Jak

Jak radzić sobie po urlopie?

Jak radzić sobie po urlopie?

A po nocy, przychodzi dzień. A po burzy spokój. Nagle ptaki, budzą Cię, tłukąc się do okien…

Krzysztof Cugowski i spółka pisząc słowa tej piosenki od początku mieli na myśli powrót do rzeczywistości po urlopie. Co prawda, chłopakom pojebał się dzień z nocą, a burza ze spokojem, ale już ptaki tłukące się do okien, jest tak oczywistym nawiązaniem do budzika skurwiela, że nie ma tutaj najmniejszych wątpliwości.

Jak poradzić sobie, wraz z powrotem do rzeczywistego życia? Gdzie picie tatry z puszki do śniadania i lanczu, może być odebrane jako problem przez Twoich współpracowników, rodziny, czy z kim tam spędzasz czas nie na wczasach. Nie łamcie się. W tym roku postanowiliśmy specjalnie dla Was wziąć kilka urlopów, by być bardziej doświadczeni w powrotach do normalności. Doświadczeniem się dzielimy. Oto kilka rad:

  • W pracy jesteśmy koniecznie uśmiechnięci od ucha do ucha. To nic, że największą uciechą na urlopie był zakup nowego frisbie z Hello Kitty oraz fakt, że spocony grubas z budki z lodami przejebał sam siebie i dał Ci cztery gałki lodów, gdy zapłaciłeś tylko za trzy. To jest nie ważne. Otoczenie ma wiedzieć, że spędziłeś najlepszy urlop na świecie. Ma Ci zazdrościć.
  • Pukamy sobie delikatnie palcem w biureczko. To dla tych, co na urlopie byli we Władysławowie, Jastarni, czy innym Sosnowcu nad polskim morzem. Pukanie pozwoli nam powrócić w marzeniach do słonecznych, nadmorskich plaż, gdzie odgłos pukania gumowym młotkiem w parawan jest elementem równie nieodłącznym jak sranie mew, czy szum fal.
  • Jak już jesteśmy przy parawanach. Znieście je do piwnicy od razu po powrocie z nadmorskiego Sosnowca. Budowanie parawanowych zasiek na osiedlowym parkingu, może przysporzyć Wam nowych wrogów, a Was narazi na niepotrzebne, sentymentalne wspomnienia, które tylko utrudnią powrót do rzeczywistości.
  • Promile spuszczamy z organizmu stopniowo. Odpowiednikiem szoku termicznego, jest tzw. szok promilowy. To moment, które prócz poniedziałków po weselnych poprawinach, najczęściej zdarza nam się właśnie po urlopie. Na urlopie jak jest każdy wie. Jak jesteś za granicą, to pijesz, bo w końcu olinkluziw, więc jak nie pić, jak za darmo lejo. Jak jesteś w Polsce, to pijesz, bo nie pojechałeś zagranicę i słuchasz napierdalania młoteczkami w parawany, co na trzeźwo jest nie do przyjęcia. Tak, czy siak. Alkohol odstawiajmy z rozwagą. Nie odcinajmy pępowiny od razu. Niech promilowy lot obniża się tak, do okolic środy, czwartku. Po nich przychodzi piąteczek i spokojnie będziemy mogli dziabnąć coś ku pokrzepieniu serc.
  • Przez pierwszy tydzień zabieramy do pracy prowiant na równie wielkim wypasie, jak miało to miejsce na wczasach. W wypasionej torebce Channel przytarganej z Turcji nie może zabraknąć miejsca na dwa jajka gotowane na twardo, stos tostów (na wczasach wynoszonych w serwetkach z olinkluziwa, w domu trzeba zainwestować w pieczywo tostowe), kilkanaście parówek, sześć masełek jednorazowych i czterech dżemów. Po co to wszystko? Chuj wie. A po co nam to było, jak wynosiliśmy to z hoteli na olinkluziwie? Zachowujmy ciągłość. Szok, to najgorsze co może nas spotkać. Problemem po raz kolejny pozostaje nieodłączna puszka z „harnasiem”. Nasze rozwiązanie jest takie, byście zabierali tę puszkę ze sobą do roboty. Starajcie się jej nie otwierać. Co najwyżej dotykać w wolnych chwilach.
  • Przez pierwsze dni chodzicie wszędzie w „japonkach” na nogach. Nie ważne, że nie jesteście na Majorce, a na dworze jest nie 30, a 16 stopni. „Japonki” pokażą wszystkim, jak bardzo wyluzowaliście na urlopie.
  • Jeśli, któregoś wieczoru w Pucku daliście się ponieść emocjom i wraz z córką Heleną, zajebaliście sobie tatuaż na przedramieniu (ona syrenkę, Ty piracką czachę, bo syrenka to siara i obciach) to macie nie lada problem. Tatuaż był oczywiście tymczasowy, więc z każdym dniem będzie blakł, by w końcu zniknąć całkowicie, co narazi Was na bekę współtowarzyszy spędzania czasu w robocie, czy gdzie tam po urlopie spędzacie czas. Proponujemy natychmiastowe L4 do momentu całkowitego zniknięcia dziary z przedramienia.

To tylko część rad, mamy ich oczywiście więcej. Wszystkie podbudowane są naszym życiowym doświadczeniem. Mamy nadzieję, że choć w małym procencie (nie piszemy promilu, bo to wrażliwa kwestia po urlopie) przysłużymy się do zmniejszenia liczby skoków na wieżowca w znienawidzony, pourlopowy poniedziałek.

avatar
Napisane przez

Majk