Piwne Freaki

Imperialne show na Szyszkach. DIPY walczą w kisielu.

Imperialne show na Szyszkach. DIPY walczą w kisielu.

Dziś przed Wami pierwszy odcinek show pod tytułem „Dipy walczą w kisielu”. Tytuł słaby jak poniedziałkowy dzień w robocie, ale innego nie będzie. Taki jest i koniec. Ważne jest, że na warsztat wziąłem siedem piw. Piw mocnych. Piw solidnie nachmielonych. Imperialnych. I w końcu, to co dla mnie w tej walce dipów było równie ważne. Wszystko to co poniżej wypite dostępne jest od ręki. W każdym sklepie z kraftem.

Nie ma co owijać bawełny na pępek. Warka piwa, która wzięła udział w show jest najlepszą jaka wyszła z Browaru. Ciężka ładunek z Browaru Zakładowego. Piwo nachmielone fest, a słodowo-karmelowe akcenty, zdarzające się w warkach poprzednich zastąpił chmiel. Chmiel w postaci owoców i żywić. Świetne piwo. Niesamowicie pijalne. Zdradliwe, jak noc w więzieniu. Goryczka, jak chwyci za jęzor, to świeczki w oczach stają. Ale na chwilę tylko. Za chwile goryczka odpuści i chcesz złapać kolejny łyk. Tak w moim odczuciu powinna wyglądać imperialna ipa. Zacząłem z grubej rury. Rury grubej jak gazociąg na dnie Bałtyku. Nieźle. Pierwsze piwo i od razu lider. Lider wagi ciężkiej. Nasterydowana chmielem ciężka cysterna. Dobrze, że jest na ringu, bo nadchodzi prawdziwy świr.

Do kisielu rozlanego po mej kuchni gramoli się szaleniec. Pieprznięty Majk z AleBrowaru. Ciężki ładunek może zacząć trząść gaciami. Nie ukrywam. Mój faworyt w dzisiejszym półmaratonie. Tu zawsze jest dobrze. Bursztynowa barwa. Wysoka, lecz krótkotrwała, gęsta piana. Piwo o charakterze raczej słodkim. Pachnie bardzo dojrzałymi owocami, lekko karmelem, lecz to co mnie w nim kręci to kontra. Coś, co przez lata kręciło polskich kopaczy nożnych. Gra z kontry. W tym piwie słodycz jest tak świetnie kontrowana goryczką, że aż miło. Aż wybacza się tę słodycz. Goryczka złapie Cię za jajka i wytarmosi. Wytarmosi do utraty tchu. A jak Ci jeszcze trochę tego tchu zostanie, to dokończy Cię woltaż. Szalony Majk ma liczbę 9 przy alko. Kawał z niego drania i nie znam osoby, która dopiłaby czwartego. Kawał dobrego piwa. Legenda impierialnych ipów na naszym rynku. Jestem zdziwiony, bo Majkel nie przeskoczył  „zakładowego Ładunku”. Idźmy dalej, bo zapasy dopiero się rozkręcają.

Na ringu „Majk” ujeżdża już cysternę z „Ciężkiego ładunku”, a do gry wkracza Legia Warszawa dzisiejszej grupy. Double IPA z Zamkowego w Cieszynie. Lubię to piwo. Oczywiście jest słabsze od obu powyższych. Oczywiście, są warki, które trącają w nos alkoholem. Oczywiście zapach nie jest tak intensywny i chmielowy jak u powyższych. Oczywiście, kocham też małe pieski, lecz lubię to piwo. Nie, że do niego wzdycham, jak do cycków. Nie. Po prostu je lubię. Możesz je dorwać zawsze i wszędzie. Czasem w mega promocji (tak, tak, w Tesco). Czasem w cenie przesadzonej (tak, tak, u mnie na osiedlu), ale prawda jest taka, że gdy mam ochotę na podwójną ipę, nie mam nic w lodówce, a wypiłem już dwie perły i do auta wsiąść jak nie ma, to sięgam po to piwo. Wrzucam trampki i idę za róg. Bursztynowe, zmętnione piwo o ładnej czapie ładnej piany. W zapachu tropikalne owoce. Mocno dojrzałe. Słodkie. Często też alkohol, zwłaszcza po ogrzaniu. W pojedynku tym jest jak Lidze Mistrzów. Po kilkunastu minutach było wiadomo. To piwo będzie odstawało od reszty stawki. Nie to, że jest złe. Nie to, że słabe. Słabsze po prostu. DIPA z Cieszyna chłodzi się ręcznikiem w narożniku. Mike ujeżdżający ciężki ładunek na razie odsunęli go na dalszy plan.

W mej kuchni rozległy się indiańskie bębny. A może to widzom już w uszach bębni? Szalony Mike w mózgu namieszał? Nie wiadomo, ale oto na ring wskakuje indiańska dziewczynka z warkoczami w kształcie skorpionów. Citra, bo o niej tu mowa. Liczę, że w kisielu pokaże ona klatę. Klasę znaczy. W liczeniu jestem chyba dobry, bo się nie przeliczyłem. Citra wyjęła co trzeba z pochwy (rewolwer, Ty zboczku) i szybko rozprawiła się ze wszystkimi powyższymi. Majk na Cysternie i DIPA z Cieszyna w narożniku. Cała trójka wstała i zaczęła bić brawo. Indiańska laska z Browaru Birbant okazała się dziś lepsza. Nie jakoś wiele, lecz jednak. Chmiel. To chmiel gra tutaj pierwsze skrzypce. I słusznie. Tak powinno być. Cytrusowe owoce. Dojrzałe. Kwiatowość. To niesie ze sobą ta mała, rubaszna dziewczynka. Goryczka szacowana na 110 IBU. Liczba bardzo ładna, bo to końcówka mojego numeru Pesel. Dziewczynka, prócz końcówki peselu niesie też piękne wrażenia wizualne. Głęboki bursztyn i potężna, gęsta, drobna piana. Z każdą minutą jednak brawa lekko cichły. Krejzi Mike znów nabierał animuszu, a ślina kapała mu z gęby. Cysterna znów nabrała powietrza w koła. Dziewczynka wraz z ogrzaniem stawała się słodsza i słodsza. Czyżby jeden użyty tutaj chmiel nie do końca był w stanie przykryć potężną dawkę słodyczy? Tak, czy siak. Jeśli Citra wyprzedziła resztę rywalizujących dziś dipów, to o krok. O włos. O włos Romana Polko, dowódcy Gromu. Nie dużo.

Kotłowanina w ringu coraz większa. Nie ma zdecydowanego faworyta. Kisiel chlapie po kuchni, jak baba jęzorem. Tu każdy chce wyjść na prowadzenie. W całej tej kotłowaninie zza winkla wychodzi on. Doctor Double IPA. Elegancki. Z lekko podartą po ostatniej orgii etykietą. Z szyderczym uśmiechem młodocianego hipstera, co to w rudych spodniach do koszuli z Zary chodzi. Z krawatem do tego. Wpada tak ten Doctor na ring. Pewny swego. W końcu zapowiedział go nie byle kto. Szaranowicz polskiego kraftu. Zwycięstwo jest w kieszeni. Wystarczy rozpiąć rozporek. Zdjąć kapselek. Publika w postaci mnie i patrzącej nieco dziwnie żony szaleje. No i niestety. Jak to często w takich wypadkach bywa. Szumne zapowiedzi, mocne słowa o gwałcie w kisielu. A tu? Puk, puk i wielki wystrzał piany. Piana. Wszędzie piana. Coś tu jest nie tego i nawet nimfomance Citrze nie jest tu do śmiechu. Liczyła na porządne szarpanie sutków, a tu co? Po wszystkim? Całe szczęście nie. Nie po wszystkim. Producent tego show nie wyrzucił dyszki w błoto. Doctor dochodził do siebie pół godziny. Pół godziny nalewania po szkła ścianie. Reżyser wściekły, bo mu promile do łba dochodzą. A Doctor co? Takie żarty? Sędzia już miał w ręku kartkę. Czerwoną. Już sięgał do kieszeni, a tu zapach. Ładny. Intensywny. Chmielowy. Citra zarumieniła się, bo zrozumiała, że nie wszystko stracone. Zrozumiała, że tu może się coś zdarzyć. Coś być. Mocno mętne piwo. Bursztynowe. Nagazowane w diabły. Tak samo jak nachmielone. Tutaj pozytyw. Goryczka, jest mocna, twarda, ale nie męcząca. W gardle poczujemy bardziej skórkę grejpfruta niż łodygę. Fajnie. Wszystko tutaj gra jak trzeba prócz początku. A wbrew temu co mawiał słynny Leszek. Jak facet skończy nim zacznie, to nijak ocenić się go nie da. Szkoda tego gazu. Fajne piwo by było.

Producenci programu ledwo wstali z kolan. Ledwo zdołali wyżąć szmatę po wytarciu piany. Piany Doctora zmieszanej ze śliną Krejzi Majka. Ledwo się podnieśli, a pomieszczenie ogarnął niesamowity huk. Łomot wręcz. To nadlatywał Hornet. Hornet z Osowej Góry. Prawdziwy myśliwiec wśród oferty browaru. Twardziel. Ciemnobursztynowy bojownik. Lekko zmętniony i pokryty grubą czapą piany. Zamaskowany. Jak zabójca. Cichy łowca. Hornet zatoczył dwa kołka nad areną i widząc cały ten burdel zaczął poważnie brać pod uwagę zerwanie kontraktu. Wycofanie się z show. Krejzi Majk zapina Cysternę. Doctor Double pokrywa Citrę, lecz to ona jest na górze. Cieszyn siedzi w kącie i szlocha. Hornet postanowił, że zaryzykuje. Wylądował. I zrobił dobrze. Nie odstawał wcale za bardzo. Mimo, że pancerz wykuto mu w świeżym, młodym Browarze, ten wojownik postawił się mocną, przyjemną, choć lekko łodygową goryczką. Goryczka ma się z czym gryźć, bo ciała jest tu od groma. Piwo jest raczej z tych słodkich, co może uczynić go dobrym kompanem na dłuższą posiadówkę. A patrząc na orgię rozgrywającą się indukcyjnej płycie mojej kuchni, posiadówka zapowiada się na długą. Na jego plus działa użycie chmielu Mosaic. Lubię go. Tutaj Mosaic potęguje wrażenie diacetylu. Przez mój producencki warsztat przewinęło się już kilka sztuk tego myśliwca. Masło, było w każdym. Ale ja lubię takie masło. Z Mosaiciem właśnie. Citra chyba też lubi, bo zlazła z Doctora i chwiejnym krokiem zaczęła podążać w stronę grafitowej etykiety Horneta.

Nie chciało mi się już na te ich harce patrzeć. Szczerze. Odwróciłem więc wzrok ku mistrzowi. Champion wychodził dumnie z lodówki. Mój mistrz. To on pierwszy zrobił mi dobrze. Rozdziewiczył mnie w styczności z tym stylem piwnym. Przy linii bocznej rozgrzewać (ogrzewać?) się zaczął On. Pan Imperium Atakuje z Browaru Pinta. Ten Pan jest jak „Dżordż” Clooney. Niby stary, niby siwy już, a to własnie on puka coraz to ciekawsze laski. Choć tutaj to nie do końca tak. Odnoszę wrażenie, że stajnia z której „Dżordż” się wywodzi, powoli odstawia go na boczny tor. Weteran z każdą warką jest coraz słodszy, cięższy. Mniej chmielowy, bardziej karmelowy. Mniej agresywny, bardziej degustacyjny. Oczywiście, młoda Indianka ze skorpionami w warkoczach szybko wzięła go w obroty, ale nie wyszło z tego romansu nic więcej. Starszy Pan przysiadł lekko zdyszany tuż obok Horneta. Odnoszę wrażenie, że przysiadł nawet lekko tuż za nim. Lecz tutaj nikt nie odważył się mieć z niego beki. Nikt nie wybuchł śmiechem, jak przy wybuchu z rozporka Doctora. Nie nie. Ten Pan ma zbyt duży szacunek na dzielnicy. Ma i będzie miał swoich fanów. Na zawsze.

Wszyscy mieli już dość. Jedynie Szalony z AleBrowaru skakał dalej po suszarce do naczyń. Citra miała już dość jak Sasha Grey po trzech tygodniach nieustannej pracy. Cieszyn miał dość od początku, a Hornet z Clooneyem tak się zaprzyjaźnili, że zatańczą jako para w nowej serii „Tańca z gwiazdami”.  Jaki był tu werdykt? Oceńcie to sami. Każde z tych piw jest warte spróbowania. Każde ma swoje plusy i minusy.

W walkach w kisielu udział wzięli:

Browar Zakładowy – Ciężki Ładunek  | warka 2017-01-03

AleBrowar – Crazy Mike | warka najnowsza, data niezapisana 😉

Browar Zamkowy Cieszyn – Double IPA |  data niezapisana 😉

Browar Birbant – Imperial Citra IPA | warka 2017-02-23

Doctor Brew – Double IPA | warka 2016-12-18

Osowa Góra – Hornet | warka 28-11-2016

Browar Pinta – Imperium Atakuje | warka najnowsza, data niezapisana 😉

Kilka faktów dotyczących powstawania show:

  • Kolejność aktorów nie miała znaczenia,
  • Aktorów do show wybrałem wedle mego „widzimisię”,
  • Do produkcji show potrzebowałem kilku dni 😉
  • Potrzebowałem też kilku aspiryn,
  • Po tym show odstawiłem piwo na prawie tydzień,
  • Tutaj nikt nie wygrywa, tutaj to Ty wybierasz zwycięzcę,
  • Wiem, że nie ma tu wszystkich aktorów, ale spokojnie. Już jest w planie część kolejna tej orgii

 

avatar
Napisane przez

Majk

  • Rafał

    Jeszcze nikt tak pięknie nie pisał o piwie <3

    • Kororowy Majk

      oj weź 😉

  • Michał

    Świetnie się czyta.Mam nadzieję,że w kolejnym odcinku pojawi się Winchester z Faktorii i Antylopa z Antybrowaru.

    • Jak tylko pojawi się nowa warka Winchestera, to pojawi się na pewno. Antylopa do ogarnięcia.