Bez kategorii Jak

Jak rzyć bez piwa?

Jak rzyć bez piwa?

Tytuł wpisu specjalnie zawiera odniesienie do dupy, bowiem ona, a dokładniej to co mieszka w jej głębokich czeluściach jest powodem tego tekstu i stanu w którym się znalazłem.

Jakiś czas temu pod tym linkiem: http://kororoweszyszki.pl/zrobic-saint-no-2014-lisa/ opisałem kim jest Lisa, jak wiele dla mnie znaczy, oraz trudności jakie występują w relacjach typu człowiek-kobieta i człowiek-robak. Moje plany co do Lisy były nieco inne niż jej plany co do mnie, wobec tego ostatnio mocno się pogniewaliśmy na siebie. Ona postanowiła oszpecić mnie zewnętrznie (wszak wewnętrznie dzięki jej obecności zyskałem sporo), a ja postanowiłem wypowiedzieć jej umowę najmu, if You know what I mean.

Efektem naszej „rozbieżności zdań” co do planów zagospodarowania przestrzennego moich jelit była wizyta u pani doktor, która znając Lisę z wcześniejszych miesięcy postanowiła przedsięwziąć radykalne kroki. I tak od całkiem przyjemnego zażywania czopków, poprzez niepokojące płukanie jelita doszliśmy do totalnej hiroszimy: zakaz picia piwa przez 2 m-ce. Będąc w sytuacji bez wyjścia, spoglądając na swoje palce i onegdaj wspomnianą pochwę na oku wyraziłem na to swoje ciche, zrezygnowane przyzwolenie.

I tak oto zostałem bez mojego ulubionego zajęcia jakim było aktywne uczestniczenie w craftowym, lubelskim, polskim i światowym życiu. Z ciekawostek dnia codziennego zostały mi jedynie cowieczorne czopki (hint dla ciekawskich: cały sekret tkwi w byciu delikatnym). Co więc robić skoro pić nie można? Poniżej zamieszczę kilka podpowiedzi, a Wy, jeśli łaska, dajcie znać czy pojebało mnie do reszty, czy bez reszty.

1) Warzenie piwa. Zajęcie to całkiem fajnie wypełnia cały dzień, ale rzadko kiedy jest tak, że dysponujemy wolnymi siedmioma godzinami pod rząd. I co bardziej istotne – po kiego wała warzyć piwo, skoro nie można go wypić?

Zawsze możesz chętniej częstować prosiaka. Jak na razie skąpisz trochę.

2) kupowanie i zaparzanie bardziej niszowych (craftowych?) kaw i herbat. Należy być jednak ostrożnym gdyż piwne naleciałości pozostają. Ostatnio pijąc herbę z dodatkiem toffi wyczułem w niej diacetyl, co oznacza, że 80% wyczutych „masełek” w piwach było jedynie wymysłem nazbyt wczutych konsumentów-sceptyków, którzy chcieli się wyróżnić swoją ponadprzeciętną sensoryką .  Uważać też trzeba na ilość wypitej kawy, bo 50 dawek kofeiny potrafi zabić. Z piwem tego problemu nie ma, bo po prostu samo odcina zapłon.

3) Pisanie czegokolwiek o piwie, co mimo rozpaczliwej jakości pisanego tekstu pozwala choć na chwilę znaleźć się w świecie craftu. Mimo tego, że ów świat bardzo na tym cierpi.

4) Wszelkiego rodzaju aktywność fizyczna, która pozwoli zgubić kilka kilogramów przygotowując organizm na odreagowanie po nałożonym embargu. Ja z uwagi na niepokoje na Ukrainie i moją wrodzoną ostrożność porzuciłem ten pomysł.

5) Hodowla mrówek jest świetnym pomysłem z uwagi na to, że to tanie zwierzątka, a po zakończeniu leczenia/embarga/postu można je bez bólu serca komuś oddać, lub rozgonić je po klatce schodowej.

Powyższe rzeczy są ledwie namiastką tego co utraciliśmy, i mają za zadanie jedynie lekko ukoić nasze uczucie pustki. Poniżej zaś ostrzegam przed rzeczami, których lepiej nie robić, gdyż rany spowodowe odstawieniem są zbyt głębokie i bolesne.

1) Absolutnie zakazane jest oglądanie wszelkiego rodzaju filmików z degustacjami piw, zwłaszcza dobrych, a w szczególności tych upragnionych z uwzględnieniem tych z blogu blog.kopyra.com. Zachowanie takie przypomina dobrowolne oglądanie filmu na którym nasza żona, matka lub kochanka oddaje się miłości ze stadem kojotów. Takie obrazy po prostu bolą i kuszą zarazem. 

2) Zakazane jest odwiedzanie wszelkich lokali w których sprzedawane jest craftowe piwo. Zawsze powoduje to ból dupy i żółć w kiszkach, nawet jeśli serwowane jest tam najlepsze jedzenie, a barmani śpiewają „Nie boję się gdy ciemno jest” przed wpuszczeniem nas do kibla.

3) Nie wolno używać (nawet w głowie) słów „kiedy już będę mógł pić to…”. Przez takie myślenie czas wlecze się jak podczas odpustowej sumy, a prawda jest taka, że po dwóch miesiącach posuchy zwykły koncerniak zrobi robotę, a upojenie alkoholowe pojawi się już przy czwartym łyku. Wówczas poczujemy się jak byśmy oddali swoje osiemnastoletnie dziewictwo jakiemuś przypadkowemu frajerowi z dyskoteki, bo żadna dziewczyna nas nie chciała.

4) W okresie posuchy nie należy magazynować piw. Po pierwsze dlatego, że stoją na półce przypominając nam o naszym cierpieniu i bolą (idąc za klasykiem) „jak drzazga w fiucie”. Poza tym stracimy argument w dyskusji o tym, że przez dwa miesiące oszczędzaliśmy, więc 80 zł za jedno piwo to wcale nie tak dużo. Z tego samego powodu nie wolno wwąchiwać się w cudze piwo. 

Oprócz powyższych należy pamiętać o tym, żeby zawsze myć rączki.

Czy coś przeoczyłem? Z pewnością, ale ten wpis pozwolił mi znów choć na chwilę poczuć się jednym z Was. 

„Spójrz Dżepetto, znów jestem chłopcem!“

 Browar: kororowe szyszki peel

Styl: beznadziejny

Wysokość ekstraktu, alkoholu i IBU: 0%

Barwa: Bezbarwne

Piana: nana

Cena: zbyt wysoka

avatar
Napisane przez

Misio Kororowy