Piwne Freaki Stout Szpunt Wędzonki

Browar Szpunt. Night Wolf

Browar Szpunt. Night Wolf

Ależ mam ostatnio szczęście do dobrych piw. Zresztą, ogólnie mam ostatnio szczęście. W rodzinie wszyscy zdrowi, w robocie zapierd.. , pogoda piękna. Szczęście w czystej postaci. No ale wróćmy do piwa, bo o piwie, dla odmiany dziś mowa. Fajna etykieta, choć liczyłem, że skoro piwo jest nocne to z drugiej strony naklejki znajdę jakąś fotę nagiej panienki, czy pana przynajmniej. Nic z tego. Czysta kartka. Katharsis. Nie zrażony brakiem nagości otworzyłem butlę. Nie mam otwieracza, więc otworzyłem ją widelcem. I słusznie się stało, bo zapach jaki rozniósł się w około powoduje, że człowiekowi zachciewa się jeść. Ogniskowa wędzonka, czekolada, paloność. Zza tego wychodzi torf. I całe szczęście, że wychodzi, bo tak zaśliniłbym się cały. Torf lekko mój apetyt zgasił, bo nie gustuję w żarciu kabli, czy bandaży. Ale żarcie kabli to jedno, a wąchanie ich, czy przyjmowanie w formie płynnej, to sprawa zupełnie inna. Aromat mnie zachwycił. Wystawiam mu najwyższą możliwą ocenę, czyli 7 na 10, bo w naszym zakompleksionym kraju birgikowi wyższej noty wystawić nie wypada.

Co ciekawe, aromat ze szkła jest równie mocny, co z butli. Świetnie. Nawąchany za wsze czasy postanowiłem spróbować i w tym momencie piwo powoduje lekki przysiad. Nie że zwarcie pośladów, czy pęknięcie hemoroida. Nie nie. Piwo jest zajebiste. Pełne, gęste. Na pierwszym froncie czekoladowe. Niskie nasycenie sprawia, że przez pierwszą chwilę myślałem, że wlewam w siebie czekoladowy deser. Oczywiście chwila te trwa dość niski ułamek sekundy, bo czekolada dość szybko i brutalnie przykryta zostaje wędzonką i torfem. Tutaj akurat, w piwie tym, jeźdźcy nocnym, wilku, ta brutalność mi się podoba. Każdy łyk zaczyna się od czekoladowej sielanki, a kończy chłostaniem gęby kablem. Wszystko to razem, dopełnia się idealnie. Tak jak czasownik z przymiotnikiem. Jak kaczor z Orbanem. Jak smog, z Krakowem. Jak ostatni puzel w układanym tygodniami obrazku wieży Eiflla 2000 pcs. Bardzo złożone piwo, a jakby czekoladowo, torfowo, wędzonych nut było mało, to po gębię w każdym łyku przemyka lekka kwaskowość dodając kolejny wymiar naszej degustacji. Jak na gwiezdnych wojnach 4D, choć na owych nie byłem.

Ostatnio tak pozytywnie zaskoczyły mnie dwie rzeczy. Brak tacy na niedzielnej mszy dla dzieci oraz promocja na sałatki w moim pracowniczym lunch barze. Ale nie oszukujmy się. Wspomniane dwie rzeczy obchodzą mnie średnio. Zaskoczenie nocnym wilkiem ścigaczem, to dla mnie przeżycie o wyższym znaczeniu życiowym. W momencie, gdy piszę do Was ten tekst, to ślina cieknie mi po wardze na samo wspomnienie. Łapcie to piwo, póki jest w sklepach.

avatar
Napisane przez

Majk