Bez kategorii Doctor Brew Imperial IPA Piwne Freaki

Dubeltowa IPA od Doctorów

Dubeltowa IPA od Doctorów

Ostatnio odnoszę wrażenie, że zbyt dużo narzekaliśmy na chłopaków  z Doctor Brew, więc zapaliłem jointa, obejrzałem 3 godziny bajek na MiniMini i w takich okolicznościach podszedłem do ich najnowszej warki Double IPA. Recenzja będzie mocno na plus, a jest to zasługą dwóch rzeczy. Pierwsza jest taka, że Doctory wypuścili warkę, która robi robotę, druga, że tak naprawdę chyba tylko browar Spirifer potrafi tak spierdolić Double IPA, bym obsmarował piwo w tym stylu. Wciąż chyba nie nasyciłem się Imperialną odmianą IPA 🙂

Muszę Wam opisać wrażenia z obejrzanych na MiniMini bajek, bo te są na prawdę na wypasie. Ostatnio jak paliłem jointy z chrześniakiem, to wrzuciliśmy Cartoon Network. Byłem zdumiony, że tamtejsze bajki lecą w tv wcześniej niż po „różowej landrynce”. Dramat. Ale wróćmy do MiniMini i piwa.

Pszczółka Maja – jest to wersja High Definition Remastered Special Edition, więc prócz Gucia i Mai nie uświadczymy w tej bajce niczego z pierwowzoru (ach ta pozytywna pieść o Mai autorstwa od Zbyszka W). Uświadczymy za to wspaniałego bajkowego klimatu, pełnego kolorów i przyjaźnie nastawionych do życia istot (prócz natrętnego wróbla, który to chciał zjeść robaczka – kumpla Gucia). Joint chyba wszedł, bo świat w bajce nastroił mnie mega pozytywnie. Nalałem piwo do szkła i od razu na twarzy pojawił się wielki uśmiech. Piwo jest koloru bursztynu o dużym zmętnieniu. Zmętnienie to jest jednak miłe dla oka i zachęca do degustacji. Miłe zaskoczenie po ostatnich „bombowcach” pływających w poprzednich piwach od chłopaków. Bez większego skupienia gapiłem się w gęstą pianę przez dobre dwie i pół godziny (you know what i mean ;)). Jedyne co wyniosłem z tej głębszej zawiechy to to, że piana jest gęsta, zbita i trwała oraz to, że nie wiedzieć kiedy pszczółka maja zeszła z telewizora i podążyła w stronę otwartego balkonu. W telewizji pojawił się Clifford, czyli wielki czerwony pies. Od razu się przyznam, że pies jest wielkości drzewa, co mnie lekko przeraziło i wolałem nie patrzeć na tv, by ten mnie nie pożarł. W czasie, gdy Clifford ganiał po lesie z łbem ponad drzewami (na pewno wypatrywał jak mnie zjeść), ja wziąłem się za powąchanie Double IPA. A w zapachu bardzo fajnie. Słodkie, dojrzałe owoce, żywica i lekkie tofii. Bardzo miły zapach. Zdecydowanie zachęcający do pierwszego łyka.

Ale jak tu pić piwo, gdy na ekranie pojawiła się słodka rybcia z MiniMini. Idolka wszystkich obywateli do drugiego roku życia. Kocham ją i ja. Pszczółka niestety jako gwiazda programu znika tak samo niespodziewanie jak się pojawia, więc wracam do piwa. W tym wypadku przyjemność jest wcale nie mniejsza niż patrzenie na słodką rybcię. Pierwsze wrażenie w ustach, to niesamowita oleistość piwa. Piwo zalepia usta i jest bardzo gładkie w odbiorze w sensie „dotykowym”. W sensie smakowym już takie gładkie nie jest. Podstawą jest tutaj co prawda słód, ale w smaku odczujemy również BARDZO INTENSYWNE nuty tropikalnych owoców. Obecna jest również żywica. Goryczka w tym piwie jest dokładnie taka, jakiej oczekuję po Double IPA. Uderza dość mocno w stylu gryzionej skórki grejpfruta, jednak nie zalega w gardle w trawiasty sposób, co czasem zdarza się w piwach z tego gatunku. Musicie zdecydowanie uważać na to piwo, gdyż jak na swoją moc pije się je bardzo przyjemnie, a zawarty w nim alkohol czuć dopiero w głowie.

Delektując się pysznym piwem z marszu wchłonąłem jeszcze trzy odcinki Tomka, czyli opowieści o wesołej (jakże mi bliskiej) lokomotywie i ich rozbuchanych przyjaciołach. Kolejna bardzo fajna bajka i trochę żałuję, że MiniMini wykupiło tylko kilka jej odcinków puszczając je w kółko. Po około dwóch tygodniach staje się to nudne, choć gdy ogląda się je przy piwie tak dobrym jakim jest Double IPA z Doctor Brew, to aż tak nie przeszkadza.

_DSC0711-2

avatar
Napisane przez

Majk