Doctor Brew Piwne Freaki Witbier

Doctor Brew American Witbier

Doctor Brew American Witbier

„Dzisiaj miałem piękny sen. Na prawdę piękny sen. Wolności moja, śniłem, że…”
Kolejne piwo od sympatycznych kolegów w idealnie wyprasowanych koszulkach o pięknych kołnierzykach. Na wstępie napiszmy kilka słów o piwnym stylu, co go ktoś nazwał Witbierem. Witbier to słomkowe piwo pszeniczne z dodatkiem kolendry i skórki pomarańczy. W zapachu mieć powinniśmy umiarkowane nuty kolendry, wspomnianej skórki pomarańczowej. Cechować się powinno, wysoką, trwałą pianą. W smaku powinno być przyjemnie słodkie, dośc wytrawne, rześkie, często o kwaśnym finiszem. Zarówno nuty chmielowe, jak i goryczkowe powinny tutaj być na poziomie marginalnym. W żaden sposób nie przysłaniającym głównych bohaterów. Kolendry i skórki pomarańczowej… Tyle słowem wstępu.

Natomiast American Witbier od Doctorów jest piwem, gdzie chmiel zaorał wszystko. Brutalnie zlikwidował wszystko inne. Niczym sprawny gracz w kolejnej odsłonie serii HitMan. Piwo pachnie amerykańskim chmielem. Kolendra? „Dzisiaj miałem, piękny sen”. Skórka pomarańczy? Tak, ale jako aromat amerykańskiego chmielu. Smak? Fajny, podoba mi się. Tylko, że niestety to czysta, chmielowa, mocna goryczka. W dodatku po pierwszej, cytrusowej nucie przechodzi w zalegającą gorycz łodygowego typu. No dobra. Kolor. Kolor uratuje sprawę. No i nadal zonk. Piwo jest pomarańczowe, wpadające w bursztyn. Owszem, zmętnione jest na fest, ale to ostatnio norma w piwach od chłopaków, więc myślę, że tutaj zgodność ze stylem jest raczej przypadkowa. Witbier ma być, lekki, rześki i wytrawny. Co mamy w szkle? Dość ciężkie,  i maksymalnie nachmielone na goryczkę piwo. Piwo fajne, bezkompromisowe.

Czasem tego nie widać, ale umiem czytać. Udało mi się przeczytać również nazwę piwa na etykiecie. Nazwa ta to American Witbier. Dwa słowa American i Witbier. interpretacja stylu. Słowo American mogłoby być linią obrony. Ale w takim razie nie rozumiem, po cholerę dodawać do tego słowa drugie człony. Zmieniajmy tylko kolor napisu na etykietach i będzie git. American zieloną czcionką (Witbier wywalamy). Już widzę te rozmowy:

„Piłeś żółtego Americana?”,

„Nie, ale zielony American był świetny. Podobnie jak czerwony American.”

Tak jak seria piw chmielonych wyłącznie jednym chmielem robiła wg. mnie robotę edukacyjną. Można było dowiedzieć się co poszczególny chmiel wnosi do piwa (choć notoryczne przechmielanie również w tym nie pomagało). Tak warzenie kolejnych piw, z których każde jest w podobny sposób przechmielone nie podchodzi mi zupełnie.

We wspomnianej piosence, Rysiek śpiewał o ślubie. Mój związek z piwami Doctorów zaczyna wyglądać, jak ślub wzięty na haju, w Las Vegas. Było pięknie, mocno, namiętnie. Wszystko było mocno przejaskrawione. Nie potrzebowałem kompromisów. Tymczasem po pewnym czasie, w mariażu każda ze stron zaczyna mieć potrzebę przeżywania rzeczy głębszych, niż tylko, nawet najlepszy, najbardziej ostry seks. Podobnie jest z piwami. Powoli przestaje mnie bawić maksymalne zaoranie aromatu i smaku chmielem. W piwie zaczynam szukać troszkę głębszego sensu. Jak w życiu.

Browar: Doctor Brew

Styl: Witbier (hęę?)

Wysokość ekstraktu: 11

Zawartość alkoholu: 4,8%

IBU: Wysoka, trawiasta. Zalegająca

Piana: Biała, wysoka. Zgodna ze stylem.

Barwa: Złoto wpadające w bursztyn.

avatar
Napisane przez

Majk