Piwne Freaki Zaproszenia

Wielki Finał Złotych Kalesonów.

Wielki Finał Złotych Kalesonów.

Chory jestem od tygodnia i czuję się z tym źle. Nie chodzi mi o to, że zarażam wszystkich wokoło wirusem świńskiej grypy.  Czuję się z tym źle, bo nie piję piwa. Gapię się na zawartość lodówki i popłakuję cicho do poduszki. Całe szczęście, na wschodnim padole zachodniego zakaukazia istnieje instytucja co się zwie LSD PSPD, czyli Lubelski Oddział Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych.

Otóż LSD PSPD postanowiło mnie uratować i zwołali balety. Tym razem jest to już finał baletów. Na froncie pozostało już tylko dwóch handlarzy. Obu Panom biznes kwitnie. Sprzedaż przetartych kalesonów pikuje w górę. Jeszcze nigdy obroty nie były tak wysokie. Na froncie pozostali Panowie Łukasz i Maciej. Prywatnie Maciej i Łukasz, a dla znajomych Łukasz i Maciej. Przed nimi trudne zadanie. Muszą uwarzyć po dwa piwa. Piwa do siebie podobne. Znaczy, pierwsze podobne do pierwszego, a drugie do drugiego. Jeśli będą podobne do siebie w innej konfiguracji, to podobno źle i obaj dostaną żółtą kartkę. Pierwsze piwo ma mieć do 12 Blg, drugie najmniej 18. Na tym etapie w normalnych okolicznościach przestałbym to już rozumieć, ale całe szczęście do antybiotyku biorę leki osłonowe, co wzmaga mi percepcję i jeszcze się nie pogubiłem. Drugim warunkiem jest podobne chmielenie. Panowie mogą (muszą) użyć w piwach chmieli: Lubelskiego, Iunga i Puławskiego. Zasyp również ma być ten sam, choć proporcje tegoż, to sprawa indywidualna.

Z zaufanych źródeł wiem, że Panowie lubią się na wzajem, szanują, co skutkowało wspólnym warzeniem piw konkursowych. Warzenie odbyło się tuż po zeschnięciu ostatniego pączka z Tłustego czwartku i trwało do ostatniej mszy w Środę Popielcową. W wyniku tegoż warzenia obaj nie chodzili do roboty przez trzy tygodnie, tak im się brzeczki dobrze razem gotowały. Głowy bolą ich do dziś, ale nie przeszkodzi im to w pokazaniu wyników swej pracy. To i owo, a może jeszcze coś innego, pokazywali będą w najbliższa sobotę (12.03) od 18 w pubie „u Fotografa”.

Jeśli znacie ich osobiście, lubicie dobre piwo lub po prostu jesteście biedni i chcecie napić się za frytki, to wpadajcie. Miła atmosfera, świetne piwo, LSD i wiele innych atrakcji gwarantowane. Gwarancji udzielił podobno jeden z ukraińskich banków. Będzie dobrze.

avatar
Napisane przez

Majk