Piwne Freaki Szwecja

Dugges Idjit Imperial Stout

Dugges Idjit Imperial Stout

Tak w zasadzie, to piwo ma u mnie pozytywną opinię za samą nazwę. IDJIT!!! Tak nazwane piwo nie może być złe. Na Wiejską je wprowadzić. Tam i tak chleją za nasze hajsy. Niech przynajmniej chleją coś o pasującej do nich nazwie.

Żart, kurwa. Ponury. To piwo jest za dobre, by piło je to bydło. Bydło, co sami śmy je wybrali. Nie o nich dziś mowa. Nie o baranach. Szkoda nerwów. Imperial Stout. Styl owiany legendą. Mistrz Świata wśród piwnych stajli. Coś jak Polki w piłce ręcznej. Imperial Stout. Piwo ciężkie, degustacyjne. Mocne tak, że kładzie byka na glebę. Każdego byka. Trzeciego nikt nie dopił. Nie dopił, bo nikogo nie stać wypić trzy takie piwa na raz. No i dobrze, bo jakby dopił, to bez sensu. Takie piwa trzeba wielbić. Tak samo jak Krzyśka Krawczyka i weekend majowy.

IDJIT! przelany do szkła wprowadził mnie w osłupienie. Gęsty, jak ekstrakt słodowy. Jak miód. Coś niesamowitego. Pierwszy raz widziałem tak gęste piwo. Jak babcię kocham, a z tym się nie dyskutuje. Jak już w końcu przerzuciłem go łopatą do szkła, wypchnąłem z butelki podbierakiem na ryby, przyszedł czas na wąchanie.

Co ja wącham? Co ja paczam? To jest piwo? Nie likier? Nie koniak? Piwo? Na pewno? Wspaniała woń czekolady. Kawy. Delikatnych suszonych owoców. W taki właśnie likierowy, słodki sposób. Alkohol? Obecny. Ale obecny, jak Oliwier Janiak ze swym kalendarzem. W sposób szlachetny. Mistrzostwo świata. Jak Polki w piłkę ręczną.

Pierwszy łyk. Nie polecam ludziom, co mają słaby klej do protez zębowych. Z dwóch powodów. To piwo urwie Wam szczękę. Z zachwytu. Pod drugie. Trzeba je gryźć, a bez zębów to lipa. Bez zębów, to można papkę w szpitalu gryźć. Nie piwo. Nie Imperial Stout’a. Palone nuty. Bardzo mocne. Paloność gryzie w język. W gardło. Mocno. Świetnie. Jest też słodka część mocy. W formie suszonych owoców. Ponownie. Jak w zapachu. Jakaś figa? Taki klimat. Ale piszę Wam, że 110% z zajebistości tego piwa, to jego tekstura. Gęsta, aksamitna. Pozostałe 90% to smak. Mocny, bezkompromisowy. Kochasz, go, albo kochasz. Masz wybór. Całości dopełnia grzejący w gardło alkohol. Przyjemny. Likierowy. Piwo świetne w 210 procentach. Polecam. Potrzebowałem roku czasu, by zakochać się w takich piwach. Co będzie dalej? Wymagania wciąż rosną. Butelka w dupie? Kwachy wlewane pod powiekę oka? Tak, czy siak. Z całego serca polecam. A piłkarek ręcznych nie oglądam. Z założenia. Ale w prasie pisali, że wszystkich łupią, więc i ja napiszę.

Zdrówko.

avatar
Napisane przez

Majk