India Pale Ale Piwne Freaki USA

Firestone Double Jack

Firestone Double Jack

Dziś opowieść o nielegalnych walkach niedźwiedzi. Jeden to potężny ruski niedźwiedź z Syberii. Jego rywal to amerykański grizzli. Nasłani na ten browar animalsi nie odnaleźli nic bulwersującego, bo okazuje się, że niedźwiedzie zamiast napierdalać się po pyskach dogadały się i z ich gejowskiej miłości urodził się jakże szlachetny trunek, nazwany Double Jack. Matka zawsze mi mówiła: „nie ufaj niedźwiedziom”.

Podwójny Wacek to trunek potężny. Pomijam jego woltaż, który wg. zasad matematyki, po zaokrągleniu wartości ułamkowych ma dziesięć % alkoholu. Alkohol to pikuś. Potężna, to w tym piwie jest goryczka. Butelkę 650ml degustowałem dobre dwie godziny, a po degustacji poważnie brałem pod uwagę operację plastyczną gęby, wykrzywionej potężnym smakiem. Ale od początku.

To potężne piwo jest prezentem od misiowego Szwagra. Szwagier ten pisany jest z dużej litery, bo takiego Szwagra to zazdraszczać. Głaskałem tę butelkę dobre dwa tygodnie. Przymierzałem się do degustacji kilkukrotnie. Z jednej strony, szkoda mi było świeżości chmieli. Z drugiej, pić takiego mocarza w upał, to jak strzał w tył głowy.

Piwo po przelaniu do szkła (krośnieńska Ipa glass, to przy tym piwie małe szkiełko) od razu wiemy, że przed nami świetne kilkadziesiąt minut (u mnie dłużej). Potężna czapa piany, która wcale nie ma ochoty odpuszczać i towarzyszy nam w zasadzie do opróżnienia szkła. Pomimo przykrycia czapą piwo rozsiewa po całym pomieszczeniu potężną dawkę aromatu cytrusów, owoców tropikalnych i leśnej żywicy stonowanych aromatem słodu. Zapach piwa jest w moim odczuciu perfekcyjny. Niech tak pachnie każde Double Ipa, to mogę umierać w szczęściu.

Pierwsza faza pierwszego łyka spowodowała u mnie ułamek sekundy niepewności. Solidna słodowa podstawa, delikatne rozlanie się mega gęstego piwa w ustach. Dość słodki, tropikalny początek pierwszego łyka przez krótką chwilę pozostawił mnie w konsternacji. Podobno, jak myślę nad smakiem piwa, to wyglądam jak zawieszony debil. Więc tutaj jak debil wyglądałem tylko ułamek sekundy, gdyż po dość słodkim, słodowym i delikatnym początku po mordzie dała mi potężna goryczka. Goryczka ma charakter grejpfrutowy, cytrusowy, ale jest niesamowicie potężna. Znacie to uczucie, gdy w okolicach zębów numer osiem (jestem mądry, więc posiadam) zbiera się ślina pobudzona potężnym bodźcem smakowym? Takie właśnie uczucie będzie towarzyszyło Wam w pierwszych łykach tego piwa. Niesamowicie intensywny smak i goryczka. Tak potężną goryczkę uświadczyłem w Mikkellerowskim 1000 IBU, tylko tamtego specyfiku miałem do degustacji 330ml. Tutaj stanąłem do ringu z dwoma niedźwiedziami w objętości 650.

Co ciekawe, piwo przez dwugodzinną degustację w żaden sposób mnie nie zmęczyło. Fakt, po jego spożyciu mogłem spokojnie zeżreć papryczkę Jalapeno bez zająknięcia, ale nie zmienia to faktu, że warto dać swoim zmysłom potężnego, piwnego kopa. Dzięki Szwagier”. Masz u mnie czteropak Perły chmielowej.

_DSC0779

 

 

_DSC0778

avatar
Napisane przez

Majk