Piwne Freaki Stout Wędzonki

Browar Waszczukowe. Łycha Zbycha Whisky Stout.

Browar Waszczukowe. Łycha Zbycha Whisky Stout.

Mamy na świecie dwie szkoły. Falenicką i Otwocką. Jedna mówi, że to co ma być dobre, musi być intensywne do bólu. Szkoła numer dwa za to naucza, że czasem lepiej nie przeginać, aby nie wystraszyć. By mieć szansę dotrzeć do nie ekstremalnych maniaków. Do normalsów, czy jak to się tam zwie. Po co ja to bredzę? Ano po to, że właśnie wypiłem piwo, które jest wyśmienite, a jednocześnie nie przesadzone. Nie ekstremalne. Jest wyważone jak koło po zimowej wymianie opon. Jest zbalansowane, jak dobry zestaw spławikowy na rybach. Wypiłem piwo, które dostarczy wielu wrażeń, lecz ma szansę nie odstraszyć, nie zabić kogoś kto z tym gatunkiem nie miał wcześniej do czynienia.

Styczność z tym gatunkiem to trochę jak zadawanie się z małym, szczekającym tworem rasy pekińczyk. Albo to kochasz, albo nienawidzisz. Zapach i smak wywołany użyciem słodów wędzonych torfem jest trudny. Niebalanlny i często niełatwy. „Łycha Zbycha” jest piwem idealnym, by zrobić pierwszy krok. Pierwszy krok w świat szpitalnych korytarzy pełnych bandaży, podpalonych kabli i upośledzonych kolejarzy, którzy na sale odwiedzin przywlekli całe stosy podkładów kolejowych. Stęchłych, starych podkładów kolejowych, które nie jedne siki z pociągu relacji Chełm – Kostrzyn już widziały. Jak widzicie, świat to trudny, dla wielu odrażający, więc Bracia Waszczukowie (twórcy receptury piwa) postanowili zalać ten płonący szpital tonami czekolady. Czekolady gorzkiej, deserowej. Do czekolady postanowili wrzucić ciupkę ciemnych owoców. Może to śliwki, może rodzynki. Całość, jeśli chodzi o walory zarówno węchowe, jak i smakowe jest uładzona, co wyszło bardzo pozytywnie. Uładzona, nie znaczy nieintensywna. Uładzona znaczy, że nuty torfowe nie rozpieprzyły się w piwie jak za przeproszeniem ja w fotelu oglądając Bundesligę. Nuty torfowe nazwijmy to siadły na stołku jednym półdupkiem pozostawiając drugą część siedziska dla czekolady, owoców i lekkiej karmelowej słodyczy, a także wędzonce, ale takiej dymnej, delikatnej.

Co jeszcze zapadło mi w pamięć z tego piwa? Jego pełnia. Gęstość. Pomimo, że piwo jest bardziej przystępne dla normalnego człowieka niż większość piw z gatunku to i tak warto ukłonić się nad nim dłużej. Wziąć do ręki koc, kota, własnego ptaszka i co tam jeszcze chcecie. Posiedzieć godzinkę. Podelektować się. Cieszyć się każdym łykiem zalewającym Wasze podniebienie.

Dobra, kończę. Świetne piwo.

avatar
Napisane przez

Majk