India Pale Ale OLIMP Piwne Freaki

Herbaciana Panakeja

Herbaciana Panakeja

No to sobie Olimp wymyślił. Wymyślili sobie, że wypuszczą na rynek panaceum na letnie upały. Uwarzyli piwo, które prócz delikatnych owocowych nut rozwalają nam zarówno nos, jak i usta herbata Earl Grey. Ale to nie jakieś tam „pitu, pitu” o herbacianym posmaku. Uwarzyli piwo, które earlgreyem zalatuje bardziej niż taka choćby królowa Elżbieta, której licznik spożytych herbat oscyluje gdzieś w granicach siedmiu miliardów, stu trzech dziabniętych punkt 17 filiżaneczek (i wciąż rośnie).

Z Panakeją styczność miałem już trzy razy. Pierwszy raz na historii w podstawówce, ale już nic z tego nie pamiętam. Drugi raz w weekend, ale będąc w stanie „pomeczowym” wolałem wstrzymać się z recenzją do dziś, bo pamiętałem ją tylko nieco więcej niż tą Panakeję z podstawówki(z naciskiem na słowa „tylko nieco”). Spróbowałem tego piwa jeszcze raz (tym razem przed meczem), co sprawia, że przekonałem się do niego jeszcze bardziej. Piwo po przelaniu do szkła wygląda z koloru jak lekko zaparzona herbata. To, że herbatą nie jest , zdradza bardzo gruba, gęsta i zbita czapa piany, która redukując się, oblepia szkło. Prawdziwy cyrk zaczyna się, gdy niuchniemy nozdrzami co w tam w tym piwie czuć. A czuć HEEEERBATĘĘEE !!!!1121!!@!! I może lekko owoce tropikalne. Mega intensywny zapach. Jakby tak postawić szkło z tym piwem w Rossmanie, na dziale odświeżacz powietrza, to odświeżacze ze wstydu pospadałyby z półek.

Chyba nie muszę ogłaszać konkursu na to, co czujemy w smaku tego piwa, bo każdy kto wie, że dwa plus dwa to sześć zgadnie, że w smaku czuć HEEEERBATĘĘEE !!!!1121!!@!! . Smak uzupełniony jest ziołami, która to zioła charakteryzują również goryczkę. Skoro o goryczce mowa, to ta przeszkadzała mi w tym piwie. Zalega po każdym łyku jeszcze długi czas w jakiś taki, lekko apteczny sposób kojarzący się bardziej z lekiem niż piwem. Mały minus za goryczkę, lecz poza tym piwo jest mistrzowskie. Tego szukamy w piwach craftowych. Skopania nam dupska, elementem zaskoczenia i brakiem kompromisu. Tutaj elementem kopiącym nas w poślady jest herbata earl grey. Brawo, brawo, brawo. Bum, tarara, pssst.

_DSC0689

avatar
Napisane przez

Majk

  • Pingback: Kingpin Mandarin IPA piwny blog o piwie()

  • Matka Chrzestna

    „z piciem tych piw jest jak z seksem, jak się raz spróbowało to chce się więcej 😛 oczywiście nie każdy seks powoduje że będziesz mieć orgazm ale tak samo jest z piwami, jedno zrobi na Tobie piorunujące wrażenie- doprowadzi Twoje kupki smakowe do orgazmu oraz zgwałci Twoje nozdrza zajebistym aromatem a inne po prostu „szału nie ma, dupy nie urywa” i to jest w tym takie zajebiste, chcesz więcej i więcej. Można sie uzależnić ;)”
    To jest właśnie jedno z niewielu piw które zgwałcił moje nozdrza 😛

    • Michał

      „To jest właśnie jedno z niewielu piw które zgwałcił moje nozdrza”. Dlaczego zakładasz,że to piwo to samiec 😛 😛 😛

      • Matka Chrzestna

        Miało być zgwałciło, ale zjadłam „o” 😛