Browar Trzy Korony Piwa codzienne Porter Bałtycki

Fade to Black. Trzy Korony Puławy

Fade to Black. Trzy Korony Puławy

Za oknem zima w pełni. Szczygły ćwierkają, gile uganiają się za partnerkami. Upasiony przez sąsiadów kot, powoli zaczyna swe codzienne śpiewy. Nie przeszkadzałyby mi, gdyby nie pora śpiewania. Trzecia w nocy, to naprawdę przegięcie. Po za tym o trzeciej w nocy, przebudzony, zawsze boje się, że duchy chodzą po domu. No nic, tak czy siak. Na dworze dziś 10 stopni ciepła, więc to ostatni moment by pisać o porterach. Piszmy więc.

Browar Trzy Korony. Restauracyjny. W Puławach pod Lublinem, lecz pewnie sami Puławianie woleliby określenie, pod Warszawą. Okazuje się, że prócz restauracyjnych standardów w postaci jasnego lagera, czy pszenicy wypuszczają na rynek bardzo ciekawe limitowane edycje. O „Piaskach Nevady”, bardzo udanym AIPA już na blogu pisałem. Dziś zapraszam Was na jeszcze ciekawsze piwo, jest to limitowany Porter Bałtycki z zapożyczoną od Left Hand Brewing nazwą „Fade to Black”.

Porządny porter przelany do szkła jest ciemny jak me myśli na powrocie z dobrego baletu. Okryty jest też ładną, beżową pianą. Jak pogorzelisko fabryki czekolady po interwencji kilkunastu zastępów strażackich. Tutaj właśnie mamy oba te zdarzenia. Na raz. Jest więc dobrze. By nie powiedzieć bardzo dobrze. W zapachu jest mocno, jest ostro, jest bezkompromisowo. Porter nie należy do słodziuchnych, owocowych. Nie odnalazłem w nim śliweczek, czy innego rodzaju owoców. Odnalazłem paloność i bardzo delikatne nuty czekolady. Żadnej tam Milki. Gorzkiej czekolady. Takiej, co to dzieci jej nie tykają. Deserowej. Jest też alkohol. Piwo piłem młode. Kilka tygodni po terminie ważności.

W smaku jest również bez kompromisu. Kawa i gorzka czekolada. Zero owocowych nut. Wkurza mnie trochę zbyt wysokie wysycenie. Nie lubię, gdy mi się czekolada gorzka odbija nosem. Tutaj również czuć alkohol. Nie to, że przeszkadza. Czuć go. Po prostu. Na języku, piwo sprawa wrażenie dość gęstego i gdyby nie szczypiące bąbelki, to zafundowałoby mi nie lada organoleptyczną gratkę. Dobrze, że zakupiłem dwie buteleczki. Ta drugi poleży w piwnicy do jesieni i będzie Mistrzowskim piwem. Dziś „Fade to Black” jest piwem „tylko” bardzo dobrym.

avatar
Napisane przez

Majk