Piwne Freaki Wędzonki Zakładowy

Browar Zakładowy. Po robocie. Porter wędzony

Browar Zakładowy. Po robocie. Porter wędzony

Wczoraj była akcja. Akcja internetowa. Nie żadne tam „przekaż jeden procent na kulawego pieska kolegi”. Nie nie. Żadne takie. Wczoraj w internetach była akcja, zatytułowana „klikamy w Lubię to pod filmikiem Kopyra”. Wziąłem udział. Kliknąłem. I dzięki temu kliknięciu, jednemu z dziewięćdziesięciu milionów kliknięć, „awanturny” Tomasz spróbował drugiego już piwa z Zakładowego. Czarnej roboty. Filmu nie oglądałem, bo to nie modne. Mimo, że nie oglądałem, to i tak wiem, że padło tam słowo „fanboje Browaru Zakładowego”. Trzysłów taki. Czarna robota również została pochwalona, ale tego nie wiem, bo nie oglądałem.

Mimo, że Zakładowego z założenia nie lubię, bo:
a) nie przysłali mi czterech piw z wierszem, mimo, że mogli oszczędzić na kurierze przekazując do rąk własnych,
b) zamiast wpaść do piwnicy na piwo, chłopaki wolą pić Perłę w wąwozie LSM lub słuchać szatańskiej muzyki przez internet.

Mimo, że ich nie lubię, to lubię ich piwa. Wszystkie sześć jak do tej pory. Niektóre zdążyłem polubić już wielokrotnie. Także można nazwać mnie „fanbojem”. I jako „fanboj” czuję się wywołany do tablicy. Trzasnąłem kolejny raz. Po robocie trzasnąłem. Po robocie, trzasnąłem po robocie, można by rzec. Po robocie, to porter wędzony. Torfem wędzony. Ale od początku.

Przelany do szkła, jest czarny jak wnętrze dupy. Ma też świetną pianę, co to oblepia wszystko wokoło. Myślę, że jakby pić to piwo z beczki na deszczówce, to ta też zostałaby oblepiona w całości. Nie lepkością jednak człowiek żyje (choć znałem takich, którym klej był bliski). Piwo pachnie świetnie jak mój czarnoskóry sąsiad. Student medycyny. Nie lubiłem go. Nie to, że osobiście go nie lubiłem. Nie lubiłem go, bo pachniał tak świetnymi perfumami, że jak jechaliśmy z żoną windą, to czułem na sobie jej wzrok. We wzroku czułem politowanie.. „widzisz? Da się…, ty to możesz co najwyżej Cascadem pachnieć, czy innym torfem”. Nie ma racji kobita, bo zdarza mi się pachnieć perfumą. Hugo od szwagra dostałem. Pod choinkę.

O czym to ja? Piwo pachnie czekoladą i wędzonką. Zarówno oscypkową, jak i torfową. Kablami pachnie. Ale nie jakoś przesadnie. W sam raz, choć jak dałbym powąchać wspomnianemu sąsiadowi, to pewnie nie zaczaiłby bazy. Poza tym mógłby szukać podtekstów 😉 W smaku wędzonka nadal jest obecna, bardziej w stronę wędzonej śliwki niż kabli. Wędzoność dzieli się miejscem z kawową kwaśnością oraz czekoladą. Jest też jakby bardziej słodko? Całość jest nisko wysycona, przez co piwo sprawia aksamitne wrażenie. Goryczka jest długa, ale lekka, nie przeszkadza i nie gryzie w gardło. Popiołowa z charakteru. Pije się to bardzo łatwo, bardzo szybko i bardzo przyjemnie. Fajne. Jeśli chcesz dać komuś do spróbowania wędzonego piwa, daj mu „Po robocie”.

avatar
Napisane przez

Majk