Piwa codzienne Polskie IPA Zakładowy

Browar Zakładowy. Pierwsza Zmiana. Polskie Jasne Ale

Browar Zakładowy. Pierwsza Zmiana. Polskie Jasne Ale

Na wstępie. Odrzucam to, że kocham tych chłopców miłością małego księcia do róży (czyli nie gejowską, mam nadzieję). Odrzucam też to, że kocham Poniatową miłością sąsiedzką, bo połowa moich znajomych urodziła się lub została spłodzona w tymże właśnie mieście. Odrzucam to wszystko i całkowicie odrzucony siadam napić się piwa. Piwo to „Pierwsza zmiana”, czyli Polskie Jasne Ale.

Zacznijmy od początku, czyli od nazwy. Otóż „pierwsza zmiana”, bo piwo zostało uwarzone od czwartej rano do południa. W moim odczuciu powinno zwać się „Czas masochistów”, ale nazwali jak nazwali. Pasowało do koncepcji. Idźmy dalej, a więc krok drugi, czyli definicji stylu. Polskie Jasne Ale, to taki styl piwny, który to wszyscy degustują w kategorii APA i narzekają, że nie jest aż tak intensywnie, jak by chcieli. Jakby trabantem wjechali na tor pełen focusów rs i dziwili się, że jest jakby słabo. (Focus RS, też mi wyznacznik)

Nalane do szkielni zasyczało na mnie niemiłosiernie i aby zapobiec klęsce powodzi musiałem obrabiać butelkę ustami (wiecie jak?). Tutaj dobra rada. Jeśli nie jesteście zawodową gwiazdą porno i nie macie wprawy w tych sprawach, to nigdy, ale to nigdy nie próbujcie wysysać wzburzonego piwa wprost z butelki. To się po prostu nie uda. Przelejcie je do szkła i siorbcie pianę właśnie z tegoż. Będzie dużo łatwiej. Ok, dziękować nie musicie i wróćmy do piwa.

Gushing był jedynym minusem (ale minus, phii). Od tej chwili pesymistom i narzekaczom z tego miejsca dziękujemy. Spadajcie na bambus, tam gdzie zima i Antoni co wojskiem „dowodzi”. Piwo prezentuje się ekstra. Lekko zmętnione złoto. Piana jak już uzyska stabilność emocjonalną jest gęsta, zbita i ładnie lepi szkło. Znika po jakimś czasie.

W zapachu dominuje chmiel. Szok, czego czepią się degustanty od APA. Są tu intensywne cytrusy (grejpfruit, to Ty?), jest też spora dawka kwiatowości. Całość miesza się z delikatną chlebowością od słodu. W nosie robi się dobrze przynajmniej tak, jak po udanym dłubaniu w nim małym palcem na tylnym siedzeniu w komunikacji miejsckiej (ach, ta duma, że nikt nie zauważył).

W smaku również, Ci co chcieli narzekać mogą być zawiedzeni. Piwo jest w moim odczuciu idealnie wywarzone. Ani pełne, ani wytrawne. W sam raz. Coś jak porno, gdzie reżyser idzie krok dalej niż frywolne całusy dwóch koleżanek, ale nie jest to jeszcze obleśna produkcja, którą wstydziłbyś się puścić koleżance z gimnazjum (widzieliście wczoraj co wyrabiała na Wspólnej Panna Ola z koleżanką??). Cytrusy odchodzą tu na dalszy plan, ustępując miejsca kwiatom, ziołowości. Słód też ma tu swoje pięć minut. Bardzo przyjemne w odbiorze. Mega pijalne piwo. Jak kupujecie, to od razu dwie butelki. Jedna znika zanim ogarniecie pianę 😉 Gdy myślałem, że to już wszystko co może mi dać łyk tego piwa, do głosu wróciły cytrusy. Cytrusowa skórka do spółki z trawiastymi klimatami rozpychają się na koniec każdego łyka w postaci fajnej, podchodzącej pod wspomniane APA goryczki. Świetne podsumowanie każdego łyka. Czujmy, że pijemy piwo, w którym jest chmiel. I to Polski chmiel !!

By nie było. Kupiłem to piwo w sklepie. Za piniundze. Pożyczone, ale zawsze. I będę to piwo kupował. Często.Na grilla, do meczu, do Kościoła. Wszędzie tam, gdzie będę chciał strzelić browara. Z uśmiechem na gębie.
Wasze zdrówko.

avatar
Napisane przez

Majk