Jak

Jak nie robić marketingu?

Jak nie robić marketingu?

Tytuł jest dość szumny i mam pewne obawy, że po takim tytule Szyszki mogą zostać lajkowane przez studentów Polibudy, którzy to poprzez notoryczne życie na rauszu ubzdurali sobie, że na „marketingu” studiują fajne dupy. Prawdą jest, że to nie jest prawdą, ale dziś nie o tym.

Do wpisu nakłoniła mnie wczorajsza debata prezydencka, a w zasadzie reklama, która leciała tuż po tejże debacie. Uderzyło mnie zdanie: „Piwna rewolucja trwa w najlepsze”, czy jakoś w ten deseń. Z wrażenia zapomniałem, że nadal trzymam w majtkach rękę, która wsadziłem tam na widok pięknych kandydatów i pani Olejnik od tyłu. Na ekranie pięknie schłodzone, ociekające rosą, kolejno: Białe, Bock, Porter (a gdzie Żapa? przecież to jest rewolucja). Piękny pan piwowar. Pierdolety, gadki o tradycji, ble ble ble, reklama Żywca. Co to kurwa jest? Rewolucja? To jest chuj nie rewolucja.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że reklama ta wpisuje się idealnie w piwo, które postanowiłem dziś spróbować (bycie mega znanym i zadufanym w sobie blogerem zobowiązuje). Tym piwem jest Harnaś /uwaga, tutaj będzie słowo klucz/ Wysokochmielowy.

Rozumiem, że Okocim jako właściciel marki Harnaś również dostrzega jak prężnie rozwija się nasz (czytaj rzemieślniczy) segment rynku piwnego. Tylko ja ciągle nie rozumiem, czy baranom w korporacjach ciężko zrozumieć, że targetem piw rewolucyjnych są najczęściej ludzie, których stać na piwo powyżej 8 złotych. Dla czystości zmarginalizuję przypadki, którym na to piwo pieniądze daje bogaty stary lub matka, bułgarska prostytutka. Najczęściej ludzie na piwo za 8 zeta zarabiają sobie sami. A jak zarabiają sobie sami, to wydaja swoje ciężko zarobione pieniądze. A jak ciężko zarobione, to chcą je wydać na coś z czego będą zadowoleni. A jak mają być zadowoleniu, skoro próbuje im się wciskać identyczną szmirę, jaka wlewana jest do Harnasia niebieskiego za dwa razy większą niż niebieski Harnaś kasę? Szmirę wlaną tym razem do butelki z zieloną etykietką. Jeden z drugim, krawaciarze koncernowi pieprzeni, bez pojęcia wymyślili sobie, że dopiszą sobie na etykiecie napis Wysokochmielowy i będzie git. Zarząd sypnie im premiami za udaną ekspansję na rynek piwa craftowego. A banda debili, co to wydaje 8 zeta na piwo, z radością wyda 4 zeta na Harnasia opisując na blogach, fejsbukach i u Kopyra w komentarzach że jest zajebiście, bo zaoszczędzone 4 zeta wydadzą na bagietki w Auchanie? Cały craftowy światek zonanizuje się nad smakiem Harnasia Zielonego, bo w końcu Wysokochmielowy. W ogóle co to kurwa jest za nazwa? Wysokochmielowy? Co to znaczy, że chmielono go gdzieś wysoko? Na Gubałówce go chmielili, czy jeszcze wyżej. Jakaś jedna wielka paranoja.

Jako, że jestem chłoptaś szczery, to przyznam. Sam w nieodległych czasach chlapnąłem kilka ŻAPczyków. Ale jako istota rozumna (korelacja z fragmentem o zarabianiu sobie 8 zeta na piwo) szybko załapałem, że to jest ściema. Że to chujnia jest i nabijanie mnie w balona, niczym w robocie, gdzie mówi mi się, że powinienem być z siebie dumny, bo zarobiłem prezesowi na nowego Land Rovera. Brawa korporacje. Robotę zmienić nie tak łatwo, ale już zainteresowania piwne jak najbardziej. To skoro koncern swoją próbą podszywania się pod rewolucję traci przeciętnego Prosiaka Kororowego, to można mniemać, że prosiaków jest w Polsce więcej. A czy marketing służy do tego, by prowadzić do utraty odbiorców? No chyba raczej nie. I tak oto zamknęliśmy nawias, który otworzył się pytaniem w temacie wpisu.

Parametrów tego syfu ze zdjęcia nie podaję, bo mi szkoda czasu. Piwo wali acetonem i jest nie pijalne. W ramach bojkotu pseudo rewolucji, tym razem nie włożyłem sobie etykiety po tym piwie pod poduszkę na dwa dni, jak to mam w swym gejowskim zwyczaju.

_DSC0428

avatar
Napisane przez

Majk