Wyjazdy

Jak było pojechane na WFP jesień 2016

Jak było pojechane na WFP jesień 2016

Zacząć trzeba od tego, ze na piwie się nie znam. Nic a nic. Co  pogadam  z wujkiem,  szwagrem, czy sklepową w moim warzywniaku, to już zaczyna mi się wydawać, ze się znam. A tu znów przychodzi piwny festiwal i pokazuje mi ze nie znam się nic a nic. Może inaczej. Coś tam się znam, ale jest w Polsce jakieś osiem miliardów ludzi, którzy na piwie znają się o wiele lepiej. Dla swojego dobra nie wliczam w tą liczbę kobiet i dzieci. Dla swojego dobra pominąłem też tych, którzy dużo gadają, dużo ciumkają nosem, dużo mlaskają, by na koniec stwierdzić,  że ohyda, pic się nie da, a drożdże fermentowały w temperaturze o 0,7 stopnia zbyt wysokiej i w ogóle spalić ten browar, razem z gminami do niego przyległymi. Takich się tu nielubi, wiec nie wlicza się ich do statystyk.

Dlatego, kochany czytaczu, jeśli szukasz w tej relacji wysublimowanych recenzji piw, to mam dobra wiadomość. Zaoszczędziłem Ci czasu, bo możesz zamknąć tą stronę i wykorzystać wolny czas na obieranie ziemniaków, granie w pasjansa, czy co tam jeszcze  piwne freaki robią w wolnej chwili. Jeśli jednak na piwo wybierasz się dla przyjemności, dla pogadania z ludźmi i nie musi się to wiązać ze staniem w siedmiogodzinnej kolejce za ulubionym trunkiem, to zapraszam. To jest relacja skrojona na Twój wymiar.

Zacznijmy od wstrząsu. Przeżyłem szok. Szok wiązał się ze znienawidzoną przez rzesze Polaków, Chińczyków i innych mieszkańców wschodniej europy instytucją. Instytucja zwie się PKP i w swoim statucie ma napisane tak:

„Wkurwiać ludzi ile się da, a jak mimo wszystko idioci nadal kupują bilety na przejazdy, to postarać się wkurwiać ich jeszcze bardziej. Do skutku”
No i wróćmy do szoku. Wchodzę na peron, a tam czeka na mnie cudeńko. Rakieta jakaś. Srebrna, czyściutka. O światłach pięknych jak ledy w nowych passatach tdi. Wsiadam do tej rakiety a tam? Wifi, tv, cisza, spokój i kultura. Do pełni szczęścia brakuje tylko spadających z nieba M&Msów. Kto ich nie lubi.
Dlaczego o tym pisze? No pisze o tym dlatego, że to w tym pociągu napotkałem pierwsze, sympatyczne jednostki, które wiedzą piwną zamiatają mnie pod dywan. Turecki. Taki wiecie? Z grubego włosia. Jechaliśmy tak sobie, gaworzyliśmy o piwie i libacjach w kadrze kopaczy. Nie wiadomo kiedy przez okno wjechał nam Pałac Kultury. I nauki. Podobno. Jak wszyscy wiemy z pod Pałacu na Legie jest rzut beretem, więc jak rasowe chłopaki z prowincji poszliśmy każdy w inną stronę. Żaden z nas nie miał zielonego pojęcia jak wydostać się z podziemi Dworca Centralnego. Nowego jak moje kolejne siwe włosy, śmierdzącego jak stary. Nie mój stary. Jak dworzec stary. Pogubieni, każdy inną drogą przenieśliśmy się na Legię mając nadzieje, ze dziś nie mecz z Realem i ludzi tam wpuszczają. Christiano i spółka wpadają tu w przyszłym miesiącu,wiec luz. Weszliśmy bez kłopotów.
No i wiecie co? I pusto :)) dla piwnego amatora, dla smerfa ciamajdy co to za jopesjkim mu się stać nie chce to idealny moment na Festiwalu. Kolejek brak. Na każdym, stoisku można pogadać. Pośmiać się. Podotykać. Nie ma tej orki, polewania, kasowania, wydawania reszty. Jeśli nie masz napinki na piwo, a chcesz ponawijać z ludźmi piwo warzącymi to godzina 14 jest porą idealną.
I dreptałem tak sobie jak ten smerf. Od stoiska do stoiska. Jako druga wdepnięta została wrocławska Profesja. Lubię ich. Wszystkie ich piwa trzymają poziom. Zamieniliśmy kilka słów przy Listonoszu. Listonosz to piwo w stylu Mild. Leciutkie, kawowe piwko o pięknej pianie. W sam raz na początek festiwalu. Po łyku Coli, a jeszcze przed Grodziskim. Lubicie imperialne IPY? No to śledźcie poczynania Browaru Profesja. Piwo jest już ugotowane. Premiera jeszcze w tym roku.
_dsc2561
 Już na tym zdjęciu Ci bardziej spostrzegawczy zorientują się, że coś ze mną nie tak. Że albo jestem niedorozwinięty, albo wsadziłem sobie szkło festiwalowe w odbyt. Przez przypadek oczywiście. No nie. To nie tak. Szkło festiwalowe było nie do dostania na stoisku festiwalowym. Byłem tam kilkukrotnie. Do kupienia tylko szejker. A jak to jest z szejkerem wszyscy wiemy. Gównoburze do internetów się z niego wylewają, więc temat olałem. Widziałem je później na stoiskach browarów, ale w dupie. Dwóch nie chciało mi się nosić. Taki jestem niedobry. Niefrikowy taki.

Co to za szkło? Szkłem poratował mnie Browar Zakładowy. Usytuowany na parterze wraz z Rochem, Łańcutem i Browarem Probus. W Zakładowym spróbowałem „100% normy”. Belgijska IPA, która wgniotła mnie w ziemię. Belgijska fenolowość. Brzoskwinie, przyprawy. Słodycz. Wszystko to przełamane całkiem niemałą goryczką. Doprawione wysokim nasyceniem. Świetne piwo. Troszkę za mocne, jak na początek, ale wiecie? Kto mi zabroni. Ktoś na Festiwalu upić się musi 😉 U ekipy z Poniatowej kosztowałem jeszcze trunku „Kolektyw”. Imperialny wędzony porter z dodatkami tak pojechanymi, że nie umiem wymienić ich nazwy. Piwo o prezencji Joanny Krupy. Piękne. Aksamitne, z cudną jak piersi Aśki pianą. Co równie ważne, smakiem równające do prezencji.  Pić to piwo, to jak jeść szlachetny aksamit. Czarne niebo w gębie. Świetne. „Kolektyw” nie będzie dostępny w butelkach, więc jak zobaczycie go w knajpie na kranie, to próbujcie czym prędzej.

_dsc2560

Tak jak pisałem. Pora dla smerfów, przedszkolaków i rencistów sprzyjała luźnym spacerom i pogaduchom. Fajnie. Mi tam się podobało.

_dsc2574

„Cześć Bogdan”. O tym piwie słyszałem dużo dobrego. Cichaczem, że niby bez ładu, składu i jakiegokolwiek planu wylądowałem więc przy stoisku Browaru Artezan. Tu interesował mnie Bogdan. Żytnie ajpiej. Piwo piękne jak sok na kaca. Jak bigos na weselu. Forszmak znaczy. Nad ranem. Cześć Bogdan pachnie owocami jak skład owoców. Jak przetwórnia owoców. Świeżych. Jasnych owoców. Dopiero co wyciskanych winogron. Ale i grejpfrutów. Chmielowa bomba w nosie. Srogo to nachmielili Artezani. Piwo jest orzeźwiające do bólu, lecz czuć je w ustach. To nie jest uczucie podobne do picia RooRide’a z AleBrowaru. Nie nie. Tutaj ciała jest dużo więcej. Goryczka również jest lekko inna. Też wali w łeb jak obuchem, ale nie aż tak. I gdyby nie fakt, że to piwo ma 7% alkoholu, to żłopałbym je litrami. Nie tylko na festiwalu. Mega. Tego szukam w ipach sripach.

_dsc2573

Sory za mikrofotę, ale tak to jest, gdy mi potas z krwi wypłucze. Szare komórki mi nie stykły i wyszło jak wyszło. Mam nadzieję, że efekt wow został zachowany. Tak. To piwo wygląda jak świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy 🙂

Czas tykał nieubłaganie, więc uznałem że pora na cięższe zapasy. Pierwszym przeciwnikiem z jakim wszedłem w konkury był Porter z dodatkiem miodu gryczanego. „Portogryko” z żyrardowskiego Browaru Beer Bros. Pachnie to zbożem. Ładnie. Miło. W smaku jest już bardziej porterowo. Czułem tu dojrzałe owoce, czułem czekoladę. Czułem też zboże, pewnie nawet grykę, ale muszę Wam przyznać jedną rzecz. Gryka kojarzyła mi się będzie do końca życia z niedzielą. Z niedzielą, gdy mama gotowała kaszę gryczaną i wsadzała ją w zawiniętym w gazetę garnku pod pierzynę. By „doszła”. Obiad był pyszny, ale ta pierzyna waliła mi tą kaszą kolejne dwie doby. Uraz mam, lecz w żaden sposób nie przeszkodził mi on w miłym spożyciu „Portogryki”. Dobry eksperyment. Fajne piwo.

_dsc2569

Ludzi przybywało z każdą minutą, pora robiła się popołudniowa, a tu nic. Zero. W głowie czysto. Rześko. Ucieszony, więc skoczyłem pyknąć fotkę ze stadionem. Póki go nie zamkną w cholerę na stałe. Fota brzydka, ale takie miałem założenia na wyjazd. Chciałem bez ciśnienia popić piwek, więc nie skupiałem się na wielce artystycznych walorach. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli. Nie bądźcie i idźmy dalej.

_dsc2572

Zdjęcie trawy odbębnione, więc można lecieć w jeszcze cięższą ligę piw. A było ich co nie miara. Nawet przed wieczorem. Postanowiłem skoczyć na ostatnie, trzecim zwane piętro festiwalu. Tutaj plan był prosty. 28 balingów od Radugi. Russian Imperial Stout. Kawal drania, jak się okazało, lecz o tym za chwilę, bo tuż obok Radugi namiot swój rozbili Waszczukowie. Braty Waszczukowe. Po koszulkach ich poznacie.

_dsc2579

Zapomniałem o nich, szczerze, ale na szczęście „wdepłem”. „Wdepłem” i do nich. Tutaj chciałem spróbować piwa KwejkBrassil, czy jakoś tak. Yggdrasil, to piwo słodowe. Z tego co opowiadał mi Mateusz (jeden z bratów), piwo filtrowane jałowcem, fermentowane w wysokiej temperaturze, przy użyciu przedziwnych szczepów drożdży będących krzyżówką jaskółczych bobków i mrówczej śliny. Jak wyszło? Na pewno oryginalnie. Przypraw jest tu tak dużo, że aż zapiera. Dech w nosie zapiera. Wspomniany jałowiec, ale i cała masa innego pachruścia. Wysokie nagazowanie. Goryczki prawie brak. No ja Wam powiem, że cudak nieziemski, ale przecież to właśnie na tym polega craft. Na zaskakiwaniu. I to się tym piwem udaje. Przejść obojętnie to się obok tego nie da. Coś jak obok zajebistych koszulek tegoż browaru 😉

Wróćmy do Radugi i ich RISa. 28 blg. 12,5 % alkoholu. Piwo dość świeże, będzie butelkowane, ale za jakiś czas. Alkohol jest tu wyczuwalny, lecz w bardzo, bardzo przyjemny sposób. Zero chemii, rozpuszczalnika, czy innego badziewia. Szlachetny, fajny alkohol. Do tego jest paloność, gorzka czekolada. Świeża kawa. Popiół. Bardzo fajne piwo. Kupię butelkę. Na bank. Jak już się w tej butelce znajdzie.

_dsc2581

Kawał potężnego piwa. Jestem pewien, że gdybym wypił to czym zostałem na stoisku poczęstowany, to do domu wracałbym w stanie wyższego wstawienia. Nie wróciłem, gdyż drepcząc z tym mocarzem w szkle napotkałem wesołą ekipę „Piwnych Braci”. Piwni Bracia to goście, których filmy na YT bardzo przypadły mi do gustu. Brak wymądrzania się, zdrowe podejście do piwa. Dodatkowo dużo pracy włożonej w montaż filmów. Polecam kanał. Fajne chłopaki.

_dsc2567

Nie omieszkałem poczęstować ich RISem z Radugi. To nie są tanie rzeczy, a widać że chłopakom kończą się oszczędności odłożone z komunii. Tak na oko od ich komunii minęło już jakiś pięć, sześć lat, więc widzicie sami. Nie jest łatwo. Jeszcze raz pozdro dla Was ziomki. Pozdrówcie ode mnie Browar Spółdzielczy. Puck jest pięknym miastem także pozdro również dla Pucka.

Chłopaki tłukli „kwachy” jednego za drugim. Na sam widok dostałem zgagi, więc pogoniłem po coś na zakąskę. Padło na „Barana z Jajem” czyli imperialny porter bałtycki kooperacji Pracowni Piwa i Browaru Podgórz. No i ojojoj. Takie portery to ja lubię. Czekolada, lekka paloność. Nie za dużo ciemnych owoców. Całość raczej deserowa. Nie ciężka. Prawdziwa delicja w płynie. Delikatna. Taka wiecie? Dla pań, prawie. Podeszło mi to piwo bardzo. Nie oddałem nikomu nawet łyka. Świetnie. Witacie w moim świecie. Świecie czekolady. Mniam. Pewnie ktoś tam się przyczepi, że to co piszę nie jest do końca w stylu, ale niech pisze. Tak mi się to piwo zapamiętało i zapisało w kajecie.

_dsc2589

Poprzeczka postawiła się wysoko. Kolejne degustowane piwa musiały już mieć coś z Sergieja Bubki, by to przeskoczyć. Nic łatwego, a uwierzcie. Kolejne piwa zębów na poprzeczce sobie nie wybiły. RaISa espresso z Browaru MaryenSztadt. Tutaj jest to, co być powinno. Gorzka czekolada, popiół i kawa. Mnóstwo kawy. Takiej wiecie? Z wyższej półki. Lekko kwaśnej nawet. Mimo wysokiej zawartości procentów w tle pobudziło mnie to na tyle, że odważyłem się pójść siku. A co.

_dsc2586

I muszę Wam o tym siku napisać co nieco. W szoku jestem. Tysiące szczających ptaszków, a w kiblach czysto. Naprawdę, organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Do godziny 19, bo wtedy w kiblu byłem po raz ostatni wszystko lśniło. Nie lizałbym tego jęzorem, ale i nie brzydziłem się dotykać klamek. Brawo.

Zakładowy prezentował się zacnie. Na fotce widok spod kibla. Z góry. Kolorowo tam u nich było, jak w środku tęczy. Bardzo ładnie cool.

_dsc2571

Nogi zaczynały podpowiadać mi, że pora kończyć przygodę. Kończyć nie znaczy wyjść tu i teraz. Kończyć, znaczy wypić świetną ipę z Piwnego Podziemia (Obywatelskie Nieposłuszeństwo bodaj) oraz piwo, które zrobiło na mnie olbrzymie wrażenie. Piwo, które degustowałem przez dobre pół godziny. Piwo świetne. Grzejące. Pozostające we łbie na długo. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało.

Piszę o „Kordzie” z Browaru Jan Olbracht. „Quintupel”, 26 blg ponad 11 % alkoholu. To piwo jest jak likier. Prawdziwy likier. Suszone śliwki, rodzynki. Wiśnie. W końcu cukier, karmel. Chleb, skórka od chleba. Cała piekarnia. To wszystko znajdziemy w tym trunku. Do tego sympatycznie grzejący w przełyk alkohol. Świetne piwo. Kord jest zdecydowanie pozycją dla doświadczonych graczy. Takich co to już nie jedną orgię przeżyli. Brawo Piotrków. Dobra robota.

_dsc2591

Zaszumiony już lekko udałem się na posiłek. Kolejny już dziś. Wcześniej jadłem piekielnie ostrego kurczaka curry. Dobry był, lecz żałowałem. W pociągu żałowałem. No ale nic. Prawdziwi twardziele nie żałują niczego. Nawet stojąc w pozycji „na Małysza” w pociągu relacji Warszawa Kijów, bo takim wracałem.

Na koniec słów kilka o otoczce Festiwalu. Po raz kolejny podobało mi się wszystko. Od miłej ochrony na bramce biletowej, przez czystość na obiekcie, aż po wysoki poziom żarcia w foodtruckach. Jakie doświadczenie wyniosłem tym razem? Ano takie, że na kolejna edycję jadę z noclegiem. Szkoda zdrowia. Kaca lepiej mieć rano w hotelu, niż wieczorem w pociągu 😉

Do następnego. Fajnie było.

avatar
Napisane przez

Majk