Jak

Jak przygotować formę na lato

Jak przygotować formę na lato

Ochlani porterami, stoutami oraz herbatą często na wiosnę budzimy się w nowej, wielorybiej rzeczywistości. W Decathlonach w całej Polsce obserwuje się wzmożony ruch na działach z piankami do nurkowania. Na allegro serwery padają przez wzmożony ruch w kategoriach z dewocjonaljami oraz magicznymi substancjami na odchudzanie. W robocie każdy sobie żartuje, że kaloryfer zastąpił grzaniem podłogowym, a silne niezależne kobiety tłumaczą sobie po zimie, że pogarda samców ich osobą spowodowana jest samczą głupotą, a nie po prostu wyhodowanym przez nie zimą grubym dupskiem.

Połowa maja to już za późno, by poprawić sylwetkę i stać się królową/królem plaży we Władysławowie, ale wpis będzie akurat na „za rok”, bo w końcu w tematach „jutro”, „w przyszłym miesiącu”, czy „za rok” jesteśmy najlepsi. A jeśli mimo wszystko zechcecie wezwanie podjąć już dziś, to istnieje duże ryzyko, że wyrwiecie jakiegoś ponadprzeciętnego paszteta tylko i wyłącznie wspominając o naszym blogu 😉

Kończąc ten przynudny początek przechodzimy do meritum, czyli co zrobić, by pozbyć się sadła.

1.Zaczynami biegać.

U mnie w korpo temat ostatnio tak trendi, że chce mi się żygać przez Ż od samego o tym pisania. Ale czego się nie robi dla dobra ludzkości. Pamiętamy, aby nie myśleć o tym, że naukowo udowodniona jest pewna rzecz. Bieganie zaczyna mieć jakikolwiek wpływ na gubienie sadła przynajmniej po godzinie porządnego mocnego biegu. Jak również wiemy, nikt o zdrowych zmysłach (Ci z mojej korpo też, mimo, że zdrowi nie są) nie jest w stanie dzień w dzień popierdalać przez ponad godzinę bez celu. Dlatego bieganie uznajemy za całkowicie bezsensowny sposób spalania tłuszczu z dupska, a zaoszczędzone na Iphonie mierzącym puls pieniądze możemy przeznaczyć na „odchudzacze” z końca tekstu.

2.Uczęszczamy na basen.

Tutaj temat jest już bardziej sensowny, lecz oczywiście nie do końca. Sensowny jest o tyle, że na basenie możemy nabawić się grzybicy. A grzyby jak wiemy lubią jeść. Jest szansa, że tak jak ludzie, grzyby uwielbiają wpieprzać tłuste, więc możemy liczyć, że grzyby opierdzielą nam cały tłuszcz z boczków i dupska. Dodatkowym plusem powyższego rozwiązania jest to, że nie musimy zabierać na basen kąpielówek ani stroju płetwonurka zakupionego w Decathlonie. Wystarczy zdjąć skarpety i pochodzić bosą nogą po mokrej posadzce modląc się, by jakiś grzyb tłuszczojad zechciał z nami współpracować. Poza tym uczęszczanie na basen nie ma najmniejszego sensu, prócz pocieszania się, że Kryśka z bloku obok wygląda w piance płetwonurka jeszcze gorzej niż my, a dodatkowo lakier z pazurów u nóg jej odchodzi. I dobrze tak grubej krowie.

3. Kupujemy karnet na siłkę i fitness

Operacja jest dość prosta. Wchodzimy na Grupona, czy tym podobny wynalazek i kupujemy karnet na 90 dni. Nie bardzo patrzymy, jak wygląda nasza siłownia. Ważne, by w ofercie wymienione było w chuj nazw, które nic nam nie mówią: zumba, skakanie na piłce z trenerką Ewą, czy tabata. Im więcej niezrozumiałych nazw tym lepiej. Będzie idealnie, gdy karnet będziemy wybierali w robocie i to w taki sposób, by wszyscy znajomi widzieli co robisz. Nie zaszkodzi rzucić pod nosem „fajnie, że mają tabatę. Ta świetnie wpływa na wzmocnienie ud”, pomimo, że kompletnie nie mamy pojęcia o co chodzi. Uwierzcie, że współpracownicy również nie wiedzą, więc nikt nie odważy się wdawać z nami w dyskusję. Gdy mamy zakupiony karnet, przechodzimy do opcji numer dwa, czyli wykupienie dodatkowego transferu internetu u swojego operatora sieci komórkowej. W końcu jak już dotrzemy na „trening” celem zrzucania tłuszczu z dupy koniecznie wymaganym jest wrzucenie serii sweet foci na fejsa, insta, guugla, a bez internetu nie da rady. Samym treningiem oczywiście się nie przejmujemy. Kto normalny skakałby przez godzinę na piłce z Ewą.

4. Uprawiamy Nordic Walking

Ten sposób odchudzania przeznaczony jest dla ludzi o bardzo dużym poczuciu humoru. Bo jak inaczej traktować człowieka, który człapie środkiem ścieżki rowerowej machając jednocześnie kijkami od nart? A gdzie śnieg? Gdzie narty? Jaki w ogóle sens ma jeżdżenie na nartach w stroju płetwonurka zakupionym w Decathlonie. Tutaj jak widać sytuacja jest bezsporna. Nordic walking nie pozbawi nas tłuszczu z dupy, a może narazić jedynie na niezapowiedzianą wizytę w Tworkach, gdy jakiś rowerzysta zadzwoni po karetkę widząc narciaża w stroju płetwonurka. Tej metody nie polecamy.

5. Jeździmy na rowerze.

Z tą metodą jest nieźle. Ma ona co prawda minus w postaci kontaktu z pedałami, co jak wiemy w naszym kraju jest niepożądane. Poza tym większość to plusy. Nikt nas nie wygoni z ulicy (najwyżej wjedzie nam w dupę zardzewiałym polonezem). W bardziej cywilizowanych miastach (nie mylić z Radomiem) dostępne są ścieżki rowerowe, by pojeździć sobie i powdychać spaliny, bez zbędnego wyjeżdżania w stronę świeżego powietrza, czyli poza miasto. Super. Jest dodatkowo szansa, że coś nam się z tej dupy spali, a już na pewno ujędrni. Jest tylko jeden minus, który przekreśla wszystkie plusy. Ubrana w niebieskie mundury służba zasilania budżetu państwa pieniędzmi podatników traktuję rowerzystów jak każdych innych uczestników ruchu drogowego.  Dlatego zakazane jest poruszanie się rowerem po spożyciu piwa. A to przekreśla tę formę aktywności bezpowrotnie.

Jak widzicie, chcemy. Próbujemy. Naprawdę chcemy Wam pomóc zrzucić zimowe sadełko. Ale jak żyć? Nie da się. Po prostu się nie da poprzez aktywność fizyczną. Dlatego niech pierwszym krokiem ku utracie wagi będzie przerzucenie się z ciężkich piw o dużym ekstrakcie na te zdecydowanie lżejsze. Dodatkowo, Ci odważniejsi i bardziej zdeterminowani mogą ze swojej diety wyrzucić całkowicie pokarmy niechmielowe. Jeśli nie wylądujecie na OIOMIE, to mniejsze dupsko macie gwarantowane.

Zdrówka

 

avatar
Napisane przez

Majk