Golden Ale Piwne Freaki Wielka Brytania

Hobsons Old Prickly

Hobsons Old Prickly

Lubię jeże choć to niezłe skurczybyki. Na działeczce zawsze spać mi nie dawały tupiąc po poddaszu niemiłosiernie (piwko dla tego co mi odpowie jak one tam właziły). Przecież sam je tam wrzucałeś najebany. Pogłaskać się go nie da, ale z ryja to stwór mega przyjazny. Lubię to! O jeżach piszę, bo jak się okazało pijąc Old Prickly wspieram ochronę i odbudowę populacji tych małych (starych?) kolczastych tupaczy. Zawsze powtarzam, że picie piwa to same plusy. Teraz jest dodatkowy. Ratuję świat. Można się przyczepiać, że coś chrzanię, ale to kwestia skali. Mogę sobie założyć, że pijąc piwo uratuję jednego jeża.  Akurat ten jeż zamieszka na poddaszu i będzie po nim tupał w jednej z brytyjskich kamienic. W kamienicy tej będzie mieszkał mściwy terrorysta, który źle zinterpretował Świętą Księgę, wszystko mu się pojebało i wywnioskuje, że aby pójść do nieba, musi wybić połowę londyńskiej populacji. I Eltona Joha. Terrorysta zaplanuje sobie atak na choćby przyszły wtorek. A mój uratowany piwem jeż będzie miał akurat w poniedziałek w nocy wielką chcicę na jeżycę i będzie tupał po suficie jak opętany. Terrorysta wstanie we wtorek skrajnie niewyspany i zmęczony leząc spełnić swój ostatni życiowy cel, niechcący postrzeli się w jaja. Nie śmiertelnie. Wyląduje w szpitalu gdzie pozna piękną (to możliwe na Wyspach?) pielęgniarkę.  Zakocha się w niej bez pamięci. Historia jest na tyle szczęśliwa, że zakocha się z wzajemnością. Pielęgniarka pokaże mu piękno życia w pokoju i będą żyli długo i szczęśliwie tak jak kilkudziesięciu londyńczyków, którzy przeznaczone mieli odejść na drugi świat popijając kawę w Starbucksie, lecz jedyny strzał tego ranka jaki padł przed kawiarnią, to strzał w jaja roztargnionego terrorysty.

Czy tak scenariusz jest możliwy? Ano jest. I tej wersji trzeba się trzymać wspierając powyższą inicjatywę z jeżami.  Tak się zamyśliłem, że aż mi się nieotwarta butelka Hobsonsa w ręku zagrzała. Piwo po przelaniu do szkła jest mega jasne. Złotawe jak typowy lager. Barwa idealnie pasuje do stylu Golden Ale. Jedyne co wizualnie odróżnia go od lagera to zdecydowanie mniejsza klarowność. Kurwa, zerknąłem niechcący znów na butelkę, a tam jeż się gapi i przypomina mi nieszczęsnego terroryste bez jaj. Fak. Na szczęście piana jest tak obfita, że mogę zebrać garść i obsmarować nią etykietę na czas degustacji, by  jeż nie przypominał mi o odstrzelonych jajkach i pielęgniarce o brytyjskiej urodzie. Piana po kilku minutach opadła (z etykiety też, więc odwróciłem butelkę kontrą do frontu). Zabrałem się za wąchanie piwa z użyciem maski inhalującej jak nakazał Misiek na jednym ze swoich zdjęć na Insta. Piwo pachnie drożdżowo z lekką nutą cytrusów. Ale to naprawdę lekką. Lekką jak mój portfel po wyjściu ze sklepu z piwem. W smaku jest fajnie, jest delikatnie cytrusowo. Jedynym minusem jest w mojej opinii zbyt duża goryczka, ale opinie gościa który myśli, że siedząc w domu z piwem ratuje setki istnień w Londynie wymaga indywidualnej weryfikacji każdego z Was. Kończąc piwo musiałem uważać, by nie zachłysnąć się osadem z dna, gdyż niektóre drobinki były wielkości spinki mankietowej Agenta 007, które to spinki jak wiemy potrafiły zabijać. Wolałem więc osadu unikać, dzięki czemu żyję i piszę ten wpis.

(Gdybyście się kiedyś zastanawiali jakie zoofilskie porno sprezentować prosiakowi na uczczenie końca jego chemioterapii to już chyba wszystko jasne?)

Piwo lekkie i przyjemne. Inicjatywa z jeżami i ratowaniem świata na plus.

 _DSC0397

Browar:  Hobsons (Wielka Brytania)

Styl: Golden Ale

Wysokość ekstraktu: bd.

Zawartość alkoholu: 4,2%

IBU: b.d

Piana: Bardzo obfita, długotrwała.

Barwa: Jasne złoto. Słomka. Duże zmętnienie

Temperatura: 8 st. C.

Cena: 12 zł

avatar
Napisane przez

Majk