łodzi o trzeciej nad ranem. Łączenie go z czymkolwiek innym to marnotrawienie piwa. 

Koźlak Perły:

  • jajko – jajko z majezonem przeniosło alkoholowe odczucie bardziej w kierunku podniebienia. Na języku było lżej, a przez to dużo lepiej w odbiorze. No ale nie jest to szczyt marzeń smakosza.
  • kiełba – trzymając kiełbę w gębie i zapijając ją koźlakiem jest naprawdę na propsie. Dostojnie i miło w ustach. Alkohol robi tutaj swoje i nadaje mięsu fajnego smaczku. Podoba mi się i chyba tak będę jadł kiełbę u sąsiada w Święta.
  • żurek – nie wiem, czy to kwestia ogrzania koźlaka, ale alkohol zakrywa żurek niczym więszkość Pań na ASP zakryłaby z chęcią Lesława Żurka.
  • babka – rozróżniamy dwa sposoby wcinania babki z koźlakiem. Pierszy: wysysanie gąbki ze spirytusem, którą pielęgniara wycierała starą brudną babę na oddziale dermatologii. Tego sposobu nie polecam. Drugiego, czyli po przełknięciu babki, też nie polecam. Ogólnie babka z koźlakiem to chujowe połączenie. W dupie byłeś gówno widziałeś. Połączenie niecodzienne, bo ojawia się słodycz, alkohol i na końcu paloność. Niecodzienne odczucia. Polecam – Żanet Kaleta.

Jak kiełba to tylko z koźlakiem. Naprawdę. Alkohol z koźlaka idealnie współgra z kiełbasianym mięsem i otaczającą go cebulą. True.

Kormoran AIPA:

  • jajko – trafiło sie z bonusem w postaci pietruszki, ale to może być tylko lepiej. Bardzo fajnie to smakuje. Podoba mi się. AIPA staje się dużo słodsza. Goryczka jest wygaszona.
  • kiełba -Piwo jest w pierwszej fazie bardzo słodkie (to może wpływ cebuli) i goryczka jest zdecydowanie bardziej stonowana. Ciekawe, ale piwo traci swe walory przy kiełbasie. Ja mam odwrotnie. Duet IPA z kiełbasą wygląda jak stawianie do walki z pterodaktylem dwuletniego dziecka uzbrojonego jedynie w obsraną pieluchę. Poza lekkim zapaszkiem nie pozostaje nic.
  • żurek – nie kwasi się z piwem. Dogadują się wspólnie. AIPA zachowuje swoje walory. Pomimo kwaśności żurku, aipa pozostaje fajnie owocowa i żywiczna. Jednak nie ukrywam. W tym związku liczę na babkę. Żurek w połączeniu, a właściwie w starciu z IPĄ wygląda podobnie jak kiełbasa z tym, że gorzej. Wszelkie smaki, poza piwnymi znikają nagle jak mały chłopiec wrzucony między księży.
  • babka – babka miętolona w ustach i zapita piwem nie zionęła alkoholem. Jest fajnie. Babka służąca jako zagrycha do piwa również daje radę. Zdecydowanie babka zostaje partnerką dla AIPA z Kormorana. Mi India Pale Babka smakuje nie bardzo. Trochę jak bym zapił babkę wódką – pojawia się alkohol, a goryczka przywodzi na myśl tę alkoholową z czarodziejki gorzałki. Tylko dla fanów spirytu i Budki Suflera.

Jesteś hipsterem? Musisz dokuczać rodzinie pijąc przy stole piwo inne niż Harnaś? W takim razie pij je zagryzając babką świąteczną. Wg mnie jeśli pijesz przy stole IPA, to nic nie jedz, bo jedynie pogorszysz dozania. 

Żywiec Porter:

  • jajko – jak jako to tylko z porterem. Moi drodzy. To nie żart. Jajko w majonezie popite porterem jest naprawdę eleganckie. Jajka podobnie jak IPA mocno blokują smak porteru, i na samym końcu pozostawiają jedynie alkohol niczym ojciec-pijak zamykający za sobą drzwi od domu. Ale ja to lubię Misiu. Z dzieciństwem mi się kojarzy.
  • kiełba – bardzo wychodzi alkohol po zapiciu kiełbasy porterem. Słabo to mi się jakoś widzi. Za to kiełbasa po porterze jest całkiem w porzo. Gorzkawo jest, lekka nuta alkoholu, która dodaje mięsu smaka.
  • żurek – żurek popity porterem zdecydowanie konkuruje z jajkiem. Żurek wygładza znacznie smak portera i łągodzi wszystkie ostre nuty. Podobnie porter łagodzi smak żurku, który już nie jest tak kwaskowy jak w wersji sote. 
  • babka – zajebiste połączenie. Z tła wychodzi wiśnia. Najprawdziwsza wiśnia. Taka z ciasta. Z tortu. Jest świetnie. Babka porterowa to mistrzyni kurwa całego wieczoru. Smakuje jak pierdolony tort wiśniowy z jebaną masą śmietanowo-śliwkową. Rozpierdala system bardziej niż głupia, spięta dresiara imprezę. Mistrzyni całego wieczoru!!!

Doświadczenie z porterem mamy takie, że jeśli nie stać Cię na tort weselny lub jesteś po prostu skąpy to postaw na stole bakę wielkanocną. Następnie daj do łapy gościom po porterze z Żywca i każ im zapijać każdy kęs. Niesamowite odczucie tortu z wiśniami w ustach. Jest to chyba dla nas największy pozytyw dzisiejszego wieczoru. Uwierzcie, lub nie, ale właśnie w takiej kolejności jedliśmy i piliśmy, więc końcówka bardzo nas zaskoczyła in plus. Porter generalnie wydaje się być faworytem wielkanocnego stołu. Wynik: Do śniadania kupujta portery. 

 

_dsc0526

avatar
Napisane przez

Majk