Jak

Jak celebrować International Stout Day?

Jak celebrować International Stout Day?

Sprawa jest dość skomplikowana. Pić od rana nie możemy, bo zdajemy sobie wszyscy sprawę, że dzień ten jest dla wielu „dniem jak co dniem”, że tak pozwolę sobie odmienić słynne „dzień jak co dzień” przez przypadki.

W pierwszym akapicie uznaliśmy wspólnie, że walić gazu od rana nie wypada. Kultury trochę. Pozorów przynajmniej. Ale co zrobić jak nas nosi? Facebook bombarduje nas wypas fotkami z wypas piwami. Jak żyć? Jak dać radę? Podpowiem Wam. Harmonogram celebracji International Stout Day:

2:00 – Środek nocy. Zasnąłeś* kilka minut temu, jak co wieczór oglądając w sieci głupie foty na kwejku. Śnisz o plaży, dupach i fajnym sportowym aucie.  Lecz zaraz, zaraz. Auto zamiast ryku silnika wydaje z siebie pikanie. Jakieś dziwne dzwięki. Przerażony otwierasz oko, a tam Facebook. Powiadomienie. Jedno, drugi, ósme. To blogiery. Blogiery piwne wrzucają foty. Stout pod prysznicem. Stout na kiblu. Stout na zakupach w Biedronce. Na wejściu jesteś nieco wkurzony. Jest środek nocy. Wstawać do lodówki po jedno? Małe? Ciemne? Nie. Pamiętaj o pozorach. Kultura. Zakryj się kołdrą i śpij.

6:00 – Pobudka. Tablet, który z nieznanych przyczyn gniótł Cię po mordzie przez całą noc jest aż czerwony od powiadomień. Blogiery. Chuje. Pili całą noc. Pykali te foty. Mogłeś wstać do tej lodówki. O 2:00. Nic by się nie stało. Szlag.

10:00 – Już w tyrce. W korpo. Po kawce. Jednej. Drugiej. Kawa… Jak pysznie byłoby ją wyczuć teraz w piwie. Pozory. Pamiętaj. Nic z tego. Skup się. Udawaj, że pracujesz. Szybki rzut oka na Fejsa. Chuje. Piją dalej. Fota za fotą. Oblani stoutem. W wannie. Nadzy. Co się dzieje w internetach. Bez Ciebie. Szlag.

14:00 – Już po południu. Dżentelmeni nie piją przed południem. Po południu, to co innego. Ale kurde. Przecież robisz na słuchawce. Ludzie patrzą. Pieprzone korpo. I te wsioki, co dzwonią i zawracają dupę. Telefonu obsłużyć nie potrafią. Sim nie pasuje? Złamał się? Pies zeżarł? Gówno Cię to obchodzi. W Stout Day. Słuchawka gniecie w ucho. Nienawidzisz tego. Ale, ale.. Przecież zamawiałeś paczkę z piwem. Do roboty. By sąsiedzi nie widzieli, że kupujesz piwo skrzynkami. Paczka schowana w szafie. W korpo. Tam na pewno jest jakieś ciemne piwo. Przecież ciemne jest dobre. Zamówiłeś. Na pewno.

16:00 – Od 14 gapisz się na stojącą przed tobą butelkę Speedway Stout’a z AleSmith’a. Pamiętasz o pozorach, więc nie pijesz. Poza tym szkoda. To piwo kosztowało dniówkę. Jak robisz w Biedrze, to dwie. Zrzuciłeś się na to piwo z sąsiadem. Wmówiłeś mu, że pyszne, więc się zrzucił. Zaryzykował równowartość 0.7l. Lubisz go. Fajny gość. I tak czytasz o tym piwie na RateBeer’e. Wypić nie możesz, to poczytasz przynajmniej. W pewnym momencie zaczynasz czuć dyskomfort. Wilgoć. Na udach. To ślina. Ślina, która od 14 kapie Ci z gęby wprost na biurko. Biurko ma skończoną pojemność, więc ślina zaczęła kapać Ci na dżiny. Nowe dżiny. Z Cropp’a. Szlag.

18:00 – W domu. Nareszcie. Dymione. Ze Zwierzyńca. Chuj nie stout, ale zawsze to ciemne. #jasneżeciemne przecież. Jedno drugie. Idziesz do szafy. Szafa w domu, to miejsce kultu. Wypełniona szkłem, kapslami. Butelkami. Gonisz każdego, kto się do niej zbliży. Szwagier do dziś się do Ciebie nie odzywa. Dotknął szafy. „Polej jakieś broo” – powiedział. Przegiął. Brooo? Polej? Co to kurwa? Wesele na wsi? Z szafy wyciągasz RIS’a. 14 wolt. Mocny zawodnik. Ale to w końcu International Stout Day. Trzeba to uczcić. Tu nie ma miejsca na słabeuszy. Na cioty w spodniach rurkach. Tu jest miejsce tylko dla twardzieli. Prawdziwych drwali. Takich wiecie? Brodatych.

20:00 – RIS wszedł jak w masło. Pyszny. Aksamitny. Czekoladowy. Alkohol ukryty, jak w kieszeni gimnazjalisty. Przed szkolną dyskoteką. Ambrozja. Rzut oka na fejsa. Blogiery wciąż piją. Fota za fotą. Wpis za wpisem. Promile robią swoje. Już nie nago. Nie w wannie. Rozpusta w internetach. Nie patrzysz.

22:00 – Dzień kończysz pysznym Porterem. Leżał dwa lata. Ostatnio w szafie. Bo w piwnicy musiał ustąpić oponom. Zimowym. Opony to największy wróg piwnicznych porterów. Słonie w składzie porcelany. Nie patrzą na nic. Rozpychają się bezczelnie. Pyszny porter. Suszone owoce, praliny. Ambrozja. Rzut oka w internet. Na fejsa nie patrzysz. Tam Sodomia i Gomoria. Patrzysz na kwejka. Jak co wieczór. Oko się klei. Woltaż robi swoje.

2:00 – Śnisz o plaży, dupach i fajnym sportowym aucie.  Lecz zaraz, zaraz. Auto zamiast ryku silnika wydaje z siebie pikanie. Jakieś dziwne dzwięki. Przerażony otwierasz oko…. Blogiery. Wciąż piją. Fejs Cię powiadomi. On nigdy nie śpi…

*sprawa dotyczy oczywiście również kobiet. Ale, że jakbym pisał w każdym zdaniu w obu odmianach, to brzmiało by chujowo. Pamiętam o Was drogie piwoszki. Przypomnę się w marcu.

avatar
Napisane przez

Majk