Piwne Freaki Porter Świąteczne Zakładowy

Browar Zakładowy. Choinka zakładowa. Porter świąteczny (wędzony)

Browar Zakładowy. Choinka zakładowa. Porter świąteczny (wędzony)

Choinek jest wiele. Są choinki tak zwane wolnostojące. Takie co to na osiedlach rosną sobie w spokoju, niepokojone przez piaski, bo jaki piesek zaryzykuje wepchanie swych jajek na iglasta choinkę. Fajne to choinki, ale nic do naszego życia nie wniosą, więc kij im w oko.

Są też choinki sprzedawane na bazarkach, cięte w lasach wcześniej. Te choinki to my lubimy już bardziej. Nie ma nic przyjemniejszego w życiu niż stek bluzgów przy oprawianiu pnia takowej choineczki. No może jeszcze przyjemniejszy jest stek bluzgów towarzyszący rozwiązywaniu upchanych nogą do piwnicy lampek choinkowych. Tych chińskich. Na cienkim kabelku.  Kłamię. Jeszcze przyjemniej jest porzucać kurami przy rozbieraniu choinki. Gdy cały już pokłuty, wyrzucasz drapaka przez balkon i trafiasz nim wprost pod nogi najbardziej pojebanej wśród sąsiadek.

Jest też choinka zakładowa. Choinkę zakładową do tego roku dzieliliśmy na dwa rodzaje. Pierwszym rodzajem  jest choinka zakładowa dla dzieci. Każdy kto ma dzieci i przeżył takie cudo wie, że nie ma tu o czym pisać. Kilka godzin z życia wyrwane. I kolejne kilka na szorowaniu zębów pociechy po tym jak młody/młoda zbębnił/a całą siatę cukierków. W tym cały kalendarz adwentowy na raz. Po tych kilku godzinach pozostaje tylko modlić się, by pociecha przed rzyganiem dala sygnał ostrzegawczy. Byście zdążyli dolecieć z miednicą, czy coś w ten deseń.

Drugim rodzajem choinki zakładowej jest choinka bez dzieci. W niektórych kręgach zwana śledzikiem. To już jest co innego. To najczęściej spotkanie wysokich lotów, zakrapiane mocno alkoholem. Spotkanie na którym pracownicy wymieniają się poglądami, dają się poznać z tej lepszej strony i ogólnie wszyscy wszystkich kochają. Jeśli alko wejdzie dobrze, to choinka taka może być przyczynkiem do małego romansu, ale ten trwać może tylko do Trzech króli. Choinki zakładowe kojarzą się raczej dobrze. Zdarza się, że dzień po jest ciężki, ale nie bądźmy mięczakami. W Polsce mieszkamy.

To wszystko do dziś. Bo w tym roku przyszło nam zmierzyć się z jeszcze jedną choinką. Choinką Zakładową z Browaru Zakładowego. Melanż słowny wskazuje, że będzie raczej dobrze. Na etykiecie napisano porter świąteczny, więc poczekałem do jakiegoś święta i otworzyłem. Za święto uznałem to, że w ubiegłą sobotę o 17 ja byłem jeszcze przed piwkiem, więc otworzyłem o tej 17 i  szok. Ale mnie to buchnęło wędzonką. Nie kojarzę bym wcześniej spożywał świąteczne piwo wędzone.

W pierwszym dziesięciominuciu degustacji trochę mnie ta wędzonka gniotła, ale gdy piwo nabierało rumieńców wraz z ogrzaniem to i dawać zaczęło z siebie więcej (ach te porównania, parabole, funkcje logarytmiczne do choinki zakładowej typu śledzik). Po pewnym czasie piwo obdarza nas delikatną skórką pomarańczy i niemałą ilością wanilii. Zza wędzonki wychodzi też kakao i takie to klimaty. Samo ognisko jakby przygasa, dymu jakby mniej i porter zaczyna być lekko misiowaty, mniej agresywny. Podeszło mi to mocno. Piwo bardzo fajnie zmienia się w czasie. I to w czasie niełatwym dla faceta. Dlaczego? Bo każdy czas, gdy żona nakazuje sprzątać, hodować karpie w wannie, nie pić piwa, być miłym dla rodziny i robić tony niepotrzebnych zakupów  łatwy nie jest. Dobre piwo. Mniam.

 

 

avatar
Napisane przez

Majk