Doctor Brew Lager Piwne Freaki

Doctor Brew. Old Lager

Doctor Brew. Old Lager

Czasem fajnie jest się czymś zaskoczyć. Można się zaskoczyć negatywnie, na przykład patrząc w lustro lub robiąc kopę w majtki z myślą, że wszystko będzie dobrze. Ale zdecydowanie lepiej i fajniej jest zaskakiwać się pozytywnie. Przykładem może tu być 500 złotych na koncie, przy jednym tylko dziecku lub wypicie zajebistego piwa z browaru, który do tej pory dupska Ci raczej nie urwał.

Zaskoczenie jest tym większe, że piwo to lager. Dolna fermentacja. Tak tak. Fermentacja dolna, tak samo, jak u zimnych leszków, prażubrów, czy innych królów gór. Się chce, to się da, jak się okazało. Piwo przepyszne. Nawet w zapachu, a to nie lada pochwała, bo nie słyszałem jeszcze by coś było przepyszne w zapachu. To piwo jest. Drewno, czekolada, kawa i zioła, las. Takie rzeczy. Pomieszane to wszystko, poplątane, ale w sposób fajny. Ułożony. Grający ze sobą jak czterech gliniarzy i żarówka.

Smak to dalsze pasmo pozytywnych zaskoczeń. W pierwszej fazie piwo wydaje się słodkie. Ale nic z tych rzeczy. W odwecie po zębach i języku dostajemy dębową kłodą. Brutalnie. Drewnem znaczy. Ciężkim, gorzkim drewnem. W tle majaczy też kawa, raczej z tych słodzonych. Nad całością czuwa dość mocna, długa goryczka. Fajnie uzupełniająca całość. Jak już wyplujemy wybite drewnianą kłodą jedynki, to możemy przejść do kolejnego łyka. Zaczyna się słodko, ale nic z tych rzeczy. W odwecie po zębach…

Wraz z ogrzaniem wychodzi alkohol. Ale wiecie co? Nie przeszkadza. Mało tego, po tych kilku ciosach w zęby wprowadza urozmaicenie. Bardzo fajny, kolejny wymiar w piwie. Mega. Jestem mega zaskoczony. Brawo panowie Doctory. Może nie w tonach chmielu potęga? Może jest inna, nie gorsza droga? Tymczasem pokłon za starego lagera.

avatar
Napisane przez

Majk