American IPA (AIPA) Piwne Freaki Zakładowy

Browar Zakładowy. Produkt Wzorcowy AIPA

Browar Zakładowy. Produkt Wzorcowy AIPA

Wzorce można mieć różne. Dla jednych wzorcem jest Wentworth Miller, publiczności szerzej znany jako „skazany na śmierć”. Dla innych wzorcem będzie Papież. Jeszcze inni, za wzorzec człowieka traktowali będą Jarka Kaczyńskiego. O ludziach mamy napisane, ale że nie jest to blog o ludziach, napiszmy kilka słów o piwie. Jaki jest dla Was produkt wzorcowy? Czy będzie to ciężki, lepki i złożony RIS? A może APA, leciutka i zwiewna jak kupa spadająca z samolotu linii Warszawa – Frankfurt? Podpowiedź próbują dać chłopaki z Browaru Zakładowego, wypuszczając na rynek amerykańską ipę. Bez ogródek nazwali ją „Produkt Wzorcowy”, by nie było wątpliwości.

Prócz tradycyjnych kanałów dystrybucji, piwo można kupić w sklepach budowlanych, co idealnie wpasowuje się w koncepcję nazw i etykiet pierwszych piw z browaru. Nie wiem jak to jest załatwione od strony prawnej, ale szczerze? Wali mnie to. Pomysł jest świetny i
Oby tak trzymać. Dobra. Już o piwie, a jest o czym pisać, bo wchłonąłem ich już kilka. Opracowane to piwo mam wzorcowo. Przed przelaniem umyjcie szkło. Nie bądźcie upośledzeni, jak czasem ja. Naleje Ci taki upośledzeniec piwa do brudnej szklanki i jęczy, że piany nie ma. Jeśli szkło jest czyste, to i piana jest. Ładna, bujna, choć żywotna tak sobie. To, że piana zdycha dość szybko, jest w sumie plusem, bo pod pianą jest ciekawie.

Potężne uderzenie owoców. Mango? Jest. Grejpfruit? Obecny. Cała masa owoców z rodziny wymienionych? Wszystko jest. Może trochę żywicy? Proszę bardzo. Grejpfruit ponownie? Jest, jest. Tu jest go dużo. Jest też karmel, ale w żaden sposób nie zagłusza owoców. To chmiel tu rządzi. I słusznie. Wszystko to mega, ale to mega intensywne. Świetnie się to wącha. Rzekłbym wzorcowo, ale przeginał nie będę, bo jeszcze „poniatowskie chłopaki” pomyślą, że ich lubię.

Piwo jest półpełne. Ma trochę ciała. Jest lekko słodkie. Niskie wysycenie tylko wzmaga to uczucie. W smaku ponownie królują owoce. Tym razem słodsze, bardziej dojrzałe. Karmel też wychodzi tu kilka rzędów do przodu. Jego rola staje się już nie czwarto, a drugoplanowa. Ale, nie jest tak, że jest słodko. Co to, to nie. Nad całością czuwa goryczka. Mocna. Słabeusze stwierdzą, że zalegająca. HopHoedzi stwierdzą, że w sam raz 😉 Mega mi się to pije. Wasze zdrowie.

avatar
Napisane przez

Majk