Dark Horse Imperial IPA Piwne Freaki

Dark Horse. Double Crooked Tree.

Dark Horse. Double Crooked Tree.

Achtung, achtung. Uwaga, uwaga. Dziś piwo nietuzinkowe. Można by rzecz tuzinowe, od procentowej zawartości alkoholu, ale ja nie Miodek, by się z Wami bawić w takie słowne igraszki. Poigrać, to my sobie możemy inaczej, choć i to pozostawię raczej w kategoriach przechwałek, niż faktów. Lata lecą. Nie o tym jednak. Dziś przed nami piwo, które może posłużyć jako pigułka gwałtu. Zapodajesz napotkanej w wiejskiej dysce lasce dwa takie małe piwka i jesteś pewien, że ta nie obudzi się przez dwa dni. Oczywiście, niech nikt o zdrowych zmysłach nie traktuje tej podpowiedzi, jako drogi życiowej. Jeśli już musicie uciekać się do takich akcji, by zaliczyć pannę, to ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Po prostu w sposób zbliżony do rozumowania ryby akwariowej, chciałem Wam napisać, że bohater dzisiejszego wpisu, to piwsko bardzo zdradliwe. Rześkie, pyszne i pijalne, a z drugiej strony powyciera Tobą podłogę, gdy tylko zapomnisz, że nie urodziłeś się w Rosji i masz granice tolerancji na alkohol. Nawet jeśli masz je lekko przesunięte poprzez swe piwne hobby. I tak Tobą pozamiata. Podłogę oczywiście.

Do rzeczy więc, bo rzecz jest gruba. Nad wyglądam rozpisywał się nie będę. Jest wzorowy, jak ocena ze sprawozdania u no-lajfa w gimnazjum. Nie ma się czego przyczepić. Piana? Idealna. Kolor? Wzorcowy. Zmętnienie to wyznacznik piękna, wiec co ja Was tu będę przynudzał. Przynudzę za to o aromacie, bo ten jest złożony niczym Wigry 3 w bagażniku Fiata 126p. Mamy tu przyjemną słodycz, lecz zdecydowanie zdominowaną, przez jeszcze przyjemniejsze aromaty chmielowe. Tropikalne owoce, lecz i świeża szyszka. Las iglasty. Wszystko to wymieszane w stężeniu porównywalnym ze stężeniem bucowatości w pewnym budynku na Wiejskiej w Warszawie. To piwo pachnie naprawdę potężnie.

Nie wiem jak ludzie z Ciemnego Konia ukryli woltaż w tym trunku. Skitrali go jakoś tak całkowicie, że grzeje tylko w żołądek. Nie czuć go. Ani nosem, ani językiem. Językiem czuć za to pełnię tego piwa. Gęstość. Kleistość. Ale spokojnie. Nie przylepicie się do niczego. Nie zalepicie również. Dba o to potężna owocowa goryczka. Goryczka długa, zdecydowana, potężna. Świetna imperialna IPA. Z tego co pamiętam, porównywalne wrażenie zrobił na mnie podwójny Jack z Firestone’a, opisywany tutaj.

PS. Ktoś kto rysował to przerażające drzewo, albo wypił sześć opisywanych tu dziś piw, albo nie lubi dzieci. Fakt jest taki, że mój młody, bawiąc się etykietą po tym piwie rozryczał się pierwszorzędnie.

avatar
Napisane przez

Majk