India Pale Ale Piwa codzienne Zakładowy

Browar Zakładowy. Dom wczasowy. Pszeniczne IPA

Browar Zakładowy. Dom wczasowy. Pszeniczne IPA

No ja Wam powiem tak. Pies srał na Ciechocinek, na Busko Zdrój. Na Krynicę i inne takie. Od wczoraj dom wczasowy jest tylko jeden. Ja wiem. Ja zdaję sobie całkowicie sprawę, że wymienione nazwy to raczej kurorty dla starszyzny. Tych od ruchomej szczęki. Ale wybaczcie, „Dom wczasowy” tak mi się właśnie będzie kojarzył. Z kuracjuszami. Do wczoraj. Od dziś jest inaczej.

Dobra. Nie ważne. Jedno z przyjemniejszych piw jakie ostatnio piłem. W zapachu cytrusowe, ziołowe, kwiatowe takie jakieś. Świetne, rześkie. Chciałoby się powąchać dłużej, ale nie można. Napić się trzeba. I słusznie, bo jest co pić. Do powyższych cytrusów dołącza jakiś taki magiczny posmaczek. Słodkawy, owocowy. Przyjemne to jak cholera. Piwo jest gładkie, jak stół do pingponga, ale nie myślcie, że tak samo płaskie. Co to to nie. Jest fajnie nagazowane, choć po raz enty już, zakupione jednego dnia, w jednym sklepie dwie butelki Zakładowego zachowują się inaczej. Jedna po zrzuceniu kapsla buzuje jak nastolatek przy pornosie, druga zaś jest spokojna i zrelaksowana, jak tenże sam nastolatek dziesięć minut później.

Wracając. By nie było zbyt słodziuchno, w piwie jest goryczka. Fajna, mocna, grejpfrutowa goryczka. Po kilku łykach przechodząca w goryczkę ziołową. Każda śrubka gra tu z inną śrubką idealnie. Znaczy. Żelaza tu nie ma. Bez takich. Śrubki to taka przenośnia. Porównanie do idealnie naoliwionej maszyny. Haha. Poeta ze mnie co? Świetnie. Kolejne piwo z Zakładowej Stajni, które robi robotę. To źle dla takich Januszy jak ja. Źle, bo chce mi się pić ich piwa kolejny i kolejny raz, nie zostawiając miejsca w wątrobie i mózgu na inne. Nowsze. Bardziej fejmowe. Wiecie? Takie, którym mógłbym robić ładne foteczki. Nom. Niedobre chłopaki. Niedobre.

avatar
Napisane przez

Majk