Piwne Freaki Russian Imperial Stout Stu mostów

Browar Stu Mostów. Rye RIS.

Browar Stu Mostów. Rye RIS.

Opowiem Wam historię, która zaczyna się dawno, dawno temu. Więc gdzieś, właśnie w tamtych czasach, żył sobie Pan Wrocław. Nie Wacław, nie Wiesław, a Wrocław właśnie. Pan Wrocław był niesamowitym lovelasem. Nie popuszczał żadnej. Ani jednej. Jakby był kobietą, to mówili by na niego puszczalska. Był facetem, więc wszyscy patrzyli na niego z podziwem. Pan Wrocław w końcu kiedyś wpadł. Gumka pękła, czy kochanka go złapała, nie ważne. Ważne jest to, że spłodził potomka. Nazwał go na swą cześć. Wrocław go nazwał. Tradycja ta trwała wiele lat. Setek lat. Tatko lovelas płodził syna i nazywał go Wrocław. Tak powstało miasto. Miasto stu mostów. A to wszystko prawda jest.

I tak płodzili płodzili, ale ja dziś nie o tym, bo ja dziś o tych mostach. Sto ich było. Podobno. I były te mosty. I Browar był. Browar nazwano Stu Mostów. Dla niepoznaki. By odciąć się od tej historii. Nazwano, jak nazwano, lecz najważniejsze co było później, bo później do szkła wlałem piwo. Piwo to RIS. Żytni RIS. Rye RIS, dla niepoznaki nazwany, oczywiście.

Wlałem więc do szkła. RIS’a tego. Czarny jak zło. Jak wiosenna dziura w asfalcie. Nieprzenikniony jak mózg Maćka z Klanu. Piękny. Wszyscy zachwycali się wersja poleżaną w beczce. Ja jej nie dostałem. I dobrze, bo biała etykieta brzydsza, a ja dla etykiet przecież piwo piję. Wiadomo nie od dziś. Od wczoraj też nie. No, więc wącham ja tą, niby mniej fajną wersję Rye RIS’a i fajnie jest. Nie słodko, brak wanilii, pralin i innych czekolad. To prawda, choć z czekoladą nie do końca. Bo czekolady jest tu sporo. Gorzkiej jak diabli, szlachetnej takiej. Dla koneserów i starych bab. Prócz czekolady dla starych bab jest też kawa (lekko), kakao (mocniej) i hmmm… i…. popiół? Coś ciemnego, coś lekko kwaśnego (w zapachu?), ale nie kawa. Kawa to jest obecna dopiero w smaku. Każdy łyk to mieszanka tej czekolady właśnie i kawy. Wspomagana alkoholem i goryczką. Alkohol jest wyraźny, lecz nie przeszkadza. Wzbogaca wręcz.

Znajdą się tacy, co stwierdzą, że Pan Wrocław, nie Wiesław spłodził niezbyt bogatego RIS’a. Mogą sobie gadać. Mi smakuje. Bardzo smakuje. Jak znajdziecie buteleczkę, bierzcie od razu. Dla etykiety choćby, bo ta piękna. Dla kapsla. Ślicznego. A dodatek, jakim jest piwo wewnątrz będzie wisienką na torcie.

avatar
Napisane przez

Majk