Jak

Jak nie wyjść na Andrzeja obrażając Janusza?

Jak nie wyjść na Andrzeja obrażając Janusza?

Dziś chciałem napisać kilka słów o hermetyczności. Mamy hermetyczne opakowania na kondomy, mamy hermetycznie zamykane pudełka na zabierane do roboty kanapki z kiełbasą. Ale ja chciałem napisać o hermetyczności „świata piwnej elity”. W wielu miejscach czyta się lub słyszy, że „piwna rewolucja” służy szerzeniu dobrego smaku, kultury picia piwa, ble, ble, ble. Jednocześnie bardzo często da się zauważyć brak w działaniach piwnego światka pewnej ogłady, szacunku i otwartości do innych ludzi i ich potrzeb. Jeśli słyszę, że popijanie Ambera, Becksa, czy Paulanera, to „Januszostwo”, krew mnie zalewa. Dostaję kurwicy. Dlaczego?

Odwróćmy sytuację. Bądźmy sobie tymi „super, hiper, mega znawcami piwa” – w skrócie SHMZP. I teraz jako SHMZP udajemy się na imprezę. Na imprezie piwa brak. Z alkoholi mamy tylko wino. Wyłącznie czerwone. W 25 różnych butelkach. Jak poczujemy się, gdy całe towarzystwo będzie patrzyło z góry, wyśmiewało nas, gdy my, jako SHMZP będziemy potrafili powiedzieć kelnerowi o winie nie więcej niż: czerwone, półwytrawne i zimne. Czy wybitny SHMPZ jest już Januszem? Czy jeszcze nie? Jeszcze nie? No to idźmy dalej.

Większość z nas wpieprza ser żółty. Na kanapkach, na zapiekankach, na pizzy. Nie ważne. Jakie jest Wasze kryterium wyboru sera żółtego w hipermarkecie? Ja wiem tylko tyle, że radamer trudno mi się ściera, zamojski mi nie smakuje, a pleśniowy wali skarpetą, lecz czasem lubię go skosztować jako przekąskę. Jak robię pizzę, to wybieram mozarellę, a kolejnym kryterium jest cena. Najtańszy to pewnie jakieś gówno, więc wybieram ten lekko droższy. Nie biorę mozarelli za 45zł/kg. Po co przepłacać, gdy to tylko ser do pizzy. Czy już jestem Januszem? Jeszcze nie? Idźmy dalej? Chyba już nie trzeba. Czujemy już paralelę (trudne słowo) do piwa i oczekiwań zwykłego spożywacza złocistego trunku? Czujecie paralelę do „najtańszy, to chujowy, ale 45zł/kg, to lekka przesada”? Czy w związku z tym winne lub serowe geeki cisną w nas od Januszy?

Jak poznałem piwa rzemieślnicze? Ten wspaniały świat smaków, zapachów, emocji, zajebistych etykiet na butelkach? Sprawa jest prosta. Sąsiad pokazał mi, że jest na świecie piwo inne niż to, które znałem z pobliskiego sklepu. Zaszczepił mi bakcyla. Zajawka ta kompletnie zmieniła moje podejście do piwa i ogólnej kultury picia. Nie to, że nie zdarza mi się cyknąć o dwa piwa za dużo. Zdarza mi się, jak każdemu z nas, tak samo jak „Januszowi” przy Żubrze. Inna sprawa, że zdecydowanie rzadziej niż kiedyś, wręcz marginalnie. Ale nie o tym dzisiaj, bo jeszcze moja kobita tu wejdzie i pomyśli, że ja naprawdę „nie chlam tyle piwska co kiedyś, ale nadal śmierdzę w łóżku jak gorzelnia, więc coś z tymi moimi piwami jest nie tak” (cytat autentyczny).

Wracając do sąsiada. Zaraził mnie zajawką w sposób nie nachalny i pełen szacunku. Na pierwszym wspólnym „piwkowaniu” ja piłem Perłę, on pił Grodziskie i Smoky Joe. Na kolejne piwkowanie wpadłem z Kasztelanem Niepasteryzowanym. Nie tknął go, ale i nie obrażał. Nie wyzywał mnie od Januszy. Nie patrzył z góry. Na kolejnym dał mi spróbować IPY. Nie smakowała mi. Ale coś mi zaświeciło w głowie. Piwo może smakować inaczej. Przy kolejnym spotkaniu spróbowałem Grodziskiego, powiedziałem, że to nie piwo, ale smakuje ciekawie. Dalej już poszło samo. Dziś popełniam wpis o Gose z uśmiechem na ustach.

Myślicie, że gdyby sąsiad na pierwszym spotkaniu darł ze mnie łacha, że jestem piwnym Januszem to spróbowałbym łyka IPY? Nie!! Nie doszłoby do kolejnego spotkania, bo wziąłbym go za nadętego bufona. Zamkniętego w sobie i w świecie swoich „perfumowanych” piw. Ja nadal uważałbym się za fana piwa. Nadal potrafiłbym pojechać na drugi koniec miasta do Tesco, tylko po to, by kupić Rebel’a kolendrowego, czy jakiegoś czeskiego pilsa z importu. Ale nadal do meczu piłbym Perłę. Czy to źle? Raczej nie. Fakt, teraz jestem szczęśliwszy. Piję wiele świetnych piw, znajomi zaczepiają mnie, podpytują. Widzą moją rosnącą wiedzę i pasję. Ale nigdy nie usłyszą ode mnie, że są Januszami, bo nie wiedzą co to „prawdziwe piwo”. Mam znajomka, który podsyła mi na fejsie co jakiś czas foty piw, które skonsumował. Ostatni rzut to: Krajan Nelson, Ciechan Pszeniczny, Porter z Okocimia. Źle? Świetnie. Widać, że ziomek szuka, próbuje. Świetnie. Nie wyśmiewam go, tak jak on nie wyśmiewa mnie z powodów braku wiedzy o wędlinie (serio, gość robi w mięsach).

Tymczasem „piwny światek” wychodzi frontem do narodu z chęcią edukowania społeczeństwa. Widzimy przebranego za „Janusza” pana z doczepionym wąsem, który na plaży wali bekę ze słabych piw dyskontowych. Bekę z piw rozumiem, ale po co porównanie „Janusz” = dyskontowa słabizna? Prawdziwy „Janusz” takiego piwa raczej nie dotknie. Dotkną go za to ludzie tacy, jak ja przed poznaniem sąsiada i świata Craftu. A przyrównywanie mnie do koleżki z reklamówą i sandałami, nie koniecznie zachęciłoby mnie do głebszego zgłębiania „piwnego świata Craftu”. W internetach widzimy również. filmik z festiwalu w Łebie, gdzie piwowar udziela fachowego wywiadu, obsługując jednocześnie swego klienta, nawet na niego nie spoglądając. Może ten „olany” klient („Janusz”?) był właśnie tym, którego festiwal w Łebie mógł skierować na dobre piwo? Pogadałby z piwowarem. Zaszczepił się. A tak? Nici. Tysięczny wywiad dla tego samego Jutubera był dla piwowara ważniejszy.

Pijmy piwa rzemieślnicze, cieszmy się nimi, ale pamiętajmy. Nie jesteśmy od nikogo lepsi, bo piwo, to dla większości ludzi nic więcej, niż dla nas ser żółty lub wino. Więc nazywając kogoś „Januszem” za to, że nie pije do meczu pięciu brałn ejli (zbieżność stylu z dyskontem jest przypadkowa) po 10zł każdy, narażamy się na Andrzejowość. Dlaczego Andrzej? Znałem kiedyś jednego Andrzeja. Był fanem internetu i gołych lasek z komputera. Po kilku latach znajomości, gdy wiek pozwalał nam już na bzykanie lasek pod namiotami, Andrzej stał na stanowisku, że nie będzie zniżał się do poziomu „byle jakich” dziewczyn, które do pięt nie dorastają jego pięknościom z komputera. Gdy wszyscy korzystali radośnie z życia, Andrzej zmarł przed monitorem na zapalenie prawego nadgarstka. Do końca swych dni był dumny ze swej niszy. Wyśmiewał wszystkich wokół. „Januszy”, bzykających słabe laski.

 

avatar
Napisane przez

Majk

  • Nic dodać, nic ująć. Tolerancja przede wszystkim, w każdej dziedzinie. Pozdro