Browar Dubbel Grupa docelowa Piwne Freaki Żywiec

Dubbel – zwycięzca Birofilii 2014

Dubbel – zwycięzca Birofilii 2014

Czasem bywa tak, że zderzenie z legendą boli.

Ja tak miałem przy filmie „i’m a legend”. Dlaczego przystojny Will był legendą to do tej pory nie wiem. Przecież w historii kina było już setki gości, którzy zwalczali żywe trupy z równie pozytywnym skutkiem. Internety głoszą z coraz większą częstotliwością, że zombi apokalipsa nadchodzi, więc może i nasze pokolenie będzie mogło wsławić się walką z wiecznie żywymi zmarlakami.

Odkąd Czesław Dziełak* zgarnął kolejnego Grand Championa właśnie tym piwem, chciałem się z nim zmierzyć (z piwem znaczy, z Czesławem niekoniecznie. Wszystkie Cześki jakich znam to fajne chłopy, więc zakładam, że Czesław od piwa tym bardziej jest ok). Warto zaznaczyć, że piwo to stało się legendą zanim jeszcze tak naprawdę trafiło na półki sklepów (wszelkiej maści ludzie ze środowiska o nim pisali, mówili i prześcigali się w robieniu sobie selfi z butelką niewiadomego pochodzenia, gdyż zwyczaj jest taki, że Grand Champion debiutuje zawsze w mikołajki danego roku i ani dnia wcześniej) (Chyba, że nieświadoma Grażyna wykładająca towar w Tesco wystawi go dwa dni przed premierą)

No i z legendą postanowiłem się zmierzyć. Pierwszą rundę chyba przegrałem, lecz jest to z pewnością spowodowane tym, że moja jedyna znajomość stylu belgijskiego, to znajomość frytek z majonezem oraz piłkarskiego rzemiosła prezentowanego przez Waldka Sobotę, który zresztą z Bruggii lada moment wyleci.

_DSC0255

Piwo w szkle nie ma żadnej piany, smakuje trochę jak wiśniowe ciasto z lekkim alkoholowym aromatem. Nie bardzo mi podeszło. Uważam, że jest to „prawie” idealne piwo dla kobiet lubujących się w likierach. Napisałem prawie, gdyż 8,5 % alkoholu nie jedną kobietę (faceta zresztą też) sprowadziłoby do poziomu podłogi. Oczywiście znam takich co napiszą coś na kształt, że podniebienie oblepił im rozkoszny aromat rodzynek przechowywanych przez trzy pełnie księżyca w zadymionych dymem z palonej na stosie kory drzewa wiśniowego piwnicach cieszyńskich. I ktoś, kto by to napisał miałby pewnie swoje racje. Ale ja prosty chłopak jestem. I podsumowuję to tak, że jest to fajny, landrynkowaty trunek, lecz od piwa wymagam czegoś zgoła innego.

Misio raczej z powyższym tekstem będzie polemizował (z tym o procentach nie, jeszcze nie widziałem, aby jakiś % go pokonał), ale co mi tam. Założyłem sobie, że będę pisał jak jest moim odczuciu, to piszę 😉 No i pomyliłeś się jak nie przymierzając Ewa Kopacz oceniająca chęć górników do porozumienia. 

 Prawda jest taka, że mam bardzo podobne odczucia, ale moje starcie z Dubblem było bardziej wielofazowe,  a szczegóły skopiowane wprost z Piwnego Lublina poniżej:

Każdy kto kiedyś zdawał egzamin na prawo jazdy i go nie
zaliczył będzie wiedział co mam na myśli. Chodzi o to, że żeby dostać
upragnione prawko trzeba zdać egzamin, który jest dwuetapowy i kilkuwymiarowy.

 

Przychodzi się ne teorię i tu następuje pierwszy odsiew pechowców. Jeśli jesteś
szczęściarzem walczysz dalej – idziesz na plac. Niczym Russel Crowe, lub Ewa Kopacz wkraczasz
na arenę żeby walczyć z gladiatorami, albo górnikami. Chyba, że jest zima, piździ i zacina śnieg – wówczas bardziej przypomina się zbłąkanego Ryśka z Klanu, który robi papiery na taksówkę.

 

Jeśli wypiło się odpowiednią ilość melisy na uspokojenie i nie drży nam noga to plac też jakimś cudem
przechodzimy dalej. Reszta pechowców odpada.

Jedziemy w miasto. Po raz pierwszy sami dzierżąc moc, którą można zabić kilka osób naraz jeśli dobrze pocelujemy w przystanek z ludźmi, a jeśli stoją tam dzieci to już afera na cały kraj. Tym większy stres to powoduje.

Nagle dojeżdżacie do ronda na Kalinie i bez hamowania na nie wjeżdżacie , i w tym momencie przypominają się znamienne słowa: „No i w pizdu. I wylądował!”  Wymuszenie pierwszeństwa i po zabawie. A już czuło się zapach własnego prawka.

Tak samo jest z tym piwem. Widzimy etykietę, która wygląda
fajne i obiecująco, a do tego wiemy, że jest to grand champion – nazwa, która
sama w sobie brzmi nobilitująco.

Otwieramy piwo i pierwszy zonk. Jesteśmy jak ci pechowcy, którzy odpadli na teorii bo piana opada tak szybko jak ta z pepsi.

Potem zaciągamy się aromatem i znów nie to czego się oczekiwało – właściwie lekki szampan gdzieś w tle przykryty owocami, które ciężko odróżnić. Można to porównać do odpadnięcia na placu (wtedy poczułem się trochę jak Rysiek).

Następnie bierzemy pierwszy łyk i czuć, że piwo zostało wypuszczone przez koncern bo
nagazowanie znów kojarzy nam się z pepsi. Wiele trzeba się namęczyć, żeby wypić
dobre piwo (jak i zdać egzamin na prawko). Próbujemy więc dalej – wszak nagazowane piwo można odgazować.

Majtamy więc pokalem dookoła, aby wypuścić nadmiar dwutlenku węgla, ale to
wymaga czasu. Czasu w którym piwo zdążyło się już nagrzać i teraz nie szczypie
już nagazowaniem, ale po prostu nieułożonym alkoholem. 

Każdy ma nadzieję, że zda za pierwszym razem i każdy ma też
nadzieję, że piwo, które kupuje, albo na które długo czeka spełni pokładane w nim
nadzieje. Czasem jednak po prostu jesteśmy pechowcami.

*twórca tego piwa. Gość, który tym piwem wygrał konkurs Birofilia 2014 (to był jego drugi raz). Birofilia to konkurs dla piwowarów domowych, którego zwycięzca może uwarzyć swoje piwo w browarze grupy Żywiec. Zwycięskie piwo dostaje tytuł Grand Championa na dany rok.

 

Browar: Backi Browar Zamkowy

Styl piwa: Dubbel belgijski

Alkohol: 8,5%

Ekstrakt: 18 blg.

IBU: 17

Barwa: Ciemny bursztyn, bardzo mocna herbata, rubin

Piana: Piana grubo i średnio pęcherzykowa, nietrwała

Temperatura podania: 12

Cena: 4,5 PLN

avatar
Napisane przez

Majk