Deer Bear India Pale Ale Piwne Freaki

Deer Bear. Hoppy Meal. Oatmeal IPA

Deer Bear. Hoppy Meal. Oatmeal IPA

Misio byłby zadowolony. Piwo jakby na jego cześć. Nie wiem, czy jest on fanem owocu kumkwatu. Nie widziałem go nigdy ani w misiowej zupie, ani w pysznych kluseczkach, więc myślę, że on nie ma pojęcia o istnieniu tegoż owocu. Ja również nie miałem, dopóki nie przyszło mi się zmierzyć z nowym piwem browaru beer deer dear bear. Piwo nazywa się Hoppy Meal, co od razu skojarzyło mi się z macdonaldowskim Happy Meal. Czy tutaj hoppy będzie happy? Zapraszam na piwo beer deer dear bear hoppy meal.

Przelane do szkła wygląda mętno i nie happy. Bursztynowe, mocno zamglone piwo pokryte drobną, lecz niską i krótko żyjącą pianą. Nie oczami człowiek piwo pije, a nosem, więc rzuciłem nosem, by sprawdzić czy jest hoppy. Do rzuconego w piwo nosa wpadły mi jakieś tam tropikalne owoce. Wpadło mi też coś kwaśnego (kwaśny zapach? Myślał by kto). Wpadła karmelowa słodycz. Wpadło to wszystko do mego biednego nosa, lecz szybko wypadło. Mało to intensywne wszystko, ale i nic nieprzyjemnego się nie wydarza. Idąc na fali podniety mega milusią etykietą, poszedłem dalej, ku pierwszemu łyku, łykiem zwanemu.

W procesie łykania piwa jamą ustną napotkałem się z dość dużą słodowością. Jest ono (piwo) ogólnie gęste i oleiste. W końcu to „owsiankowe” IPA, więc tutaj się zgadza. Piwo jest raczej słodkie w charakterze, gdzieś tam zza karmelu wychodzą owoce, lecz robią to raczej z dość dużym wstydem. Raczej jak klasowy kujon, okularnik na balu maturalnym, niż członek drużyny piłkarskiej na wiejskiej dyskotece. Nie ma tu owocowej, rześkiej rozpierduchy. Do tej, raczej wycofanej owocowości dopasowuje się goryczka. Średnia i niezbyt czysta. Mnie osobiście, lekko męcząca. Tak jak owsianka się zgada, to już IPA nie koniecznie.

Powiem tak. Świetna robota marketingowa. Etykieta przyciąga oko, a przyciągnięto już oko zauważa napis Oatmeal IPA. To w większej większości przypadków już przyklepuje w mózgu piwopijcy pozytywnie rozpatrzoną decyzję o zakupie tego piwa. Marketingowo, praca domowa odrobiona na 200%. Co do samego piwa? W rozgrywanym w mej głowie, prywatnym meczu pomiędzy drużynami „JEST FAJNE”, a „JEST ZWYCZAJNE” w chwili obecnej utrzymuje się wynik 1 do 1. Strzelcem gola dla „Jest Fajne”, pierwsze piwo od NiedźwiedzioŁosia (to z sosną). Do remisu doprowadza chmielowy misiek. Czekam na dogrywkę.

avatar
Napisane przez

Majk