Bez kategorii Piwne Freaki Polskie IPA

Bytów – (C)HOP IN

Bytów – (C)HOP IN

Czasem w życiu tak już jest, że chcemy pierdnąć, a wpuszczamy w bawełniane majtki super kleksa. Po prostu jak to śpiewał Cugowski:

Pół biedy jeśli zrobiliście to w zaciszu własnego pokoju i krzesła. Gorzej jednak jeśli zrobiliście to publicznie i to w cudze majciochy.

Browar Bytów postanowił uraczyć nas piwem w stylu PIPA czyli IPA z polskim chmielem. Chwała im za to. Niestety chyba jednak pochwały na tym się skończą. Zaczęło się od Janka z bloga @Hops Addicts, który rzewnymi łzami zapłakał nad pierwotną (posiadaną przeze mnie) etykietą, która dość niezgrabnie z nazwiska Szopena próbowała zrobić „wewnętrzny chmiel” (hop in). Browar szybko skorygował wpadkę, ale to co dotychczas wyszło w Polskę nie mogło już zostać zmienione. O samej etykiecie wiele mówił nie będę bo się na tym nie znam. Ja tam widywałem gorsze, ale chyba wg Hops Addicts jej poziom sięga poziomu wystroju domu samego Saurona.

Aromat. Ta część zaskoczyła mnie najbardziej. Po otwarciu butelki i włożeniu jej w lewą dziurkę od nosa wyczułem bardzo znane mi i miłe sercu siano. Zwykłe najzwyklejsze siano, które jedzą krowy i na które srają świnie. Dość szybko aromat ten uleciał i na jego miejsce wskoczyła lekka farba olejna. Nie była bardzo dominująca, ale jednak dało się ją niestety wyczuć. Zaś po przelaniu do szkła doznałem kolejnego szoku. Specjalnie wąchałem to 4 (słownie cztery) razy i nie miałem wątpliwości – powietrze z materaca! Naprawdę! Nigdy jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłem, ale przynajmniej to piwo zapadnie mi w pamięć

Przechodząc do smaku mamy bardzo wyraźną słodkość przechodzącą w delikatną słodowość, które nie są niestety przez nic kontrowane. Pomimo skrótu trzech magicznych niczym skrót ZUS liter powstałych z India Pale Ale nie znajdziemy tu nic z IPY. Z IPY polskiej, amerykańskiej, angielskiej ani żadnej innej. Goryczka jest oczywiście wyższa niż w eurolagerze, ale przy odpowiednio wyższym ekstrakcie samego piwa na nic się to zdaje.

Można więc powiedzieć, że CHOP IN smakuje tak jak wygląda. Szkoda, bo sama etykieta (mówię o jej zapleczu czyli składzie etc.) nie oceniając warstwy artystycznej wygląda na dość profesjonalną. Szkoda, że za nią kryje się piwo znacznie mniej poważne.

Nie twierdzę, że sam uwarzyłbym lepsze piwo (choć chyba 90% domowych piwowarów by takie uwarzyło), ale ja na pewno nie częstowałbym nim swoich gości, a już na 100% nie czardżowałbym ich za to z kasy. Komu więc polecić to piwo? Z czystym sumieniem: Nikomu.

 

SONY DSC
SONY DSC
avatar
Napisane przez

Misio Kororowy