Barley Wine Flying Dog Grupa docelowa Piwne Freaki

Horn Dog z Flying Doga czyli po prostu Piesorożec

Horn Dog z Flying Doga czyli po prostu Piesorożec

Pewnego lata dla jaj podczas wieczornej zabawy u cioci ściągnąłem kuzynowi gacie. Nie wiedziałem jednak, że pod nimi niczego nie ma, więc faktycznie wyszły jaja. Tuż przed oczami mojej siostry (ostro się w rodzinie bawiliśmy nie ma co). Niemniej jednak on się zawstydził i uciekł na górę, a atmosfera zrobiła się lekko krępująca. Wówczas poczułem się jak świnia. Podobnie jak teraz pijąc Piesorożca z Flying Doga, ale dokładniej wyjaśnię to potem.

Musicie mi uwierzyć na słowo, ale to piwo kupiłem jakiś rok temu, a datę ważności ma do dziś o czym nie wiedziałem aż do otwarcie butelki. Kupiłem więc rok temu premierowe piwo na bloga. Pszypadeg? Nie sązę.

Opakowanie w stylu Flying Doga czyli wiele szczegółów, magiczne kolory i jeszcze bardziej magiczna postać. Po angielsku brzmi fajnie – tak jak Raging Bitch. O ile jednak tamto piwo tłumaczone na polski brzmiało jeszcze fajniej o tyle to piwo przetłumaczone na język Kaczyńskiego i Palikota brzmi jak tytuł niedorobionej bajki, którą rodzice puszczają dzieciom, żeby móc chociaż raz w tygodniu usiąść w spokoju na klozecie nie będąc ciągniętym za spuszczone do kostek majtki. 

Piana zachowuje się jak żywa i niezależnie od tego jak hard, albo soft nalewacie pięknie wypełnia szkło do końca. Jestem pewien, że gdybym tę małą buteleczkę wlał do 5l wiadra piana też zapełniłaby je całe (jebana nanotechnologia)

Aromat jest złożony tak jak siedmioosobowy namiot w etui na okulary. W tym miejscu mogę też wyjaśnić o co chodzi z tą świnią. Dziś na szczęście nikogo nie pozbawiłem bielizny, ale czuję się jak świnia, bo piwo pachnie ziarnem gotowanym w parniku, ale oczywiście w pozytywnym sensie. Ten aromat pojawił się w butelce, ale w szkle już go nie ma. Pewnie świnie wszystko zeżarły.  Mnie osobiście kojarzy się to z dzieciństwem kiedy mogłem karmić wieprzowinę i tylko ode mnie zależało czy chrumki dziś zjedzą kolację, czy zdechną z głodu (tak wtedy przynajmniej mi się wydawało). Pojawiają się też bardzo łagodne cytrusy, które nie grają pierwszych skrzypiec, ale są zauważalne. Alkohol jest pięknie ułożony niczym zwłoki w dopasowanej trumnie. Nie gryzie, nie szczypie, a jedynie zapowiada świetną zabawę (czyli identyko jak na pogrzebie, wszakże po nim zawsze jest stypa) Jest on trochę jak ciemna chmura burzowa, która jeszcze nam nie zagraża, ale z daleka zapowiada, że coś się będzie działo.

Piwo jest cholernie słodkie, i kontrowane prawie jedynie goryczką alkoholową. Im cieplejsze jest (zaczynałem pić w ok 10 st. C) tym bardziej jest on wyczuwalny w smaku, ale nadal nie przeszkadza. Słodkość jednak jest tak pełna, treściwa i zadowalająca, że porównać ją można jedynie do kopulowania z aniołkami w obłokach, albo do możliwości zlikwidowania ZUSu jednym kliknięciem. Na końcu pojawia się goryczka identyczna do tej jaką uzyskamy w zbyt mocnej herbacie. Czuć ją, co dziwne jedynie na wąskim pasku pośrodku języka tuż przed gardłem. W zestawieniu z aromatem smak jest jednak znacznie mniej złożony. 

Jeśli piwo porównać do wojownika, który z jednej strony walczy smakiem, a z drugiej aromatem to Piesorożec w jednej ręce dzierżyłby mocny i silny miecz, a w drugiej piękny i wysublimowany floret. Całość powodowałaby, że wyglądałby jak debil i nikt nie chciałby z nim iść na piwo. Mogłoby to być także spowodowane faktem, że jest to pies z rogiem wyrastającym z czaszki, ale kto wie?

Dałem temu piwu pożyć  w piwnicy i umrzeć w moich kiszkach (będąc zjedzonym przez Lisę) długo, a ono odwzajemniło mi się w sam raz. Było bardzo fair. Aromat powala, smak nieco zawodzi. W całokształcie jest to więc dobre Barley wine, które polecam tym, którzy tak jak ja nie mają doświadczenia z winem jęczmiennym. Nie jest ciężkie do przyswojenia, a jeśli skupicie się nad tym co pijecie to wyczujecie wiele ciekawych rzeczy. 

Browar: Flying Dog

Styl piwa: Barley Wine

Wysokość ekstraktu: ~ 25

Zawartość alkoholu: 10,2

IBU: 45

Piana: Drobnopęcherzykowa, nietrwała

Barwa: Ciemnomiedziana, klarowna

Temperatura: 10 st. C.

Cena: ~15 zł

 

 

 

horn

avatar
Napisane przez

Misio Kororowy